Geneza totalitaryzmu

30 maj, 2009 at 11:08 pm (Myśli mniej uczesane, Polityka, rozmowy) (, , , , , )

Ostatnio na zajęciach rozmawialiśmy o Hitlerze i o fenomenie totalitaryzmu.

Kiedy oglądałam filmy propagandowe z tych lat dowiedziałam się, że fanatyzm panował ogromny, a poziom wykształcenia – wręcz przeciwnie. Jednym słowem lud wołał chleba i chleba chciał dostać, chciał pracy – praca miała być. Inna sprawa, że nie liczono się z kosztami, cel musiał zostać osiągnięty. Wołała tego szara, ciemna wręcz masa, żądająca tego, co najpotrzebniejsze w niepewnych czasach.

Ale co przesądziło o tak spektakularnym sukcesie totalitaryzmu? Czemu panował aż taki fanatyzm? Oczywiście, fanatyzm panował zawsze, Żydów wypędzano od setek lat, ale kwestia żydowska zostanie pominięta. Czymże ta masa różniła się od chociażby powstania ciompich? Ciompi chcieli lepszej zapłaty za swoją pracę i jako takiej władzy w Senacie (wykonywali brudną robotę we włókiennictwie, a dostawali marne grosze za to, częstoprzymierali głodem, a stanowili najliczniejszą grupę rzemieślników), oni też chcieli chleba i jedynie poprawy swojej doli. A mimo to nie było takich tumultów. Różnica ujawnia się, gdy zdamy sobie sprawę, że zarówno ciompi, jak i inni robotnicy od zawsze strajkujący, domagali się tego od swoich pracodawców, a od władz miejskich domagali się gwarantów swych praw (notabene władze miejskie składały się z kupców, dla których ciompi często pracowali).

Fenomen hitleryzmu polega na tym, że ludzie zaczęli w niepewnych czasach powojennych i kryzysowych domagać się nie od przedsiębiorców, a od państwa. To PAŃSTWO było ich zwierzchnikiem i opiekunem, to ono regulowało życie i jego zasady; to państwo jednoczyło wszystkich, tak jak kiedyś jednoczyła wspólnota interesów w cechach czy wspólnotach etnicznych. Dlatego też udało się na tak wielką skalę, a żądania były tak dalekie w skutkach – środki zastosowane współmiernie do potrzeb.

Wniosek? Jeśli państwo ulega przeinstytucjonalizowaniu i zbytnio ingeruje w nasze życie (a zwłaszcza gdy karmi frazesami ludzi niewykształconych), może się to źle skończyć. Zresztą, zawsze byłam za powszechnym cenzusem majątkowym i/lub wykształceniowym. Instytucja stanów to dobra, zdrowa rzecz ^^

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

26 czerwca

8 grudzień, 2008 at 7:52 pm (Ja, Myśli mniej uczesane, Polityka, historia) (, )

Wikipedia niezwykle poprawiła mi humor. Oto, co w dniu moich urodzin mogę świętować:

  • ONZ świętuje Międzynarodowy Dzień Pomocy Ofiarom Tortur
  • cały świat świętuje Dzień Zapobiegania Narkomanii
  • Madagaskar i Somalia mają Dzień Niepodległości
  • a Azerbejdżan - Święto Armii i Marynarki Wojennej

Poza tym urodziła się cała kupa ludzi.

  • 1726 – Wiktor Amadeusz III, król Sardynii
  • 1824 William Kelvin – TEN Kelvin :)
  • 1880 Kazimierz Władysław Kumaniecki (minister i prawnik)
  • 1882 Pearl Buck, laureatka literackiej Nagrody Nobla
  • 1898 Willy Messerschmidt (od TYCH samolotów)
  • 1899 św. Maria Romanowa
  • 1908 Salvador Allende, prezydent Chile
  • 1925 Wolfgang Unzicker, arcymistrz szachowy
  • 1937 Robert Richardson, noblista z fizyki
  • Nelly Rokita :/
  • Jan Daniec, piłkarz
  • Michaił Chodorkowski
  • Anna Popek
  • Chris O’Donnel
  • Garou
  • Paweł Małaszyński
  • Sebastian Świderski (siatkarz)
  • Paul Thomas Anderson (TEN reżyser)
  • Antoni Łukasiewicz, piłkarz
  • Paweł Nastula, mistrz świata w judo

Zaś z tym pięknym światem pożegnali się:

  • Julian Apostata
  • Francisco Pizarro
  • Albert I Grimaldi, książę Monako
  • Karl Landsteiner, Nagroda Nobla z medycyny
  • Emil Hacha, prezydent Czechosłowacji
  • Max Kogel, naczelnik m. in. w Majdanku
  • Andrzej Czajkowski, kompozytor
  • Filip Adwent, poseł do Parlamentu Europejskiego

Jednym słowem, wielu sportowców, więcej polityków, a jeszcze więcej artystów. Yes! Yes! Yes!

