Rybkowa filozofia
Ostatnio mam kłopot z rybkami. Zdychają, stadnie. Najpierw zebra (co mój Brat i Babcia przyjęli z radością), potem zwykłe, “szeregowe”. Wczoraj wzięłam się za akwarium – stwierdziłam, że wodę definitywnie trzeba zmienić. I przy okazji wyłowić ślimaki. Było ich zatrzęsienie. Zbierałam je do małej torebeczki foliowej, po czym zawiązywałam na supeł. Potem wyłowiłam jeszcze dwa duże, więc wsadziłam gdzieś na brzeg torebki i rozgniotłam, żeby nie uciekły. I wróciłam do wybierania wody. Po jakimś czasie znów spojrzałam na torebkę ze ślimakami i zobaczyłam KREW. Okazuje się, że ślimaki mają krew (a przynajmniej jakąś krwistoczerwoną ciecz). I coś mnie tknęło. Zabiłaś żywą istotę. Niedorzeczne, prawda?
Niedorzeczne jest dla mnie to, że miałam zaczątek wyrzutów sumienia tylko i wyłącznie dlatego, że okazało się, że moja ofiara ma krew. Gdyby to był robak, nawet bym się nie zastanowiła. Jednym słowem, okazało się, że podświadomie zakwalifikowałam organizmy bezkrwiowe jako nie-życie lub podżycie.
Dzisiaj już odczucie mi się uleżało, nawet zatarło, teraz każde życie, tak jak zwykle, jest dla mnie warte tyle samo.
[ale pitolę... kur...]
lunetarius powiedział
28 kwiecień, 2008 @ 8:49 am
Nie pitolisz. Po prostu dostrzegłaś, że życie jest także w ślimakach. Dobrze, że masz odczucia, które mówią, ze zabijanie bez potrzeby jest niemiłe.
Miłego dnia i pozdrowienia od mojego ślimaka:-)
Bellatrix powiedział
28 kwiecień, 2008 @ 9:16 pm
Ha! Mam 200 nowych, więc się wyrównało xD
A tak serio: problem nie tkwił w tym, że dostrzegłam życie w ślimaku, ale że nie zaklasyfikowałabym ich jako życia, gdyby nie było krwi…
A zabijanie bez potrzeby… cóż, jest bezsensowne. I wolę humanitarne sposoby uśmiercania, tzn natychmiastowe – bo sama nie chciałabym się dusić godzinami w foliówce. A jeszcze gorsze od niepotrzebnego zabijania jest trzymanie zwierząt. Takie rybki, psy czy koty to nic, one jakoś się zabawić potrafią. Nie wiem, jak iguany czy inne pająki, ale wiem z własnego doświadczenia, że za posiadanie żółwia Greenpeace powinno obcinać głowy. Ja naszym żółwiom współczuję serdecznie: nie mogą żyć normalnie, tylko MUSZA wegetować. Chyba, że natura sie zmiłuje i gadzina zachoruje i zdechnie, mimo niekończących sie wizyt u weterynarza, zastrzyków i pigułek. To jest dopiero brak poszanowania życia.
Pozdrawiam serdecznie!