Rybkowa filozofia

27 kwiecień, 2008 at 2:00 pm (Myśli mniej uczesane) (, )

Ostatnio mam kłopot z rybkami. Zdychają, stadnie. Najpierw zebra (co mój Brat i Babcia przyjęli z radością), potem zwykłe, “szeregowe”. Wczoraj wzięłam się za akwarium – stwierdziłam, że wodę definitywnie trzeba zmienić. I przy okazji wyłowić ślimaki. Było ich zatrzęsienie. Zbierałam je do małej torebeczki foliowej, po czym zawiązywałam na supeł. Potem wyłowiłam jeszcze dwa duże, więc wsadziłam gdzieś na brzeg torebki i rozgniotłam, żeby nie uciekły. I wróciłam do wybierania wody. Po jakimś czasie znów spojrzałam na torebkę ze ślimakami i zobaczyłam KREW. Okazuje się, że ślimaki mają krew (a przynajmniej jakąś krwistoczerwoną ciecz). I coś mnie tknęło. Zabiłaś żywą istotę. Niedorzeczne, prawda?

Niedorzeczne jest dla mnie to, że miałam zaczątek wyrzutów sumienia tylko i wyłącznie dlatego, że okazało się, że moja ofiara ma krew. Gdyby to był robak, nawet bym się nie zastanowiła. Jednym słowem, okazało się, że podświadomie zakwalifikowałam organizmy bezkrwiowe jako nie-życie lub podżycie.

Dzisiaj już odczucie mi się uleżało, nawet zatarło, teraz każde życie, tak jak zwykle, jest dla mnie warte tyle samo.

[ale pitolę... kur...]

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy