Na zakupy, na zakupy!
O samym filmie: komedia romantyczna, sympatyczna. Główna bohaterka chodzi w szpilkach jak kaczka, ale to nic. Główny Amant, Luke (grany przez Hugh Dancy’ego), jest ucieleśnieniem ideału (przynajmniej mojego) i jest jednym z głównych powodów, dla których można się pokwapić o kolejne obejrzenie filmu (czytaj: scen, w których on występuje). Jeśli chodzi o ciuchy, to się martwię poważnie o Patricię Field – przesadza. O ile jeszcze ubrania Carrie z “Seksu w wielkim mieście” były znośne, to ubrania Rebekki są zbyt jaskrawe i niedorzeczne. Chociaz smakowite kąski się zdarzają. Pozwalam obejrzeć.
Uwagi dwie poboczne:
Uwaga pierwsza. Autorzy postarali się, by zamieścić wątek kryzysowy, bardzo znamienny. Każdy, kto zna przyczyny kryzysu uśmiechnie się w scenie, gdzie Luke zabiera Rebekkę na prezentację pewnej potężnej spółki i gdy potem jej wyjaśnia machlojki owego koncernu i nieświadomość zwykłych obywateli-udziałowców.
Uwaga druga. Jaka przepaść nas dzieli od Zachodu, jeśli chodzi o zarobki? Ho ho ho! Duża. Rebecca, a więc niższa klasa średnia, jest redaktorką w czasopiśmie ogrodniczym, następnie finansowym, więc kokosów nie zarabia. Ale stac ją na Laboutina, Chanel, bieliznę za 200$, etc. Pomińmy długi. Pomińmy również, że kupuje też w tańszych sklepach. Weszłam sobie, ot, żeby pomarzyć, na net-a-porter.com i mina mi zrzedła. Nie, znam ceny, czy też ich pułap, ale zdałam sobie sprawę z czegoś innego. Takie zwykłe buty kosztują… ot, 1000 zł, powiedzmy. Nie mówiąc o innych dodatkach. Kogo w Polsce na to stać??!! Myślę, że nawet większa część kiełkującej klasy średniej miałaby z tym problemy. Generalnie, buty, które mi się podobały, kosztowały tyle, co moja pensja za pół roku. Hurra! Ale to nic, jak już będę pracować, kryzys minie, koniunktura wróci, a ja będę zarabiać… dużo. I sobie kupię buciki!!!
Tym optymistycznym akcentem kończę i pozdrawiam!!!
Almodovar to to nie jest
Co Konecki i Saramonowicz chcieli zrobić? Nie wiem. Co im wyszło? Pokraka. Inaczej tego nazwać nie można.
Pomysł z pozoru dobry – wybuchowa mieszanka homo, hetero, trans i bi, okraszona schizofrenią i krytyką Kościoła Katolickiego. Niestety, mieszanka przyprawia o ból głowy.
Autorzy chcieli zapewne lekko zamieszać w głowie widzom, proponując nieco inne spojrzenie na chorobę Kostka. Widzów zamieszano, ale za bardzo, nie do końca w sumie wszystko wyjaśniając. A widz nie lubi wychodzić z kina zbyt zamieszany. Chociaż koniec filmu widziałam z jakieś 20 razy, do tej pory nie rozumiem, gdzie i po co Kostek wybiega z mieszkania, co się z nim dzieje i co to w ogóle miało znaczyć. Zapewne wiedzą to tylko autorzy.
Wątek gejowski, czy też lesbijski, jest tutaj wszechobecny i nieobyczajne jest tylko chamskie potraktowanie tematu: konferencja w Zrzeszeniu Lesbijek, a toalecie zabawiały się 4 panny; jedyną lesbijką z prawdziwego zdarzenia, jaką poznajemy, jest cyniczna Klara, która na dodatek jest skłonna do zdrady tak samo, jak każdy facet (A, także Teresa, ale o niej później). Trzy postaci są godne omówienia i zjechania od góry do dołu.
