Narzekania i utopie

10 lipiec, 2008 at 6:23 pm (Polityka) (, , , , )

Podejrzewam, że jestem zbyt poważna, wręcz śmietelnie poważna i nie mam dystansu do polskich polityków, bo strasznie mnie denerwuje ich demagogia, owijanie w bawełnę i gra polityczna. Z drugiej strony nie do końca jest to ich wina, wiele warunkują także media. W najróżniejszych dziennikach telewizyjnych prym wiodą wyrwane z kontekstu bądź upolitycznione wypowiedzi i komentarze polityków okraszone jeszcze bardziej politycznymi komentarzami dziennikarzy. Każdy, kto jest w “tym złym” obozie, jest z góry krytykowany, niezależnie od tego, co zrobił. Na Zbigniewie Ziobro wieszają psy, właściwie przyprawiają mu diabelską twarz, bo pożyczył laptopa, bo pokazał dokumenty, bo… JEST Z PiS. Dlaczego zamiast zajmować się partyjną przynależnością pana Ziobry nie zapytamy o jego wykształcenie? Dlaczego to nie interesuje opinii publicznej? Jakiś czas temu czytałam (czyżby w Angorze?) artykuł poświęcony karierze prawniczej pana Ziobro. Z góry zakładam, że skoro nikt nie żądał oficjalnych przeprosin i nie było kolejnej afery, to artykuł mówił prawdę. Otóż autorzy artykułu przedstawiają Ziobrę jako niekompetentnego prawnika, którego jedyna sprawa, jaką poprowadził, dotyczyła jego znajomych z uczelni, a którą przegrał (w sprawie zaistniał także wątek nagrywania – pan Ziobro nagrywał, rzecz jasna). I dlaczego nikt tym się nie zajmuje? Czy tak ma wyglądać prokurator generalny?

Wróćmy do mediów. Obecnym mediom potrzebna jest papka, którą się będą karmić rzesze głupich ludzi. Ewentualnie ci nieco mądrzejsi, zmęczeni słownymi przepychankami, wyłączają się z polityki, poniekąd słusznie uważając, że to jedna wielka farsa i głupoty mówią, a polityka to cyrk. I o to chyba chodzi mediom – o odciągnięcie obywateli od spraw publicznych, o jeszcze mniejsze zainteresowanie nimi, o wychowanie kolejnych rzesz biernych obywateli. Media same mącą i podsycają złą atmosferę.

I w takim środowisku wypada się wypowiadać politykom. Do głosu dochodzą showmani (patrz: Palikot), których mało kto bierze na poważnie, a którzy mają za zadanie robić dym, najlepiej zasłaniający niedociągnięcia “partii właściwej” (w domyśle: PO, czasami PiS i LiD), a gryzący przeciwników. Ostatnio zrobiła się kolejna afera w związku z wytycznymi dla posłów PO. Osobiście nic do takich wskazówek nie mam, pod warunkiem, że są rzetelne – rozumiem, że partia jako stado musi trzymać się razem, w tym mieć wspólne stanowisko, co na zewnątrz świadczy o jedności, nawet jeśli wewnątrz są jakies utarczki i trudności. Niestety, wskazówki dla członków PO mnie zawiodły - demagogia i słownictwo rodem z lat 50., gdzie półanalfabeci (czytaj: niżsi urzędnicy SB) ganiali za akowcami po lasach. Dziennik podał nawet kilka przykładów zastosowania tych wskazówek. Ale nie trzeba ich czytać, wystarczy przejść kilka stron dalej i przeczytać wywiad pana ministra Ćwiąkalskiego, gdzie przytyków dla PiS i Ziobry nie brakuje (“Mam mocne dowody przeciw Ziobrze”), a właściwie porównań, ile to za jego czasów zrobiło się spraw, a za Kaczyńskich i Ziobry był tylko chaos. Z wywiadu jasno wynika, że aparat ścigania pracuje całkiem sprawnie, aczkolwiek są też zastoje i niedociągnięcia – ideał to to nie jest, ale znośny.

