Reformy własne systemu oświaty
Jakiś czas temu (9 lipca?) redaktorzy Dziennika wyczuli sezon ogórkowy i uraczyli nas beznadziejnym tekstem na pierwszą stronę o stanie znajomości języka angielskiego przez polską młodzież. Tekst napisanytylko po to, żeby zapełnić pierwszą stronę, a komentarze a i owszem, rzuciły nieco światła na konsekwencje nieznajomości języków obcych, jednocześnie pokazując przykłady innych krajów.
A teraz ja powiem, jakie czynności uważam za zbawienne dla polskiej oświaty. Oto mój program, w którym, po swoich świeżych doświadczeniach, wyłuszczam w tym wpisie:
- Wielkość klas. Klasy powinny być małe to od najmłodszych lat. Dzięki temu dostajemy gwarancję, że dziecko zostanie dobrze nauczone. A jak myślicie, czemu prywatne szkoły językowe mają takie dobre rezultaty?
- Co do języków obcych. Tu klasy też mają być małe, najlepiej kilkuosobowe. Jak to zrobić? Podzielić klasę na dwie grupy, kiedy jedna będzie miała jeden język, druga grupa będzie na drugim. A potem zmiana. Podpatrzone w moim starym gimnazjum, gdzie takie praktyki robiono z niemieckim i chemią (drugiego języka nie było).
- Wywalić religię ze szkół!
- Przywrócić szkole renomę. Czyli chciałabym, żeby liceum miało poziom. Obecnie wszyscy się pchają do liceum, wszystkich sie przepuszcza, maturę zdają osoby, które wg wykładni z dwudziestolecia międzywojennego powinny oblać.
- Przywrócić szacunek nauczycielskiej profesji. A jak? Podwyżkami. Tak, aby były to posady, o które biją się najlepsi i najzdolniejsi pedagodzy, by był to zaszczyt. Obecnie idą albo idealiści, którzy mają powołanie (w zamian za niskie pensje), albo osoby, które nie znalazły pracy gdzie indziej (bądź też z innego powodu wylądowały na swym znienawidzonym stanowisku).
- Oprzeć oświatę w liceum na kreatywności. Małe grupy, w których się dyskutuje, uczy, może nawet robi eksperymenty. I elastyczniejszy plan zajęć. I na części zajęć, na przykład na WOSie, powinno się dyskutować o polityce, sprawach bierzących. Uczeńnien być kształcony dokładnie, i na przyszłego studenta, i na obywatela Polski i Europy. (Ha, może by wprowadzić etykę?)
Lunetarius powiedział
15 lipiec, 2008 @ 8:13 am
Byłem belfrem w liceum:-) ale to dawne historie z przed kilkunastu lat.
Zgadzam się niemalże z wszystkim tezami poza 3.
Dlaczego? To proste: propozycja ma charakter ideologiczny i jest hasłowa. Zamiast tego dodałbym etykę i filozofię, by uczniowie mieli prawo wyboru.
Mój syn nie uczęszcza na katechezę, chodzi na etykę. Ale mało brakowałoby a siedziałby w świetlicy, gdyż było brak nauczyciela o odpowiednich kwalifikacjach.
Sam najmilej wspominam katechezę przy kościele. Szkoła odarła ją z pewnego sacrum, ale usuwanie jej teraz ze szkół nie przyniesie już żadnych korzyści.
Bellatrix powiedział
15 lipiec, 2008 @ 12:27 pm
Obstaję za 3, to podstawa. W końcu nasze szkoły są powszechne i ŚWIECKIE. Mają kształtować nie katolików, a obywateli. Religią powinny zająć się organy, które są od tego, czyli Kościół. A dzięki zyskanym dwóm godzinom lekcyjnym w tygodniu możnaby zrobić właśnie lekcje etyki czy filozofii (obecnie w programie języka polskiego, ale bardzo okrojona), a także obywatelstwa, także pod względem prawnym. Jak to jest, że po trzech latach liceum, w której (teoretycznie) miałam zajęcia z WOSu (pomijając jakość, 1 godz. tyg. w klasie maturalnej) i Podstaw Przedsiębiorczości (to samo), nadal nie znam swoich praw ekonomicznych, nie znam praw działania giełdy czy wolnego rynku, właściwie wszystkiego muszę się uczyć w praktyce. To też trzeba zmienić.
Pozdrawiam!
Mag powiedział
15 lipiec, 2008 @ 10:24 pm
Jako początkująca nauczycielka, jestem za!
Bellatrix powiedział
16 lipiec, 2008 @ 9:08 pm
W takim razie Tobie powierzam doniosłe zadanie zaszczepienia pasji czytania, pisania, wyrażania swych myśli i mądrości. I miłości do Bruno Schulza
Hazardius powiedział
19 lipiec, 2008 @ 9:28 pm
Mam pytanie.
Co do pkt.3.
Po ilu latach zaczęłoby to działać. Bo w dzisiejszym gronie pedagogicznym(do którego mam świetny wgląd) prawie wszystko poparte jest układami i tzw. lizodupstwem. Może od razu wymienić kadry zarządzające szkołami – dyrektorów i wicedyrektorów?
Bellatrix powiedział
21 lipiec, 2008 @ 8:55 am
Hm… Zaczęłoby od razu. Akurat układy w gronie pedagogicznym na niewiele sie zdają, bo przede wszystkim należałoby zmienić (lub zawrzeć nowy) konkordat, który znosiłby religię w szkołach, a przywracał ją w świątyniach. Więc w praktyce odwoływanie religii ze szkół zajęłoby ze dwa, trzy lata i pewnie po prostu któryś rocznik już przestałby mieć religię.
Hazardius powiedział
21 lipiec, 2008 @ 6:20 pm
Oj, przepraszam! Pomyliłem się z cyferką – chodziło mi o pkt. 5. ;P Sorki i czekam na odpowiedź.
Bellatrix powiedział
24 lipiec, 2008 @ 3:30 pm
Ha! Wiedziałam.

Wiem, o co Ci chodzi, sama znam to z autopsji – nasza dyrektor w liceum robiła układy, była stronnicza i dawała ciała, generalnie jej nie lubiliśmy. Być może dlatego, że nasz wychowawca był w opozycji do niej i zawsze się z nią wykłócał.
Generalnie należałoby obsadzić dyrektorskie stanowiska osobami doświadczonymi, światłymi i kochającymi swoje szkoły, świetnymi pedagogami. Utopie, co? Bo jeszcze trzeba by dorzucić apolityczność. Znajdź coś takiego w dzisiejszych czasach…
Aczkolwiek muszę przyznać, że dobrze wspominam moją podstawówkę. Podobno jedna z najlepszych w mieście, choć chodziły do niej osoby ze starówki, czyli z biedoty i marginesu. Byłam wtedy mała, nauczyciele, wiadomo, nie wtajemniczali nas w swoje spory, ale były miłe akcenty, np. Pani Wicedyrektor na swoje imieniny (urodziny?) całej szkole fundowała lody. Prawda, że miłe? Albo Pan Dyrektor organizował zimowisko, bo był zapalonym narciarzem.
Generalnie – najpierw podwyżki, a właściwie zmniejszenie klas, co by na jedno wyszło, kilka zmian w Kodeksie Nauczyciela (czy czym takim), a przy przyjmowaniu nowych nauczycieli większe wymagania. I regularne kontrole. Ech… sama nie wiem. Może w przyszłości będę pracować w Ministerstwie Oświaty? xD