Reformy własne systemu oświaty

14 lipiec, 2008 at 8:55 pm (uczelnia) (, , )

Jakiś czas temu (9 lipca?) redaktorzy Dziennika wyczuli sezon ogórkowy i uraczyli nas beznadziejnym tekstem na pierwszą stronę o stanie znajomości języka angielskiego przez polską młodzież. Tekst napisanytylko po to, żeby zapełnić pierwszą stronę, a komentarze a i owszem, rzuciły nieco światła na konsekwencje nieznajomości języków obcych, jednocześnie pokazując przykłady innych krajów.

A teraz ja powiem, jakie czynności uważam za zbawienne dla polskiej oświaty. Oto mój program, w którym, po swoich świeżych doświadczeniach, wyłuszczam w tym wpisie:

  1. Wielkość klas. Klasy powinny być małe to od najmłodszych lat. Dzięki temu dostajemy gwarancję, że dziecko zostanie dobrze nauczone. A jak myślicie, czemu prywatne szkoły językowe mają takie dobre rezultaty?
  2. Co do języków obcych. Tu klasy też mają być małe, najlepiej kilkuosobowe. Jak to zrobić?  Podzielić klasę na dwie grupy, kiedy jedna będzie miała jeden język, druga grupa będzie na drugim. A potem zmiana. Podpatrzone w moim starym gimnazjum, gdzie takie praktyki robiono z niemieckim i chemią (drugiego języka nie było).
  3. Wywalić religię ze szkół!
  4. Przywrócić szkole renomę. Czyli chciałabym, żeby liceum miało poziom. Obecnie wszyscy się pchają do liceum, wszystkich sie przepuszcza, maturę zdają osoby, które wg wykładni z dwudziestolecia międzywojennego powinny oblać.
  5. Przywrócić szacunek nauczycielskiej profesji. A jak? Podwyżkami. Tak, aby były to posady, o które biją się najlepsi i najzdolniejsi pedagodzy, by był to zaszczyt. Obecnie idą albo idealiści, którzy mają powołanie (w zamian za niskie pensje), albo osoby, które nie znalazły pracy gdzie indziej (bądź też z innego powodu wylądowały na swym znienawidzonym stanowisku).
  6. Oprzeć oświatę w liceum na kreatywności. Małe grupy, w których się dyskutuje, uczy, może nawet robi eksperymenty. I elastyczniejszy plan zajęć. I na części zajęć, na przykład na WOSie, powinno się dyskutować o polityce, sprawach bierzących. Uczeńnien być kształcony dokładnie, i na przyszłego studenta, i na obywatela Polski i Europy. (Ha, może by wprowadzić etykę?)

Komentarzy: 8

  1. Lunetarius powiedział

    Byłem belfrem w liceum:-) ale to dawne historie z przed kilkunastu lat.
    Zgadzam się niemalże z wszystkim tezami poza 3.
    Dlaczego? To proste: propozycja ma charakter ideologiczny i jest hasłowa. Zamiast tego dodałbym etykę i filozofię, by uczniowie mieli prawo wyboru.
    Mój syn nie uczęszcza na katechezę, chodzi na etykę. Ale mało brakowałoby a siedziałby w świetlicy, gdyż było brak nauczyciela o odpowiednich kwalifikacjach.
    Sam najmilej wspominam katechezę przy kościele. Szkoła odarła ją z pewnego sacrum, ale usuwanie jej teraz ze szkół nie przyniesie już żadnych korzyści.

  2. Bellatrix powiedział

    Obstaję za 3, to podstawa. W końcu nasze szkoły są powszechne i ŚWIECKIE. Mają kształtować nie katolików, a obywateli. Religią powinny zająć się organy, które są od tego, czyli Kościół. A dzięki zyskanym dwóm godzinom lekcyjnym w tygodniu możnaby zrobić właśnie lekcje etyki czy filozofii (obecnie w programie języka polskiego, ale bardzo okrojona), a także obywatelstwa, także pod względem prawnym. Jak to jest, że po trzech latach liceum, w której (teoretycznie) miałam zajęcia z WOSu (pomijając jakość, 1 godz. tyg. w klasie maturalnej) i Podstaw Przedsiębiorczości (to samo), nadal nie znam swoich praw ekonomicznych, nie znam praw działania giełdy czy wolnego rynku, właściwie wszystkiego muszę się uczyć w praktyce. To też trzeba zmienić.
    Pozdrawiam!

  3. Mag powiedział

    Jako początkująca nauczycielka, jestem za! ;)

  4. Bellatrix powiedział

    W takim razie Tobie powierzam doniosłe zadanie zaszczepienia pasji czytania, pisania, wyrażania swych myśli i mądrości. I miłości do Bruno Schulza ;)

  5. Hazardius powiedział

    Mam pytanie.
    Co do pkt.3.
    Po ilu latach zaczęłoby to działać. Bo w dzisiejszym gronie pedagogicznym(do którego mam świetny wgląd) prawie wszystko poparte jest układami i tzw. lizodupstwem. Może od razu wymienić kadry zarządzające szkołami – dyrektorów i wicedyrektorów? :)

  6. Bellatrix powiedział

    Hm… Zaczęłoby od razu. Akurat układy w gronie pedagogicznym na niewiele sie zdają, bo przede wszystkim należałoby zmienić (lub zawrzeć nowy) konkordat, który znosiłby religię w szkołach, a przywracał ją w świątyniach. Więc w praktyce odwoływanie religii ze szkół zajęłoby ze dwa, trzy lata i pewnie po prostu któryś rocznik już przestałby mieć religię.

  7. Hazardius powiedział

    Oj, przepraszam! Pomyliłem się z cyferką – chodziło mi o pkt. 5. ;P Sorki i czekam na odpowiedź. ;)

  8. Bellatrix powiedział

    Ha! Wiedziałam. ;)
    Wiem, o co Ci chodzi, sama znam to z autopsji – nasza dyrektor w liceum robiła układy, była stronnicza i dawała ciała, generalnie jej nie lubiliśmy. Być może dlatego, że nasz wychowawca był w opozycji do niej i zawsze się z nią wykłócał. :D
    Generalnie należałoby obsadzić dyrektorskie stanowiska osobami doświadczonymi, światłymi i kochającymi swoje szkoły, świetnymi pedagogami. Utopie, co? Bo jeszcze trzeba by dorzucić apolityczność. Znajdź coś takiego w dzisiejszych czasach…
    Aczkolwiek muszę przyznać, że dobrze wspominam moją podstawówkę. Podobno jedna z najlepszych w mieście, choć chodziły do niej osoby ze starówki, czyli z biedoty i marginesu. Byłam wtedy mała, nauczyciele, wiadomo, nie wtajemniczali nas w swoje spory, ale były miłe akcenty, np. Pani Wicedyrektor na swoje imieniny (urodziny?) całej szkole fundowała lody. Prawda, że miłe? Albo Pan Dyrektor organizował zimowisko, bo był zapalonym narciarzem.
    Generalnie – najpierw podwyżki, a właściwie zmniejszenie klas, co by na jedno wyszło, kilka zmian w Kodeksie Nauczyciela (czy czym takim), a przy przyjmowaniu nowych nauczycieli większe wymagania. I regularne kontrole. Ech… sama nie wiem. Może w przyszłości będę pracować w Ministerstwie Oświaty? xD

Napisz komentarz