W gruncie rzeczy wszyscy w PO robią to samo: chwalą się, czego to oni nie zrobili, jacy są lepsi od PiSu, a jednocześnie zasłaniają swoje braki sprawami zastępczymi. I cały czas sprawiają wrażenie starających się, zapracowanych, działających. Nie wątpię, że w ministerstwach prace się toczą cały czas – w końcu od tego są niezliczone departamenty i urzędy, w których pracują osoby ze wszech miar kompetentne. Ale jednak wizerunek uśmiechających się do kamer ministrów, a zwłaszcza ich prezesa, zaczyna mnie denerwować. Jeśli ktoś pracuje, powinien mieć jakieś rezultaty.

Taka mała dygresyjka odnośnie rezultatów – kilka tygodni temu oglądałam posiedzenie Sejmu. Tego dnia Komisja Nadzwyczajna Przyjazne Państwo (tak, to ten konik Palikota i Poncyljusza) PO RAZ PIERWSZY zgłosiła wniosek poprawki. Przed oczytaniem wniosku pan poseł (nazwiska nie pamiętam) pozwolił sobie krótko opowiedzieć o Komisji i jej działaniu. Ważne, że stwierdził, że przeczytali kilkaset wniosków i listów obywateli, chyba nawet zasięgneli rady ekspertów. A wniosek dotyczył… ustawy spadkowej. Problem w sumie uciążliwy, bo dotyczył wymogu składania oświadczenia o stopniu pokrewieństwa w celu zwolnienia od podatku (jeśli się go nie złoży, trzeba normalnie ten podatek zapłacić). A i owszem, Przyjazne Państwo złożyło wniosek, ale miernej jakości – opozycja także miała wiele do powiedzenia na ten temat, pojawiło się sporo zastrzeżeń. Stwierdzę arogancko – ja 15 minut przed rozpoczęciem obrad skleciłabym lepszy. Tyle odnośnie wydajności  naszych urzędników.

Wracamy do pracy Rządu. W gruncie rzeczy jestem w stanie wybaczyć i usprawiedliwić zachowanie Rządu Tuska. Wszyscy wiemy, że Rzym nie od razu zbudowano i nie można Rządu rozliczać po stu dniach i rządać spektakularnych cudów widocznego dobrobytu i innych El Dorado. Lepiej zająć się daną kwestią o miesiąc dłużej, ale dokładniej, i wypracować sprawnie działającą ustawę, która nie będzie wymagała poprawek. Nasz Rząd dostał kredyt zaufania, ale nacisk mediów i opozycji przyciska go do muru, żądając niemożliwego. Współczuję tym, którzy wierzą mediom.

Czy mam jakiś program naprawy Rzeczypospolitej? Nie. Mam za to marzenie. Wyobraźcie to sobie – prezydent to osoba wykształcona, poważana, autorytatywna i z autorytetem, odpowiednimi znajomościami zarówno w kraju, jak i za granicą. Godny reprezentant Polski na arenie światowej, jednocześnie mąż stanu w kraju, potrafiący wspierać Premiera i trudne decyzje, jeśli zachodzi taka potrzeba. Słuchająca znawców, nie głupich partyjnych doradców.

Premier. Kolejny mąż stanu, potrafiący mobilizować podwładnych do pracy. Kompetentny, zorganizowany, darzący zaufaniem ministrów i wymagający. Potrafiący zażegnywać kłótnie i spory między ministrami, dochodzić do kompromisu. A jeśli państwo czeka seria bolesnych, ale niezędnych reform, podejmuje je, nawet za cenę niepopularności politycznej.

Ministrowie – ludzie wykształceni, pracujący w swojej dziedzinie. Kompetentni, zorganizowani.

Tyle, jeśli chodzi o moje utopie.

Bezpośredni odnośnik 11 komentarzy