Emo
Emo. Taaak. Z emo uwielbiam się śmiać (na Nonsensopedii są świetne teksty, np. po czym poznać, że twoje dziecko to emo). Ostatnimi czasy stwierdziłam, że sama jestem emo. Ale dwufazowo.
Stoję przed lustrem i:
Faza pierwsza
- Laska, zachowujesz się jak emo!
I w tym momencie świat nabiera barw, ja znów czerpię radość z życia, mam sens! Ewentualnie jeśli ktoś mi to mówi, to ma wpieprz (względnie opieprz)
Faza druga
Jestem emo. Cholera, nawet emo jestem fatalnym – nie mam czarnych spodni, czarnego eyelinera, trampek w gwiazdki, bluzek w paski i się nie tnę! Nawet porządnym emo nie umiem być!
Hm… To już szczyt emostwa… Być nawet fatalnym emo. ALE JAK KTOś MNIE TAK NAZWIE, MA WPIERDOL!!!
W poszukiwaniu zmarnowanego czasu
No i mam malutkie wyrzuty sumienia. Jak mała dziewczynka, która coś przeskrobała, która udaje, że jest niegrzeczna, po czym z płaczem biegnie do mamy i prosi o wybaczenie.
Co “przeskrobałam”? Hm… Okazuje się, że jestem paskudną gospodynią (nie gotuję, jest kurz, okna brudne, etc.). Do tego olewam naukę, najprawdopodobniej o średniej powyżej 4.0 nie mam co marzyć… Zresztą mnie te cyferki nie interesują, to Mama chce tego stypendium. Ale wyrodna ze mnie córa…
Dalej. Przez jakiś miesiąc trzymałam książki na ćwiczenia, a i tak w pośpiechu w ostatniej chwili czytałam. Lektura dla kilku tematów… No i na czwartek mam temat. Że niby mam dwie książki i artykuł do przeczytania. Książki leżały sobie grzecznie przez cały długi weekend. Obecnie jestem na etapie… hm… wiadomości wstępnych? Cóż, miałam tyle ważniejszych spraw na głowie… Ot, chociażby biografia Gabrielle Chanel, Szymborska, Chatelet, Spadkobiercy (moja ukochana telenowela xD) i telewizja ogólnie – kabarety, jakieś filmy, Dr House, cuda wianki. I tak cztery dni mi ładnie a (bez)produktywnie zeszły… A! I jeszcze Gazeta Wyborcza (pierwsza chyba od roku) i Dziennik, rzecz jasna skupiłam się na piątkowych dodatkach. A, no i wreszcie zrobiłam porządek w telewizorze, tzn z kanałami – najpierw popularne, potem kultura (nie mam Kino Polska! Skandal!), potem info, potem obcojęzyczne, potem muzyka, potem ftv, a potem AXN i Planete. A reszta to przypadek, jeśli są. A. Planete ustawiłam tylko i wyłącznie dlatego, że był film dokumentalny: Lagerfeld od podszewki. Ojej…! Oglądałam z zapartym tchem, jak ta ikona staje się człowiekiem – z własnymi słabościami, wadami i drażliwymi tematami. Jednocześnie wulkan kreatywności i zapału. Przypomina mi Chanel – ona także nie miała wykształcenia, późno zaczęła, była tyranem dla pracowników, a dla przyjaciół niezwykle hojna i lojalna. Obydwoje mieli ciężkie życie w miłości. A w świecie mody… Ona przewróciła strój kobiety do góry nogami, on w latach 80. postawił Dom Chanel na nogi i uczynił z niego nową ikonę. Ci dwoje są dla mnie inspiracją… [jakże heretyckie skojarzenie: Coco - Maryja, Karl - Jezus]
I do pracy też aż tak nie pędzę… Tyle przeszkód na mej drodze… Książeczka zdrowia, fotografie, CV… Olaboga!
Hm… Jest 2:04. Mimo wszystko wypadałoby iść spać. Pa ;*