Z wydarzeń taże mogę być dumna – Przemysł II się koronował na króla Polski w 1295, a naszym symbolem jest orzeł biały. Stefan Batory wypowiedział Rosji wojnę, udostępniono do zwiedzania ORP “Burzę” i równo 2 lata przed moimi urodzinami moja rodzina pierwszy raz oglądnęła Teleexpres. A, no i w 1967 Karol Wojtyła został kardynałem.

Teog dnia podpisano Kartę Narodów Zjednoczonych, JFK powiedział, że jest Berlińczykiem, a Szczurołap z Hameln zrobił dzieciom wycieczkę. No i otwarto Drogę Wodną Świętego Wawrzyńca.

I to wszystko w dniu moich urodzin :)

PS: Dzień 26 czerwca to dzień Jana i Pawła, czyli wydarzyć się wiele musi. Ostatnio czytam o Medyceuszach i się okazuje, że Wawrzyniec przy okazji arbitrażu między Państwem Kościelnym a Neapolem świętował tego dnia na cześć swojej rodziny – a dokłaniej na cześć patronów rodziny, Kosmy i Damiana. Inna sprawa, że w słownikach imienin ci dwaj święci nie figurują tego dnia… Do wyjaśnienia.

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Luter też miał bloga

10 listopad, 2008 at 11:36 pm (Myśli mniej uczesane, Polityka, rozmowy) (, , , )

W szkole zapewnie usłyszymy, że Marcin Luter swoimi 95 tezami przybitymi do drzwi katedry w Wittemberdze rozpętał niechcący reformację. Starsze dzieci zapewne już wiedzą, że każdy przewrót i rewolucja musi mieć poważne przyczyny, niedostatki lub nadużycia, które się kumulują nieustannie. Ale nie o to mi chodzi.

Otóż Luter podobno przybił te swoje tezy do drzwi katedry. Metalowych drzwi (!). [Wikipedia podaje co prawda, że przybił w przedsionku, co miałoby większy sens. Ale niech to rozstrzygną specjaliści.] I na czym myk polega? Otóż tezy te były swoistym zaproszeniem do dyskusji. W średniowieczu uczeni mieli w zwyczaju umieszczać swoje poglądy w miejscach ruchliwych, dobrze widocznych, aby inni uczeni zapoznali się z nimi i w miarę chęci podjęli dyskusję. Było to wyzwanie dla elit, pamiętajmy, że w tamtych czasach większość stanowili analfabeci, a język nauki – łacina, znany był bardzo wąskiemu kręgowi (tezy napisano po niemiecku). Tak więc tezy były niczym innym, jak zaproszeniem do dyskusji na temat nadużywania odpustów przez księży.

A dlaczego miał bloga? Bo czymże różni się takie wywieszanie tez od zameszczania postów na blogu? I tu, i tu, mamy do czynienia z zaproszeniem do dyskusji. Jedynie blog ma (teoretycznie) szerszy zakres oddziaływania, ma wiele odmian i charakterów, od czysto osobistych, przez hobbistyczne, kończąc na stricte “poważnych” tematach. Zarówno w średniowieczu, jak i dzisiaj, odpowiednia wiadomość potrafi się rozprzestrzenić równie szybko (patrz: hasło z Wikipedii o Lutrze).

Bezpośredni odnośnik 3 komentarzy

Kultura polityczna, vol. 1.

19 październik, 2008 at 10:30 pm (Polityka) (, , , , , , )

Jacy obywatele, tacy politycy. O obywatelach mówiło się i pisało wiele, o politykach jeszcze więcej. I chociaż narzekamy, wytykamy palcem zachowania niewłaściwe, to wciąż gros osób nie zachowuje należytej kultury w kwestiach politycznych.

