Rodzina

26 lipiec, 2008 at 6:00 pm (Myśli mniej uczesane, Uzewnętrznienia)

Historia mojej Rodziny jest dla mnie fascynująca, być może dlatego, że taka prawdziwa, codzienna i… pełna bólu. Nie było w niej historii oświęcimskich ani bohaterów Solidarności (z tego, co wiem). Zwykli, ale jakże kochani i mądrzy ludzie, którzy trzymali się razem i razem cierpieli. (Dobra, mój Pradziadek był na robotach w Niemczech)

Czy moja Rodzina jest przeklęta? Każdy w niej choruje (poza mną, chyba że wypatrzą psychiczną…), ma dolegliwości, cięzkie choroby, śmierć, i to wcale nie u najstarszych, chociaż oni też cierpią. A mimo to zachowuje się nasza żywotność, chęć trzymania więzi, nawet jeśli jesteśmy od siebie daleko. I narzekamy, kiedy najmłodsze latorośle są nie do obejrzenia, bo za młode albo rodzice pracują, więc domagamy się choćby zdjęć, na odległość chcemy kontaktu.

I co ja pieprzę? Niby kocham swoją Rodzinę, ale nigdy nie ma czasu na kontakt, aż ta sławetna więź zamienia się w zwykły frazes… Smutne. Ale czasami, choć na krótki moment, ta więź odżywa wraz z pierwszymi słowami, z pierwszym spojrzeniem i jest się szczęśliwym, a zarazem dumnym, że to nasza Rodzina.

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy