Tybet 3
Dobra, teraz mniej naiwnie.
Bądźmy szczerzy – przejęłam się Tybetem z dwóch powodów. Pierwszym było nie oglądanie Wiadomości. O zamieszkach dowiedziałam się z Archeowieści, ale potraktowałam je jako osobiste zaangażowanie autora blogu, nie mające większego powiązania z mediami. Najwyraźniej się ładnie pomyliłam. Drugim powodem była moja opinia o Tybetańczykach. Ich wizerunek, jako twórców idyllicznego państwa, jest mitem (esej o społeczeństwie Tybetu). To normalni, zwykli ludzie. Tak jak Watykan, tylko jest ich więcej.
Co teraz myślę o Tybecie? Hm… Tak, owszem, prawo do samostanowienia narodów stanowi tutaj dość mocny argument. Właściwie jedyny, jaki znajduję na poparcie Tybetańczyków. Trzeba jednak pamiętać, że Tybetańczycy to Azjaci – a oni mają inny światopogląd niż Europejczycy. My inaczej patrzymy na problem narodowowyzwoleńczy.
I jakoś Tybetu coraz mniej mi szkoda – i myślę, że na świecie mają miejsce konflikty etniczne bardziej godne rozwiązania, chociażby w Afryce czy na Bliskim Wschodzie. Jednak trzeba przyznać, że te problemy, łącznie z Bałkanami, mają stałych obserwatorów, jednak wiele rzeczy dzieje się poza błyskiem fleszy. Ot, chociażby słynny problem Kosowa. Bo z pewnością nie było tak, że wojska ONZ sobie stacjonowały, nie mogli się dogadać i nagle, nie wiadomo skąd, grupa dobrze zorganizowanych separatystów wyskoczyła i ogłosiła niepodległość, zaś UE i reszta świata to łyknęły bez mrugnięcia okiem. Wszystko było wcześniej ustalone. A kto interesuje się Tybetem? Jaka organizacja, pomijając ONZ?
Kolejnym “ale” jest fakt, że Tybet stracił niepodległość w 1959 roku. Strasznie długo. I dopiero teraz wybucha powstanie… Za długo. (darujcie sobie, proszę, argumenty pt. rozbiory Polski, czy brak suwerenności Czech – to Europa, a tam Azja)
Chociaż… Może i pomysł z porównaniem do Czech nie jest taki głupi… Przez wieki nie mieli niepodległości, byli składową posiadłości Habsburgów. Zostali zdziesiątkowani w czasie wojny 30-letniej. Potem akcja z Hitlerem… no tu kłopot by był. Ale teraz, na koniec są w UE, mało tego, stoją nieco wyżej od nas.
Być może jest dla nich nadzieja.
Tybet 2
Sprawa wygląda dość ciekawie – jestem pełna nadziei! Tymczasem, zamiast wywodów własnych, kilka linków z najnowszymi doniesieniami:
Spojrzenia (zwróćcie uwagę na wzmiankę o reakcji Kościoła Katolickiego)
CNN (po angielsku)
Tybetańczycy!
Zastanawiam się, czy ktoś Wam powiedział to otwarcie i czy jeszcze powie. Ale zdałam sobie z tego sprawę przed chwilą i czuję, że muszę to powiedzieć.
Nikt Was nie uratuje.
Nikt Wam nie pomoże, nikt Was nie wesprze. Jedynie kilka małych, nic nie znaczących organizacji, od biedy jakiś narząd ONZ. Ale nikt, tak jak przez ostatnich 50 lat, nie ujmie się za Wami. Nikt nie zorganizuje misji pokojowej. Bo nie chwyciliście za broń. Jeśli ktoś tak zrobił, to wyklinaliście go, odcinaliście się od niego. Macie za swoje.
Nikt Wam nie pomoże, bo jesteście w górach. Nie stoicie na żadnym ważnym szlaku, nie jesteście siłą gospodarczą ani polityczną. Jesteście wielbicielami pokoju i spokoju. I to jest Wasza broń, to są Wasze środki mediacji.
Któż się za Wami ujmie, kiedy przecież same Chiny Was ubezwłasnowolniły. Któż się oprze Chinom? ONZ? Przecież Chiny a i owszem, mają komunizm, ale już coraz bardziej kapitalistyczny. 3/4 świata zaopatrują w swe produkty. Chińscy obywatele mają nieograniczony dostęp do internetu, przedsiębiorstwa mogą się rozwijać, stawia się na rozwój i kultywowanie starych chińskich zwyczajów. To nie taka Kuba czy Korea, to porządny kraj. Ważny dla nas.
I jak się przeciwstawić? Wojskiem? Bez szans. Gospodarczo? Zbojkotować towary chińskie? To wywołałoby wielki kryzys na rynku. Żadne państwo nie zaryzykuje dolarów w imię obrony wartości, które wynosi na sztandary i wychwala w swej Konstytucji.
I dlatego, jesteście przegrani.
Tak wygląda Wielka Polityka.
* Wiecie, co jest napisane w Preambule Konstytucji RP z 1997r?
Tybet
Ostatnimi dniami media w Polsce żyją tylko Traktatem Lizbońskim, bezpieczeństwem energetycznym, wyborami w USA (odbędą się dopiero w kwietniu!), Kosowem, Kubą, Rosją, tarczą i Euro 1012. Ewentualnie dochodzą misje w Iraku czy Afganistanie. Nie przeczę, tematy ważne, istotne. Do tego złożone, rozstrzygnięcie których będzie miało dalekosiężne skutki.
[Dygresja: media w Polsce kreują wrażenie, że Jarosław Kaczyński - na polecenie o. Tadeusza Rydzyka - wyskakuje z protestem przeciw Traktatowi Lizbońskiemu. I gdybyśmy nie przyjęli Traktatu, bylibyśmy jedyni w UE. A tu 7 dni świat donosi, że nie tylko w Polsce są głosy sprzeciwu w pewnych kręgach. Mało tego, sami politycy przyznają, że to ściema z Traktatem. Więc... jak to jest?]
No dobra. A teraz do meritum.
Codziennie żyjemy swym normalnym życiem, sprawami codziennymi, nie zastanawiając się zazwyczaj, co się dzieje na drugiej półkuli, jaka to bieda jest, ot, chociażby w pobliskiej Hiszpanii w slumsach. Jeśli zagranica, to wakacje, dobrze płatna praca. Czasem to akcja humanitarna czy ekologiczna, względnie prace badawcze. To normalne, nie przeczę, sama to mam.
Spoglądamy teraz na Kosowo i myślimy, jak jego losy sie potoczą. Część społeczeństwa zwana dyplomatami, rządzącymi czy ekspertami ds. Bałkanów zastanawiała się cały czas. A my w tym czasie jedynie wiedzieliśmy o konflikcie.
Zapominamy o Czeczenii. Zapominamy o Afryce. Zapominamy o tysięcznych ruchach narodowowyzwoleńczych działających w Europie, w XXI wieku! Czy to być może? Może.
Jakiś czas temu weszłam na jeden z blogów i mnie zamurowało: Tybet. Są zamieszki, pożary! Kurwa. Jak mogłam zapomnieć o Tybecie! Stolica Dalaj lamów. Stolica pokoju. Buddyjska Szwajcaria. Ja cie… [cenzura na dwie linijki]!!!
Okazuje się, że Tybet stracił niepodległość 50 lat temu. Ma Rząd na uchodźstwie. Jego ziemie są zasiedlane przez chińczyków.
Ktoś mnie zapyta: czemu cię to dziwi? Wszędzie tak jest, zawsze tak będzie.
Nie przeczę, naprawdę. Wali mnie, czy Baskowie czy inni Kurdowie dostaną niepodległość, czy nie. Nie w tym szkopuł. Pytam siebie, jakim sposobem ONZ pozwoliło na zajęcie Tybetu. Jakim sposobem Zachód, Indie, pół świata, pozwoliło na to. Czemu by się mieli mieszać? Bo Tybetańczycy to ludzie pokojowi. To naród bezbronny, kochający świat. Naszym OBOWIAZKIEM wobec Tybetańczyków jest pomoc. Czemu? Bo jesteśmy chrześcijanami. Chrześcijanie mówią: trzeba pomagać słabszym, bezbronnym.
Potrafię zrozumieć, że 50 lat temu świat nie miał co poradzić na Chiny. Rozumiem. Ale czemu teraz przyglądamy się temu z obojętnością? Czemu nie ma tego w wiadomościach? Czemu nikt mi nie wyjaśni (i to kompetentnie), czemu Hindusi zaaresztowali pochód? Pokojowy pochód Tybetańczyków. Czemu, de facto, wspomagają Chiny?
W pale się nie mieści.
strony:
BBC – zdjęcia z protestów w Indiach