Najczęściej pod lupą są politycy, na świeczniku są zachowania negatywne, wyskoki, gafy, nie zaś normalna i rzetelna praca legislacyjna. Media robią z Rządu i całej administracji bandę oszustów, nieuków i chamów, którzy albo kradną, albo partaczą, bo takie postawy zdobywają oglądalność. A kiedy człowiek, zwykły człowiek, patrzy na takie zachowania, dochodzi do wniosku (zapewne nieodwracalnie), że tacy są wszyscy politycy i nabiera o nich złego mniemania. I tak się koło toczy.

A jak się zachowują zwykli, anonimowi komentatorzy, obywatele, jakich wiele? Uważają, że skoro mają wolność słowa, mogą obrażać w niewybrednych słowach nawet Prezydenta. Przykład? Wystarczy wejść na pierwszy lepszy blog polityczny antypisowski, antykaczyński czy nawet ogólniejsze [pseudo]polityczne forum dyskusyjne. Większość uwag to obelgi, wyzwiska i epitety nie wnoszące nic nowego do sprawy. Dlaczego nikt nie szanuje Prezydenta? Lżenie na Prezydenta jest także lżeniem na sam jego urząd, a to jest zły objaw.

Jak to jest, że tyle się mówi o wolności, o demokracji. Wiele osób jednak zapomina, że nie jest to wolność “szlachecka”, a demokratyczna, obywatelska, i że panują pewne zasady. A nasze państwo nie reaguje w sposób należyty na fakt, że godność Prezydenta jest naruszana. Mało tego, jeśli ktoś jest niepopularny politycznie, media mogą dowolnie obrażać delikwenta, bo publika jest po ich stronie i wiadomo, że nikt nie zareaguje, ewentualnie sprawa ucichnie w kuluarach.

Co począć?

Bezpośredni odnośnik 5 komentarzy

Gruzja, Rosja i USA

12 sierpień, 2008 at 9:06 pm (Polityka, konflikty międzynarodowe)

Sytuacja w Gruzji jest dość jasna: Rosja interweniuje w swojej sprawie, nie osetyńskiej, to nikogo nie dziwi. Nie zapowiada się, żeby w najbliższym czasie wojska rosyjskie wyszły z Gruzji. Nie dziwią deklaracje, m. in. przerwania akcji, oczywistym jest, że to nie koniec. Państwa Europy Środkowo-Wschodniej solidaryzują się z Gruzją i oficjalnie ją popierają. Państwa, które Rosja uważa za swoją strefę wpływów. Nic więc dziwnego, ze Rosja używa ostrych słów.

Zastanawia natomiast inna rzecz jest dla mnie niejasna: działania USA. Zaczęło się od tego, jak zaznaczył Azrael, że USA nie podała informacji o koncentracji wojsk przy granicy. Mimo, iż Gruzja współpracowała z USA, w kraju stacjonowały wojska amerykańskie, wywiad i radary. Amerykanie z pewnością wiedzieli lub mogli przewidzieć, co zrobi Rosja. Teraz USA milczy, nie słyszałam żadnych głosów wspierających. Wychodzi na to, że militarne mocarstwa się umówiły i zgadzają na obecne strefy wpływów. USA ma Irak i Afganistan, Izrael ma Syrię i Bliski Wschód, Chiny mają Tybet, a Rosja: Gruzję, Czeczenię Ukrainę i Białoruś. Nawet jeśli są tam bazy amerykańskie, to tylko pozory wpływów amerykańskich. Może się to wydawac bezduszne, ale jest to najlepszy sposób na względny spokój – zamiast globalnej wojny, wiele lokalnych konfliktów. Oczywistym jest, że ogromne kraje będą rządzić i to one podporządkowują sobie inne kraje. Wiadomo też, że zawsze są antagonizmy między mocarstwami, ale dopóki nie walczą one między sobą, nie będzie wojny totalnej, trzeciej wojny światowej.

Bezpośredni odnośnik 3 komentarzy

Chciałabym…

8 sierpień, 2008 at 6:39 pm (Myśli mniej uczesane, Polityka)

Jestem jeszcze młoda. Jeszcze mam nadzieję. Jeszcze mam plany. Jeszcze mam idee. Jeszcze chcę zmienić świat. Jeszcze.

