Zdałam sobie sprawę, że…
…żaden facet mnie nie chce.
Jak nie za brzydka, to za głupia. Super. Przynajmniej tą sferę życia mam z głowy. Teraz mogę spokojnie zająć się zawalaniem reszty swego “pięknego” życia.
[Szczerze? To brzmi tak... No, tak, że aż mi niedobrze od czytania tego. Ale to, kurcze, prawda]
Not good.
Nie jest dobrze. Otóż to. Jakiś czas temu umyłam głowę, więc jest mi zimno. Jak zwykle. I, na moje nieszczęście, dlatego jest mi smutno. Z zimna. Cholernie, aż mam gęsią skórkę.
Dobra, daruję Wam tych żenujących opisów tego, co jest źle. Bo wiele rzeczy jest spieprzonych, nie do naprawienia, wiele zawaliłam na własne życzenie (zresztą robię to do tej pory). I skąd ta niezdarność? Czyżby czas na ćwiczenia…? Ta moja wspaniała bierność, niemoc… Takie jak ja źle kończą.
…
Ja się… boję. Boje się, że nie dam rady, że nie będę dość silna. Jak na razie wszystko jest nie tak. Może czas to naprawi. Może.
Tymczasem. Lecę się gdzie indziej żalić i ryczeć…
Na mojej bluzce
Ostatnio kupiłam sobie bluzkę. Na metce było napisane:
Keep away from fire.
Grill a pogoda
No! Teraz już wszystko jasne. Nie myślcie sobie, że ta pogoda (deszcz, mgły, etc.) to wynik wyżów, niżów i frontów atmosferycznych. Pan Kret się myli. Otóż okazuje się, że to wina mojego brata – zawsze, kiedy robi grilla, to pada. Więc od dzisiaj, jeśli chcecie wiedzieć, czy będzie padać, czy nie – pytajcie mojego brata