Ogórki
Moja myśl dzisiejsza: Prawie-małosolny jest równie dobry, co małosolny.
Wierszyk wroga, napisany z tyłu mojego zeszytu na wykładach z historii starożytnej (z załączonym wizerunkiem ogórka):
Ogórek, ogórek,
Zielony ma garniturek…
Urodzeni 26 czerwca
Może się okazać, iż posiada on jakieś niezwykłe zdolności, które rzadko tylko zdarzają się pośród ludzi, albo też zajmie się jakimiś studiami nauk nieznanych. Może się również zdarzyć, że osiągnie wysoki rozwój wewnętrzny i wyrośnie ponad życie swego otoczenia, które nie jest w stanie go zrozumieć. Wówczas pomiędzy nim a ludźmi powstaje wielki przedział. W każdym razie człowiek dziś urodzony ma charakter kontemplacyjny, głęboki, lubiący rozmyślania lub jakieś poważne studia. Chociaż jego intelekt jest niezwykle przenikliwy – jego uczuciowe życie jest również bardzo silne. Stąd też charakter człowieka dziś urodzonego przy całej głębi myślowej i zdolnościach umysłowych – podlega bardzo silnemu wpływowi zmysłów, co może go zaprowadzić na tory niepożądane. Potrafi kochać bardzo silnie, być doskonałym kolegą i dobrym przyjacielem. Bardzo wrażliwy, jest dość oszczędny, wytrwały i ambitny. Posiada zazwyczaj dobry słuch muzyczny. Pragnie rozkoszować się użyciem dobrych rzeczy świata tego i nie ma zamiaru sobie niczego odmawiać. Mimo jego zdolności intelektualnych, wykazuje w tym kierunku skłonności materialistyczne. Jego natura jest przy tym niespokojna i ekscentryczna – a dzięki temu nieraz popada w krańcowość i przebiera miarę. Pod wpływem silnych impulsów i namiętności skłonny jest do popełniania wybryków, co może go nawet narazić na przewroty losu. Wady. Jest zmysłowy, a jego myśli wkraczają często na tory pożądliwości. Dąży w życiu do zaspokojenia swych pożądań zmysłowych, co sprowadza nań wstrząśnienia lub przewroty. Koleje jego losu są zazwyczaj zmienne.
Z naszej-klasy. Tak odnośnie tego, co ostatnio pisałam. Jak to jest, że większość horoskopów opisowych zgadza się?
Rozterka
Genetycznie jestem uwarunkowana raczej na bio-chem, ewentualnie językowo. A oto ze mnie wychodzi mały human. Ach, te porównania o rodowodzie licealnym… Ale prawda jest taka, że ze mnie jest artystka. Po prostu.
Smok, Rak, Łowca (grupa krwi B), Karolina
Z jednej strony delikatność, poezja, sztuka, piękno, pompatyczność, rodzina, dzieci, twórczość. Z drugiej: pęd, prędkość, śmiech, radość, chwilowość, pozorność, iluzoryczność, chwiejność, skrajność, demoniczność, fatalizm, szaleństwo, przeciwieństwo, erudycja, dowcip, nienasycenie, zawsze i wszędzie.
Mi samej jest dobrze z moją gonitwą za… za niczym. Gonitwa za dobrym życiem, dobrą zabawą. Marcin ma taki koncept, żeby na jego grobie był napis: Było fajnie. A ja proszę o napis: Było tak, jak powinno być (czyli zaje***e). A teraz wypijcie setkę za mnie i za Wasze zdrowie. I żyć pełną parą.
A czy moje usposobienie będzie pasowało chłopakowi inteligentnemu, zaradnemu, a jednak cichemu i wręcz stoickiemu (żeby nie powiedzieć – nieśmiałemu)? Czy moja osobowość wytrzyma ten spokój, czy może mój żywioł pociągnie mnie dalej? Czy spokój da mi opokę? Czy mnie uspokoi? Czy znajdę tam inspirację? Chciałabym to wiedzieć…
Egzamin z historii Polski
A dzisiaj był egzamin z średniowiecznej historii Polski. Ale ściema, ale siara! Pierwsze pytanie, z podręcznika, położyłam. Drugie, z wykładów, zreferowałam ślicznie (topografia miast), a trzecie dostałam z podstaw gospodarki wczesnopiastowskiej (lektury). I dostałam 4. Hi hi ^^ Przy okazji zostałam uraczona wierszykiem w stylu: Wiem, ze umiem, ale nie umiem [czy jakoś tak szło...]
Z przyległości: ha! Wzięłam ze sobą misia antystresowego na egzamin. Ostatecznie z nim nie weszłam, ale i tak zadanie spełnił – chłopcy mieli rozrywkę, nawet jeden go urodził w bólu (pozdro, Laszlo i Michał
) No i przytulanie i ciepło futerka też swoje zrobiły
Generalnie, dobrze mi poszło. Tylko szkoda, że pierwsze pytanie było akurat z tej części podręcznika, która “mi umknęła” ;( czemu nie było o Dagome iudex, św. Wojciechu czy polityce Mieszka I? Zamiast tego stosunek państwa do Kościoła w XV wieku? I wpadka z wojnami popimi i Fryderykiem Jagiellończykiem? Wrrr :/
Smash mouth, All star
Somebody once told me the world is gonna roll me
I ain’t the sharpest tool in the shed
She was looking kind of dumb with a finger and a thumb
In the shape of an “L” on her foreheadWell the years start coming and they don’t stop coming
Fed to the rules and I hit the ground running
Didn’t make sense not to live for fun
Your brain gets smart but your head gets dumb
So much to do so much to see
So what’s wrong with taking the back streets
You’ll never know if you don’t go
You’ll never shine if you don’t glowHey now you’re an All Star get your game on, go play
Hey now you’re a Rock Star get the show on, get paid
(And all that glitters is gold)
Only shooting stars break the moldIt’s a cool place and they say it gets colder
You’re bundled up now but wait ’til you get older
But the meteor men beg to differ
Judging by the hole in the satellite pictureThe ice we skate is getting pretty thin
The waters getting warm so you might as well swim
My world’s on fire how about yours
If its the way I like it then I’ll never get boredHey now you’re an All Star get your game on, go play
Hey now you’re a Rock Star get the show on get paid
(And all that glitters is gold)
Only shooting stars break the moldHey now you’re an All Star get your game on, go play
Hey now you’re a Rock Star get the show on get paid
(And all that glitters is gold)
Only shooting starsSomebody once asked, “could you spare some change for gas
I need to get myself away from this place”
I said yep, what a concept
I could use a little fuel myself
And we could all use a little change.Well the years start coming and they don’t stop coming
Fed to the rules and I hit the ground running
Didn’t make sense not to live for fun
Your brain gets smart but your head gets dumb
So much to do so much to see
So what’s wrong with taking the back streets
You’ll never know if you don’t go
You’ll never shine if you don’t glowHey now you’re an All Star get your game on, go play
Hey now you’re a Rock Star get the show on get paid
(And all that glitters is gold)
Only shooting stars break mold(And all that glitters is gold)
Only shooting stars break mold
Ciąg zdarzeniowy
Jakiś czas mnie nie było totalnie, nawet na gg, bo internet mi się popsuł. Przez jakiś tydzień nie mogłam się zebrać w sobie i miałam tysiąc wymówek, aż w końcu zadzwoniłam do Pol-netu. Kazali przynieść do nich modem. Przyniosłam. Bardzo miły pan żartując co i rusz i uśmiechając się promiennie (ja to nie wiem, panowie tak jakoś lubią…) wymienił mi ów modem na inny, Motoroli. Teraz mam internet, ale komp wykazuje tendencje do psucia się, chyba format nam się szykuje.
A tak z tygodnia… Jak do tej pory idzie jak po maśle. Panowie BB po rozlicznych stresach zostali zaliczeni… Yyy, tzn ćwiczenia u nich! Ale życie towarzyskie mi nie idzie…
Dzisiaj piątek, trzynastego, pomyślałam sobie, że będzie git. A tu… [ryk, walenie głową o ścianę i inne tego typu reakcje]
No więc od początku. Z porannego basenu wyszły nici (wybieram się od roku, choć mam do niego 200 metrów), zostałam obudzona przez Wroga o 10. Umówiliśmy się na 12, żeby mu kupić buty – sesja, wiadomo… Przyszedł akurat jak sprzątałam (kolejne anomalia – ja i sprzątanie!). Poszliśmy, chodziliśmy tu i tam. (Nie widziałam Go!) W końcu kupił w jakimś domku handlowym (małe to to takie, na dom handlowy za tanie), ot, takie w miarę eleganckie buty. W tym samym zresztą przybytku wyczaiłam śliczne jeansowe conversy. Bagatela – 190 złotych. Niestety, Wróg nie chciał mi pożyczyć. A w tym sklepie, co on kupował, wytypowałam na godne kupienia około 10 par balerin (i jeszcze jedne w Ambrze). Wróg powziął niecny plan kupienia mi jednych na urodziny, ale ja bohatersko się z tego wywinęłam. Więc poszliśmy do takiej księgarni na Słowackiego. To był błąd Wroga.