A co bym chciała zmienić? Hm…

Chciałabym, żeby moje siostrzenice i siostrzeńcy zachwycali się skrzypcami, rysowalii czytali książki. Te dobre. Żeby nie mówili, że Platon był be, bo filozof, tylko że był be, bo uważał sztukę za niepotrzebną. Żeby czytali Harry’ego Pottera w oryginale, tak samo jak Goethego… Żeby słuchali czego innego jak techno, rap, pop czy disco polo. A co? To już od charakteru zależy. Metal i rock mile widziany.

Chciałabym, żeby moje miasto się rozwijało, tak jak i cała Polska. Żeby licea zaczęły kształcić kompetentnie, wybiórczo, a nie masowo. Żeby polskie uczelnie były świątyniami wiedzy i tworzyły nowe pokolenia wspaniałych Polaków. Żebyśmy mieli instytuty badawcze o randze światowej.

Żebyśmy nie marnowali szans i zajmowali się tym, co naprawdę ważne. Żebyśmy potrafili dobrze rozgrywać karty i wykorzystywali dotacje z Unii tak jak trzeba.

Cholera, Finlandia mogła, a my nie?

Bezpośredni odnośnik 7 komentarzy

Narzekania i utopie

10 lipiec, 2008 at 6:23 pm (Polityka) (, , , , )

Podejrzewam, że jestem zbyt poważna, wręcz śmietelnie poważna i nie mam dystansu do polskich polityków, bo strasznie mnie denerwuje ich demagogia, owijanie w bawełnę i gra polityczna. Z drugiej strony nie do końca jest to ich wina, wiele warunkują także media. W najróżniejszych dziennikach telewizyjnych prym wiodą wyrwane z kontekstu bądź upolitycznione wypowiedzi i komentarze polityków okraszone jeszcze bardziej politycznymi komentarzami dziennikarzy. Każdy, kto jest w “tym złym” obozie, jest z góry krytykowany, niezależnie od tego, co zrobił. Na Zbigniewie Ziobro wieszają psy, właściwie przyprawiają mu diabelską twarz, bo pożyczył laptopa, bo pokazał dokumenty, bo… JEST Z PiS. Dlaczego zamiast zajmować się partyjną przynależnością pana Ziobry nie zapytamy o jego wykształcenie? Dlaczego to nie interesuje opinii publicznej? Jakiś czas temu czytałam (czyżby w Angorze?) artykuł poświęcony karierze prawniczej pana Ziobro. Z góry zakładam, że skoro nikt nie żądał oficjalnych przeprosin i nie było kolejnej afery, to artykuł mówił prawdę. Otóż autorzy artykułu przedstawiają Ziobrę jako niekompetentnego prawnika, którego jedyna sprawa, jaką poprowadził, dotyczyła jego znajomych z uczelni, a którą przegrał (w sprawie zaistniał także wątek nagrywania – pan Ziobro nagrywał, rzecz jasna). I dlaczego nikt tym się nie zajmuje? Czy tak ma wyglądać prokurator generalny?

Wróćmy do mediów. Obecnym mediom potrzebna jest papka, którą się będą karmić rzesze głupich ludzi. Ewentualnie ci nieco mądrzejsi, zmęczeni słownymi przepychankami, wyłączają się z polityki, poniekąd słusznie uważając, że to jedna wielka farsa i głupoty mówią, a polityka to cyrk. I o to chyba chodzi mediom – o odciągnięcie obywateli od spraw publicznych, o jeszcze mniejsze zainteresowanie nimi, o wychowanie kolejnych rzesz biernych obywateli. Media same mącą i podsycają złą atmosferę.

I w takim środowisku wypada się wypowiadać politykom. Do głosu dochodzą showmani (patrz: Palikot), których mało kto bierze na poważnie, a którzy mają za zadanie robić dym, najlepiej zasłaniający niedociągnięcia “partii właściwej” (w domyśle: PO, czasami PiS i LiD), a gryzący przeciwników. Ostatnio zrobiła się kolejna afera w związku z wytycznymi dla posłów PO. Osobiście nic do takich wskazówek nie mam, pod warunkiem, że są rzetelne – rozumiem, że partia jako stado musi trzymać się razem, w tym mieć wspólne stanowisko, co na zewnątrz świadczy o jedności, nawet jeśli wewnątrz są jakies utarczki i trudności. Niestety, wskazówki dla członków PO mnie zawiodły - demagogia i słownictwo rodem z lat 50., gdzie półanalfabeci (czytaj: niżsi urzędnicy SB) ganiali za akowcami po lasach. Dziennik podał nawet kilka przykładów zastosowania tych wskazówek. Ale nie trzeba ich czytać, wystarczy przejść kilka stron dalej i przeczytać wywiad pana ministra Ćwiąkalskiego, gdzie przytyków dla PiS i Ziobry nie brakuje (“Mam mocne dowody przeciw Ziobrze”), a właściwie porównań, ile to za jego czasów zrobiło się spraw, a za Kaczyńskich i Ziobry był tylko chaos. Z wywiadu jasno wynika, że aparat ścigania pracuje całkiem sprawnie, aczkolwiek są też zastoje i niedociągnięcia – ideał to to nie jest, ale znośny.