Luna. Po pierwsze – imię beznadziejne. Po drugie – większego braku realizmu dawno nie widziałam. Luna jest instruktorką krav magi, co jeszcze da się przełknąć, ale już to, że ta lalunia była w wojsku przeraża – szczerze wątpię, czy kobieta tak wyglądająca w wojsku by wytrzymała i miała taką pozycję, raczej nie byłaby brana poważnie, podejrzewałabym nawet molestowanie. Zresztą Luna na każdym kroku wygląda strasznie, najwidoczniej ktoś nie umiał jej dobrać ubrań i makijażu – wszędzie wystają jej ramiączka od stanika albo makijaż jest beznadziejny. A jej suknia ślubna (można ją zobaczyć na jednym z teaserów) to kwintesencja kiczu i tandety; na szczęście nie widziałam dołu, którym pewnie byłyby kolarki, adidasy i mnóstwo koronki, a może nawet pończochy? Nawet z tej kiecki (białej) wystawały ramiączka (czerwone/bordowe)!!! I oto taka “żyleta” zostaje lesbijką. Czemu? Bo niezbyt mądry ani piękny kochanek (prezenter z talk show) nie rozwodzi się ze swoją żoną, tylko zachodzi z nią w ciążę. Po czym wpada w ręce Klary, dzięki której wchodzi do Stowarzyszenia Lesbijek (czy czegoś takiego) i zostaje jedną z najaktywniejszych członkiń.
Kasia. Była Kostka, dla niego poświęciła wszystko, ale najwidoczniej trudno jej było zrozumieć, że jednak jej nie kocha. Hm, chyba nawet od tego trochę oszalała, a przynajmniej tak się zachowywała. I z tej całej desperacji miała skok w bok z Klarą.
Ryszard. Tatuś Kostka. Szczęśliwy chłopak Marii, w wyniku intrygi zrywa z nią i wyjeżdża. Po pewnym czasie zmienia płeć (tzn. jest kobietą z wyboru) i zostaje celebrytem w świecie homo. Ale na kobiety nadal leci. A Marię nadal kocha.
Maria/Teresa. Brawurowa podwójna rola Danuty Stenki, jedyna perełka w filmie. Teresa to lesbijka ukrywająca się ze swymi preferencjami, gorliwie i prawdziwie wierzy w Boga, współpracuje ze swoim bratem, księdzem (taki wczesny o. Rydzyk). Maria przez całą akcję jest wariatką – postać jak najbardziej tragiczna i piękna. Dla tych dwóch ról warto się troszkę pomęczyć przed ekranem. Nie wiem, może dlatego tak oceniam te dwie postaci, bo Teresa ubiera się szalenie stylowo, jest wręcz uosobieniem kobiecości, a prostota i skromnośc jej ubioru idealnie współgra z jej pobożnością. Zaś Maria tak naprawdę nie jest chora psychicznie, tylko rozpaczliwie nieszczęśliwa.
Kościół Katolicki został ukazany całkiem powierzchownie i przedstawiony jako instytucja szalonych pomysłów (“Jezus prosi, zwolnij” zamiast Czarnych Punktów; Pielgrzymka dziewic NA SZCZUDŁACH), demagogii i robienia kasy.
Inga Wawras. Postać przyjemnie barwna. Reżyserka, z wszystkiego, nawet Szekspira, zrobi materiał o lesbijskim wątku. Z feministycznego pornosa dzięki jej pomysłom wyszłoby coś fantasmagorycznego. Scenki, gdy chce otworzyć aktorów, wyżywając się na owocach i połaciach mięsa najleży do najdziwniejszych w historii kina. Mimo swoich tekstów o poświęceniu sztuce, potrafi wyciągnąć z Klary pieniądze.