Z miejsca został zasypany tysiącznymi propozycjami: Łowca snów Kinga, Savoir-vivre, Mleczko (setnie się uśmialiśmy, naprawdę mocna propozycja), Barry Trotter, Szymborska, Pawlikowska-Jasnorzewska, Alfons Mucha, secesja, Wprowadzenie do psychologii, mangi… Biedactwo po 15 minutach miał totalny mętlik w głowie
Tak to jest, jak się mnie nie słucha, że chcę na urodziny pół litra dobrej wódki (albo bimbru, Martini, Gorzkiej Żołądkowej, Komandosa) albo koszulkę z napisem JESTEM EMO (dobra, to może niekoniecznie, bo wtedy nie będzie prezentu dla Noisa). Tak czy siak – lepiej mnie nie wprowadzać do księgarni i pytać, co chcę ^^
Rozstaliśmy się, wróciłam doma, zjadłam coś (głodna jak wilk!). Dla uprzyjemnienia sobie obżarstwa włączyłam TVP info. O! Obrady sejmu! O, o wotum nieufności wobec Ministra Finansów, wypowiada się pan poseł Jarosław Kaczyński. I riposta premiera Donalda Tuska. I Ministra Finansów. I jeszcze inni. Generalnie całkiem miła, rzeczowa rozmowa, i ze strony p. Kaczyńskiego i ze strony p. Tuska padają hasła współpracy i wzajemnego poszanowania, choć ten pierwszy nieco namieszał. Najbardziej mi się nie podobało zachowanie osoby pełniącej funkcje Marszałka na 17. obradach Sejmu. Jego antypisowskość i jadowitość była jeszcze gorsza niż pana Bronisława Komorowskiego. Jakoś się tego słuchało, nawet do czegoś by pewnie doszli (postulaty Premiera, żeby zacząć współpracę, a nie prowadzić polityczną grę, tak dla przykładu), ale wystąpił jakiś poseł (oczywiście, nie przedstawiono go, wszedł bez kolejki) mówiąc, że te obrady są przepolitycznione. Wkurzyłam się i wyłączyłam telewizor, bo akurat TE obrady były całkiem do rzeczy.
Poszłam do Lektorium. Swoim zwyczajem przeskanowałam listę czytelników. Aaaa! Na samiutkim dole ON. Ładnie, zgrabnie się wpisałam tuż pod nim. Na sali go nie było, pewnie wyszedł na moment. Akurat jedno biurko było przez nikogo nie zajęte. Myślę sobie – to jego. Wzięłam, co miałam wziąć, czytam. Ręce sie trzęsą, nie mogę się skupić. Euforia sięga zenitu… @$#%@^&*^$@#!!! Do tego stolika podchodzi zupełnie inny łepek! Shit! Już sobie poszedł! Shit shit shit! Minęliśmy się dosłownie o minuty!!! I teraz, jeśli go zobaczę, to dopiero w poniedziałek, jeśli w ogóle. A jak będę mieć pecha, to w październiku dopiero. Jednym słowem: PIEPRZONY PREMIER, PIEPRZONY PRZEWODNICZąCY, PIEPRZONE OBRADY SEJMU, PIEPRZONE JEDZENIE, PIEPRZONE KSIążKI!! Jednym słowem: orgia.
Ale wcale mi nie jest wesoło. Wręcz przeciwnie. Już myślałam, że to będzie szczęśliwy dzień…
W drodze powrotnej spotkałam Igę – koleżankę z gimnazjum. Pogadały my się, pośmiały my się, ho ho! ^^
A teraz – siadam i czytam Szczura. Żeby mieć w poniedziałek wolny czas na naukę na uczelni. Generalnie w ogóle mnie nie będzie, aż do 26-tego. No, może czasem wpadnę…