W gruncie rzeczy wszyscy w PO robią to samo: chwalą się, czego to oni nie zrobili, jacy są lepsi od PiSu, a jednocześnie zasłaniają swoje braki sprawami zastępczymi. I cały czas sprawiają wrażenie starających się, zapracowanych, działających. Nie wątpię, że w ministerstwach prace się toczą cały czas – w końcu od tego są niezliczone departamenty i urzędy, w których pracują osoby ze wszech miar kompetentne. Ale jednak wizerunek uśmiechających się do kamer ministrów, a zwłaszcza ich prezesa, zaczyna mnie denerwować. Jeśli ktoś pracuje, powinien mieć jakieś rezultaty.

Taka mała dygresyjka odnośnie rezultatów – kilka tygodni temu oglądałam posiedzenie Sejmu. Tego dnia Komisja Nadzwyczajna Przyjazne Państwo (tak, to ten konik Palikota i Poncyljusza) PO RAZ PIERWSZY zgłosiła wniosek poprawki. Przed oczytaniem wniosku pan poseł (nazwiska nie pamiętam) pozwolił sobie krótko opowiedzieć o Komisji i jej działaniu. Ważne, że stwierdził, że przeczytali kilkaset wniosków i listów obywateli, chyba nawet zasięgneli rady ekspertów. A wniosek dotyczył… ustawy spadkowej. Problem w sumie uciążliwy, bo dotyczył wymogu składania oświadczenia o stopniu pokrewieństwa w celu zwolnienia od podatku (jeśli się go nie złoży, trzeba normalnie ten podatek zapłacić). A i owszem, Przyjazne Państwo złożyło wniosek, ale miernej jakości – opozycja także miała wiele do powiedzenia na ten temat, pojawiło się sporo zastrzeżeń. Stwierdzę arogancko – ja 15 minut przed rozpoczęciem obrad skleciłabym lepszy. Tyle odnośnie wydajności  naszych urzędników.

Wracamy do pracy Rządu. W gruncie rzeczy jestem w stanie wybaczyć i usprawiedliwić zachowanie Rządu Tuska. Wszyscy wiemy, że Rzym nie od razu zbudowano i nie można Rządu rozliczać po stu dniach i rządać spektakularnych cudów widocznego dobrobytu i innych El Dorado. Lepiej zająć się daną kwestią o miesiąc dłużej, ale dokładniej, i wypracować sprawnie działającą ustawę, która nie będzie wymagała poprawek. Nasz Rząd dostał kredyt zaufania, ale nacisk mediów i opozycji przyciska go do muru, żądając niemożliwego. Współczuję tym, którzy wierzą mediom.

Czy mam jakiś program naprawy Rzeczypospolitej? Nie. Mam za to marzenie. Wyobraźcie to sobie – prezydent to osoba wykształcona, poważana, autorytatywna i z autorytetem, odpowiednimi znajomościami zarówno w kraju, jak i za granicą. Godny reprezentant Polski na arenie światowej, jednocześnie mąż stanu w kraju, potrafiący wspierać Premiera i trudne decyzje, jeśli zachodzi taka potrzeba. Słuchająca znawców, nie głupich partyjnych doradców.

Premier. Kolejny mąż stanu, potrafiący mobilizować podwładnych do pracy. Kompetentny, zorganizowany, darzący zaufaniem ministrów i wymagający. Potrafiący zażegnywać kłótnie i spory między ministrami, dochodzić do kompromisu. A jeśli państwo czeka seria bolesnych, ale niezędnych reform, podejmuje je, nawet za cenę niepopularności politycznej.

Ministrowie – ludzie wykształceni, pracujący w swojej dziedzinie. Kompetentni, zorganizowani.

Tyle, jeśli chodzi o moje utopie.