Lesbijki ze Szwecji. Cóż w tych paniach takiego wyjątkowego? Otóż chyba żaden z realizatorów nie zadał sobie trudu dowiedzenia się, jak wygląda typ urody skandynawskiej. Owszem, Szwedki są blond, ale NATURALNIE, tymczasem nawet kretyn by zauważył, że te filowe są farbowane, bo im ciemne pasemka wystawały. Dalej, cera skandynawska zazwyczaj niepodatna jest na opalanie, bo zamiast brązowieć, czerwienieje. To nic, nasze panie są prosto po solarium. Mało tego, są puszyste i mają wielkie cycki. Generalnie są kiczowate jak (prawie) cały film.
Pomysł był niezły, naprawdę. Taka wyśmiewcza komedia, ze wszystkiego. Taki nasz Almodovar, bo jednak te historie są, tragiczne, pełne desperacji i nieutulonego niczym żalu. Może by wyszło… Ale czy autorom na tym zależało? Nie. Wszelkie argumenty za tym cichną, gdy oglądamy jakąkolwiek reklamę, teaser, plakat czy zapowiedź. Reklamy nie mówią niczego poza tym, że w filmie jest dużo seksu, dużo nieobyczajności i że będzie goło. Najlepszy jest chyba plakat (bardzo rzadko spotykany), który najlepiej wyraża cel duetu Konecki&Saramonowicz: plakat przedstawiający oglądalność Ladies i Testosteronu i zastanawiający się, ile zbije film trzeci.
Więc zamiast Almodovara jest P. J. Hogan.
2 scenki romantyczne
Jedna z najbardziej romantycznych scen miłosnych, jakie widziałam:
[Mr. & Mrs. Smith]
A to jedna z najgorszych (bez obrazy dla aktorów):
[Piraci z Karaibów - Na krańcu świata]
Zapach Toskanii w “Ukrytych pragnieniach”
Niezwykle sugestywny obraz Toskanii, pełnej słońca, rozpasania, rozpusty i lenistwa. Surowa, słoneczna ostoja dla artystów o burzliwych losach i namiętnych sercach. Tam kocha się namiętnie, gorąco, ale jakże płytko, pośpiesznie i nietrwale (choć zdarzają się wyjątki). W cieniach rozłorzystych drzew i werand toczy się leniwe, acz serdeczne życie towarzyskie, pełne przyjaźni, romansów, tajemnic i sztuki. Ogród pełen tajemniczych drewnianych rzeźb wykonanych przez pana domu, pełen widoków na surowe bryły hacjend utopionych w połaciach winnic, pełen piachu, kurzu i irracjonalenj żółci słońca.
Wyjątki z Mumii 2
Wczoraj w tv leciała Mumia 2. Treść filmu sobie daruję, bo jest nudna. Natomiast dwie rzeczy mnie urzekły.
Pierwsza to ich dom. Też chcę mieć taki. I bynajmniej nie chodzi mi tutaj o wiktoriańską posiadłość, a o stoły zarzucone różnymi bibelotami, od ksiązek na zabytkowych figurkach skończywszy. Wszędzie książki, zabytki, takie tam. Nawet dom w Simsach na wzór ich sobie zrobiłam ^^
Druga rzecz to model rodziny. To mi się podoba. Mądry syn, kochający, odważny mąż, który umie stanąć na wysokości zadania i ciągłe podróże badawcze. Nie ma to jak poznawanie świata i siedzenie w Egipcie (aczkolwiek wybrałabym Stambuł lub Grecję, gdybym miała wybór). A jeśli mój syn siedziałby w British Museum więcej niż w domu, to byłabym wniebowzięta.
Kobiety
Kobiety o kobietach. Jak słusznie zauważył jeden z redaktorów w Dzienniku Kultura, w Kobietach występują prawie same kobiety. Nawet męża Mary (głównej bohaterki) nie zauważyłam.