Bezpośredni odnośnik 11 komentarzy

Ciąg zdarzeniowy

13 czerwiec, 2008 at 6:04 pm (Do Ciebie, Myśli mniej uczesane, Polityka, uczelnia)

Jakiś czas mnie nie było totalnie, nawet na gg, bo internet mi się popsuł. Przez jakiś tydzień nie mogłam się zebrać w sobie i miałam tysiąc wymówek, aż w końcu zadzwoniłam do Pol-netu. Kazali przynieść do nich modem. Przyniosłam. Bardzo miły pan żartując co i rusz i uśmiechając się promiennie (ja to nie wiem, panowie tak jakoś lubią…) wymienił mi ów modem na inny, Motoroli. Teraz mam internet, ale komp wykazuje tendencje do psucia się, chyba format nam się szykuje.

A tak z tygodnia… Jak do tej pory idzie jak po maśle. Panowie BB po rozlicznych stresach zostali zaliczeni… Yyy, tzn ćwiczenia u nich! Ale życie towarzyskie mi nie idzie… :( Dzisiaj piątek, trzynastego, pomyślałam sobie, że będzie git. A tu… [ryk, walenie głową o ścianę i inne tego typu reakcje]

No więc od początku. Z porannego basenu wyszły nici (wybieram się od roku, choć mam do niego 200 metrów), zostałam obudzona przez Wroga o 10. Umówiliśmy się na 12, żeby mu kupić buty – sesja, wiadomo… Przyszedł akurat jak sprzątałam (kolejne anomalia – ja i sprzątanie!). Poszliśmy, chodziliśmy tu i tam. (Nie widziałam Go!) W końcu kupił w jakimś domku handlowym (małe to to takie, na dom handlowy za tanie), ot, takie w miarę eleganckie buty. W tym samym zresztą przybytku wyczaiłam śliczne jeansowe conversy. Bagatela – 190 złotych. Niestety, Wróg nie chciał mi pożyczyć. A w tym sklepie, co on kupował, wytypowałam na godne kupienia około 10 par balerin (i jeszcze jedne w Ambrze). Wróg powziął niecny plan kupienia mi jednych na urodziny, ale ja bohatersko się z tego wywinęłam. Więc poszliśmy do takiej księgarni na Słowackiego. To był błąd Wroga.

Z miejsca został zasypany tysiącznymi propozycjami: Łowca snów Kinga, Savoir-vivre, Mleczko (setnie się uśmialiśmy, naprawdę mocna propozycja), Barry Trotter, Szymborska, Pawlikowska-Jasnorzewska, Alfons Mucha, secesja, Wprowadzenie do psychologii, mangi… Biedactwo po 15 minutach miał totalny mętlik w głowie :D Tak to jest, jak się mnie nie słucha, że chcę na urodziny pół litra dobrej wódki (albo bimbru, Martini, Gorzkiej Żołądkowej, Komandosa) albo koszulkę z napisem JESTEM EMO (dobra, to może niekoniecznie, bo wtedy nie będzie prezentu dla Noisa). Tak czy siak – lepiej mnie nie wprowadzać do księgarni i pytać, co chcę ^^

Rozstaliśmy się, wróciłam doma, zjadłam coś (głodna jak wilk!). Dla uprzyjemnienia sobie obżarstwa włączyłam TVP info. O! Obrady sejmu! O, o wotum nieufności wobec Ministra Finansów, wypowiada się pan poseł Jarosław Kaczyński. I riposta premiera Donalda Tuska. I Ministra Finansów. I jeszcze inni. Generalnie całkiem miła, rzeczowa rozmowa, i ze strony p. Kaczyńskiego i ze strony p. Tuska padają hasła współpracy i wzajemnego poszanowania, choć ten pierwszy nieco namieszał. Najbardziej mi się nie podobało zachowanie osoby pełniącej funkcje Marszałka na 17. obradach Sejmu. Jego antypisowskość i jadowitość była jeszcze gorsza niż pana Bronisława Komorowskiego. Jakoś się tego słuchało, nawet do czegoś by pewnie doszli (postulaty Premiera, żeby zacząć współpracę, a nie prowadzić polityczną grę, tak dla przykładu), ale wystąpił jakiś poseł (oczywiście, nie przedstawiono go, wszedł bez kolejki) mówiąc, że te obrady są przepolitycznione. Wkurzyłam się i wyłączyłam telewizor, bo akurat TE obrady były całkiem do rzeczy.