W filmie widzimy różne typy kobiet: dziarskie, sukcesu, uwodzicielki, mamusie, lesbijki, babcie, córki, gospodynie, kosmetyczki, ekspedientki etc. Może przedstawię pokrótce bohetrki bądź typy kobiet:
- Mary Haines, główna bohaterka. Ma klasę, mnóstwo energii, którą wykorzystuje dla domu (sama piecze ciasta na imprezę domową, kładzie kafelki w łazience). Niby nic takiego, ale Mary pochodzi z bardzo bogatej rodziny, do tego jej mąż również jest grubą rybą. Widzielibyście coś takiego? Mało tego, Mary nosi się tak zwyczajnie, jakby miała przeciętną pensję nauczycielki (zapewne te zwykłe ciuchy kosztują znacznie więcej – w końcu bieliznę kupuje w La Perli). Dla męża zrezygnowała z kariery projektantki mody, by zostać idealną panią domu i matką. Niestety, z powodu rozwodu jej stosunki z córką się psują.
- Sylvia Fowler – najlepsza przyjaciółka Mary jeszcze z czasów studiów, naczelna dużego czasopisma dla kobiet. Faceta nie ma, bo żaden jej nie pasuje. Nie ma także dzieci, choć po kłótni z Mary staje się powierniczką Molly (tak powinna rozmawiać każda matka ze swoją córką – “Och, jasne, że kochałam się z facetami dla samego seksu, ale to się nie umywa do seksu z kimś, kogo się kocha”). Jednak jej głównym celem życiowym jest jej czasopismo – koniec końców okazuje się, że jej pomysły są zbyt stare, musi ustąpic w zbyt wielu kwestiach co sprawia, że przestaje widzieć sens w byciu naczelną i rezygnuje. Przestroga dla kobiet sukcesu.
- Miriam. Szalona lesbijka, ma tupet, ale jest również oddaną przyjaciółką.
- Edie. Mamuśka, kilkorga dzieci, bywa z nimi właściwie wszędzie. Ubiera się dość ciekawie, czasami wygląda, jakby ja wyjęli wprost z obrazu ze sztuką art noveau (ślicznie!).
- Molly. Najmłodsza kobietka, jedynaczka, kłótnia rodziców bardzo wpłynęła na jej życie. I, jak to bywa w takich wypadkach, buntuje się, wagarując. Poza tym przeżywa kryzys samooceny, bo chce być tak chuda, jak modelki (Sylvia, gdy się o tym dowiaduje: “Molly, nikt nie wygląda jak te modelki z okładek. Nawet one same!”). Aktywna działaczka na rzecz pogodzenia rodziców. Wspiera mamę, gdy ta postanawia zacząć pracować.
- Crystal Allen – kochanka Stephena. Taka tam latynoska, która potrafi uwieść każdego i szuka sobie sponsora, ewentualnie męża. Poznają się ze Stephenem w domu towarowym, gdzie Crystal jest “spryskiwaczką” (sprzedawczynią w dziale perfum). Niezła sztuka, w końcu to Eva Mendes.
- Catherine Frasier. Mama Mary. Stuprocentowa dama, która wie, co zrobić w każdej sytuacji. Nawet, kiedy mąż ja zdradza ze sprzedawczynią tekstyliów.
- Leah Miller. Czyli Bette Midler w niegrzecznym wydaniu. Łowczyni talentów od wczesnych lat 50. Kilkukrotna mężatka, wielokrotna kochanka. Hedonistka, a na pewno egoistka. Dała naszej bohaterce jedną, ważną radę (którą kazda z nas powinna wziąć sobie do serca): “Miej w dupie to, czego oczekują od ciebie inni. Ważne jest pytanie: A co ze mną?“. To Leah daje Mary bodziec, by się pozbierać, zawalczyć o swoje (męża i karierę). Szalenie barwna postać (Instruktorka: “Zawsze pływamy kajakami o świcie” Leah: “A ja zawsze udaję orgazm, ale to nie znaczy, że to jest w porządku”)
- Gospodyni. Wszystkowiedząca, roztropna i trzeżwo myśląca. Kochana
- Manikiurzystka. Jak to Sylvie powiedziała: Nawet nie wiesz, ile informacji mają manikiurzystki i kwiaciarki.
Z mężczyzn wielkim nieobecnym jest mąż Stephen. Dużo się o nim mówi, ale nie ma go w czołówce. Nie, właściwie to jego w ogóle nie ma.
Co można wynieść z tego filmu? Może to, żeby się nie dać innym, być dzielnym i że przyjaźń to podstawa. I żeby w trakcie rozwodu i małżeńskich sorzeczek pamiętać o dzieciach.
Poza tym uwielbiam dom Mary – sama chętnie bym w nim zamieszkała.
Mumia 3: Grobowiec Cesarza Smoka
Część trzecia przygód znanej nam pary, Ricka i Evelyn, a także Jonathana i Alexa (dorosłego już syna sławetnej pary). Co do fabuły: tak, mnóstwo bicia, mordobicia, jak zwykle znajdzie się spec od latania, jak zwykle Jonathan lata za kasą, a Rick strzela, czym się da i do czego się da. I, oczywiście, Alex znajduje swoją wielką miłość. Z dodatkowych smaczków (czy tylko mi się wydaje, że to jest tendencyjne?): konflikt pokoleń, ostateczne pogodzenie syna z ojcem (powalił mnie tekst: “Staram się być dobrym ojcem, dobrym mężem, ale mi nie wychodzi”).
A teraz kwestia podstawowa: Chiny. Trzeba mówić cos więcej? Chiny stały się teraz modne i trendy i należy o tym robić filmy, a zwł sequele itd. Tematyka chińska przewija się tak często, że aż to budzi niepokój (chociaż akurat “Kung Fu Panda” była słodziutka), ale w sumie nie mam nic przeciwko temu. Pod warunkiem, że nie wsadza się Chin do historii o egipskich mumiach! Dla mnie opowieść o Ricku i Evelyn to przygoda wśród piasków Pustyni Libijskiej i wód Nilu, zaś scenarzyści pokpili sprawę i wiarygodność opowieści. Zarówno Evelyn, jak i Alex byli od zawsze specami od egipskiego i hieroglifów. Da się jeszcze zrozumieć, że dość biegle posługiwali się nimi (praktyka czyni mistrza), ale nagle po tych kilku latach zostają specjalistami od kultury chińskiej (sic!) i mówią po starochińsku. Ba, Evelyn, choć podobno słabo zna ten język, bez problemu odczytuje napis na klejnocie.
Z nieścisłości: Czas. Od razu widać, że filmowi brakuje kilku scen, bo inaczej trzeba się mocno pogłowić, co i jak było. Chodzi mi o sam początek, kiedy to wróżka zostaje zabita. Wtedy jest w miarę młoda i BEZDZIETNA, a w XX wieku ma siwe pasma (a się przecież nie starzeje) i dorosłą córkę. Kiedy opowiadała swoją historię Rickowi i Evelyn, to powiedziała, że kiedy cesarz próbował ją zabić, yeti zaniosły ją tutaj… Tak, powiedzmy. Mała to nieścisłość logiczna, ale nich im będzie.
Generalnie: część 2. lepsza, a 1. jeszcze lepsza. Nie polecam nikomu, kto ceni sobie dobre filmy przygodowe i choć trochę zna historię.
W poszukiwaniu zmarnowanego czasu
No i mam malutkie wyrzuty sumienia. Jak mała dziewczynka, która coś przeskrobała, która udaje, że jest niegrzeczna, po czym z płaczem biegnie do mamy i prosi o wybaczenie.