Poszłam do Lektorium. Swoim zwyczajem przeskanowałam listę czytelników. Aaaa! Na samiutkim dole ON. Ładnie, zgrabnie się wpisałam tuż pod nim. Na sali go nie było, pewnie wyszedł na moment. Akurat jedno biurko było przez nikogo nie zajęte. Myślę sobie – to jego. Wzięłam, co miałam wziąć, czytam. Ręce sie trzęsą, nie mogę się skupić. Euforia sięga zenitu… @$#%@^&*^$@#!!! Do tego stolika podchodzi zupełnie inny łepek! Shit! Już sobie poszedł! Shit shit shit! Minęliśmy się dosłownie o minuty!!! I teraz, jeśli go zobaczę, to dopiero w poniedziałek, jeśli w ogóle. A jak będę mieć pecha, to w październiku dopiero. Jednym słowem: PIEPRZONY PREMIER, PIEPRZONY PRZEWODNICZąCY, PIEPRZONE OBRADY SEJMU, PIEPRZONE JEDZENIE, PIEPRZONE KSIążKI!! Jednym słowem: orgia. :D Ale wcale mi nie jest wesoło. Wręcz przeciwnie. Już myślałam, że to będzie szczęśliwy dzień…

W drodze powrotnej spotkałam Igę – koleżankę z gimnazjum. Pogadały my się, pośmiały my się, ho ho! ^^

A teraz – siadam i czytam Szczura. Żeby mieć w poniedziałek wolny czas na naukę na uczelni. Generalnie w ogóle mnie nie będzie, aż do 26-tego. No, może czasem wpadnę…

Bezpośredni odnośnik 11 komentarzy

USA, Irak i Bin Laden

5 maj, 2008 at 11:38 pm (Myśli mniej uczesane, Polityka, konflikty międzynarodowe)

Mam taką szaloną myśl. Taką koncepcję.

Otóż jakiś czas temu na uczelni pewien szalony kolega walnąć newsem (skąd on to bierze?), że Osama był agentem CIA, po czym go wysiudali, a teraz mści się terroryzmem.

I teraz załóżmy, że Osama był agentem CIA. Stany z pewnością na trzeźwo planowały, także w sferze gospodarki. W tym – w energetyce. Wiadomo, Amerykanie ropy oszczędzać nie umieją, a potrzebują jej coraz więcej. Skąd wziąć, ale tak, żeby za tym nie stracić? Arabia? Szejkowie oskubią, po co przepłacać. Rosja? No comment. Za to łatwym celem były biedne, zacofane państwa jak Irak czy Afganistan.

Użyto Osamy, szpiega USA, do wywołania konfliktu na Bliskim Wschodzie. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że wojna bardzo szybko i płynnie (wraz z uwagą mediów) przeszła z Afganistanu do Iraku? Tak, wszyscy wiedzą, że wojna się o ropę toczy, każdy wie, że USA wręcz najechała Irak. A kto wie, czy nie posunęli się dalej…?

Bezpośredni odnośnik 6 komentarzy

My a Czesi

3 kwiecień, 2008 at 11:18 pm (Polityka, historia, konflikty międzynarodowe)

Ostatnio czytałam na ćwiczenia o NKWD w Polsce od 1944 roku. Dziwię się, że Polacy w ogóle przeżyli tą wojnę. Że w ogóle przeżyli. Najpierw rozbiory. Potem przyszła druga wojna światowa. Holocaust, wywózki, zarówno ze strony niemieckiej, jak i sowieckiej. Ofiary wojny. Najróżniejsze masakry, np. wołyńska. Palono i mordowano całe wsie. A jednak przeżyliśmy. Pozbyli się większości naszej inteligencji, ale jakoś się odradzamy.

Od razu nasuwa mi się skojarzenie z Czechami, a konkretniej z wojną 30-letnią. Mieli zryw niepodległościowy, który przypłacili utratą 1/4 ludności. I to tej najlepiej wykształconej, zaznaczam. Musieli czekać potem prawie 300 lat na niepodległość, by następnie podzielić nasz los hitlerowskiej okupacji, a potem sowieckiej satelity. Ale, kurwa, prztrwali.

My, Słowianie, jesteśmy nie do zdarcia ;]

Bezpośredni odnośnik 15 komentarzy

Next page »