Co “przeskrobałam”? Hm… Okazuje się, że jestem paskudną gospodynią (nie gotuję, jest kurz, okna brudne, etc.). Do tego olewam naukę, najprawdopodobniej o średniej powyżej 4.0 nie mam co marzyć… Zresztą mnie te cyferki nie interesują, to Mama chce tego stypendium. Ale wyrodna ze mnie córa…
Dalej. Przez jakiś miesiąc trzymałam książki na ćwiczenia, a i tak w pośpiechu w ostatniej chwili czytałam. Lektura dla kilku tematów… No i na czwartek mam temat. Że niby mam dwie książki i artykuł do przeczytania. Książki leżały sobie grzecznie przez cały długi weekend. Obecnie jestem na etapie… hm… wiadomości wstępnych? Cóż, miałam tyle ważniejszych spraw na głowie… Ot, chociażby biografia Gabrielle Chanel, Szymborska, Chatelet, Spadkobiercy (moja ukochana telenowela xD) i telewizja ogólnie – kabarety, jakieś filmy, Dr House, cuda wianki. I tak cztery dni mi ładnie a (bez)produktywnie zeszły… A! I jeszcze Gazeta Wyborcza (pierwsza chyba od roku) i Dziennik, rzecz jasna skupiłam się na piątkowych dodatkach. A, no i wreszcie zrobiłam porządek w telewizorze, tzn z kanałami – najpierw popularne, potem kultura (nie mam Kino Polska! Skandal!), potem info, potem obcojęzyczne, potem muzyka, potem ftv, a potem AXN i Planete. A reszta to przypadek, jeśli są. A. Planete ustawiłam tylko i wyłącznie dlatego, że był film dokumentalny: Lagerfeld od podszewki. Ojej…! Oglądałam z zapartym tchem, jak ta ikona staje się człowiekiem – z własnymi słabościami, wadami i drażliwymi tematami. Jednocześnie wulkan kreatywności i zapału. Przypomina mi Chanel – ona także nie miała wykształcenia, późno zaczęła, była tyranem dla pracowników, a dla przyjaciół niezwykle hojna i lojalna. Obydwoje mieli ciężkie życie w miłości. A w świecie mody… Ona przewróciła strój kobiety do góry nogami, on w latach 80. postawił Dom Chanel na nogi i uczynił z niego nową ikonę. Ci dwoje są dla mnie inspiracją… [jakże heretyckie skojarzenie: Coco - Maryja, Karl - Jezus]
I do pracy też aż tak nie pędzę… Tyle przeszkód na mej drodze… Książeczka zdrowia, fotografie, CV… Olaboga!
Hm… Jest 2:04. Mimo wszystko wypadałoby iść spać. Pa ;*
Pachnidło
Grenouille… Jak mi go żal… Biedny chłopak.
Z tym filmem wiąże się tyle wspomnień. Ale o nich, i o zapachach, nie dzisiaj, nie teraz. Za szybko. Zbyt mi smutno.
Mgła
Horror SF, USA 2007. Na podstawie twórczości Stephena Kinga.
Pierwsze zdanie mogłoby sugerować, że to chłam (i tak myślałam przez dłuższy czas). Mało tego, nawet nazwisko Kinga niewiele dało – w końcu adaptację łatwo spieprzyć. Tymczasem… chylę czoła.
To nie jest typowy horror, gdzie straszą kukły, potwory czy inne takie. Nasze społeczeństwo już się nie boi ufoludków, robali. Ot, tyle co adrenalina z powodu nagłej zmiany akcji. King doskonale wie, że tym, czego się boimy, jesteśmy my sami. Oglądając Mgłę bardziej niż robali bałam się pani Carmody i jej wyznawców. Serio. Największym zagrożeniem był strach.
Dobra, jestem śpiąca. I tak ten, kto nie oglądał, może sobie tylko powyobrażac, a kto ogladal, to wie, o co mi chodzi z pania Carmody. I pewnie sie domyslacie, co czulam, kiedy im sie benzyna skonczyla… Shit…
O autorach slow kilka:
Frank Darabont – rezyser indiany Jonesa i Opowiesci z krypty, Zielona mila i Skazani na Shawshank. Czy trzeba cos jeszcze dodawac?
King. Nazwisko mowi wszystko. Ale czy wiecie, że King dawał materiał do Dzieci kukurydzy? xD Kto by pomyslal, a wygladal na takiego porzadnego czlowieka…