Mój lekturowy rachunek sumienia

11 kwiecień, 2008 at 7:41 pm (Mniam!, Myśli mniej uczesane, rozmowy, uczelnia)

Mimo że uznaję się za bibliofilkę i uwielbiam czytać, to nie przeczytałam wielu lektur w liceum. Po trzech latach gimnazjum, gdzie pochłaniałam książkę za książką (nawet na zajęciach, i wcale nie mam na myśli lektur!), pierwsza liceum zeszła bez utworów nadobowiązkowych. Potem już się rozkręciłam, choć zajmowała mnie historia. Plus wiersze czytane wprost na zajęciach i interpretowane (jakieś urozmaicenie wśród ciągłego słuchania). To teraz – co przeczytałam, a co nie i czemu tak a nie inaczej.

1. Dziady Mickiewicza. Hm, o co w tym chodzi dowiedziałam się dzień przed maturą. Tam są wampiry! (część druga? Na samym początku, te upiory) Tzn. wcześniej niby cośtam wiedziałam, na zajęciach się było, ale jednak… nie, Mickiewicz to nie mój ziom.

2. Pan Tadeusz. Przeczytałam w gimnazjum, więcej nie zamierzałam wracać.

3. Kordian Słowackiego. O nie! Romantyzm be! Do tej pory myli mi się z Konradem ;] Przyznaję, kilka dobrych myśli tam jest, ale nie mogłam zdzierżyć i po kilkunastu stronach przestałam. W trakcie omawiania jeszcze nieco doczytałam.

4. Lalka Prusa. Taaa. Przeczytałam całą, ale tylko po to, żeby się w końcu dowiedzieć, co ta Izabela zrobi. Wokulski mnie wnerwiał, durny idealista i romantyk. Dobre studium społeczeństwa w Polsce. Aczkolwiek, czy Warszawa naprawdę była aż tak zapuszczona?

5. Nad Niemnem Orzeszkowej. Pokażcie mi tego, kto przebrnął przez te “sławetne” opisy przyrody? Ale opowiadanie o tym, że bohaterka (imienia nie pamiętam) została wzięta za cholerę jest powalające! :D Wg kanonu obowiązują jedynie dwa fragmenty: o grobie Jana i Cecylii i o mogile powstańców. Drugie jakoś umknęło, pierwsze było w 5 klasie (nie żartuję, jeszcze opis pisałam!). A całość przełknęliśmy, oglądając film. Proste, bezbolesne, a to, co trzeba, i tak nam przekazano. Nie sprzeciwiałabym się wyrzuceniu tego z kanonu.

6. Gloria victis Orzeszkowej. Nieeeee! Heeelp!

7. Mendel gdański Konopnickiej. Realistyczne, krótkie spojrzenie na sytuację Żydów w Polsce, na antysemityzm i ogólną głupotę ludzką. Co ciekawe, to mogłam przeczytać, a z Sierotki Marysi najbardziej lubiłam obrazki ;p (szkoda, że nie Szancera)

8. Kamizelka Prusa. Nowela. Realizm. Prawda.

9. Potop miłościwie został nam oszczędzony, aczkolwiek całość przeczytałam w gimnazjum, nawet za Wołodyjowskiego się wzięłam.

10. Wesele. Wałkowane w te i we wte (błogosławiony film!). A ja nie lubię wierszowanego i rymowanego! A jeśli do tego się dorzuca ruch narodowowyzwoleńczy/patriotyczny, to mi się niedobrze robi. A poza tym dobry wątek społeczny: stosunek inteligencji do chłopstwa, przy okazji cała ta koncepcja ratunku w chłopstwie. No i jeżdżenie po inteligencji. Do zastanowienia.

11. Chłopi. Ha! Poza Jesienią przeczytałam też Zimę. I miałam chęci na więcej. Realizm. To lubię ^^

12. Ludzie bezdomni Żeromskiego i Granica Nałkowskiej. Nieeee. Zaczęłam, skończyłam w połowie. Nie dokończyłam po omawianiu i do tej pory nie mam ochoty wiedzieć, co było dalej. Nie, moment, a może i Granicę skończyłam? A przynajmniej coś kojarzę, bo takie złe nie było… Hm…

13. Przedwiośnie Żeromskiego. Jak ratować i budować Polskę. Fajne, ale zbyt idealistyczne. Chociaż obraz komunistycznej rewolucji przekonujący. W trakcie omawiania byłam w połowie. Potem skończyłam.

14. Gombrowicz. Aj! Zaczęłam, obydwie. Tiaaa, koncepcje fajne, ale FORMA. Męcząca. A to niedobrze dla maturzystki, która właśnie się bierze za kolejny temat z historii… Wiele się dowiedziałam na zajęciach, ale nie wykluczam, że je kiedyś skończę. Ferdydurke szybko zarzuciłam, ale Trans-Atlantyk zajął mnie o kilkanaście stron więcej – bo miał więcej fabuły? Albo ja więcej cierpliwości?

15. O Holokauście. Borowski i H. Krall Zdążyć przed Panem Bogiem - przeczytane, ale dlatego, że to opowiadania. Inny świat Gustawa Herlinga-Grudzińskiego spotkał gorszy los – widziałam tylko okładkę.

16. Tango Sławomira Mrożka. Ojej! Mniam! śmiałam się do łez, kiedy babcia miała wejść na katafalk. Poza tym – o zmianach w epoce. Zawsze łączę z Kartoteką, bo czytałam jednocześnie (tak jak Granicę i Ludzi bezdomnych)

17. Shakespeare. Czy trzeba komentować? Trudny, ale szczery i prawdziwy.

18. Molier. Nadworny dramaturg Ludwika XIV, uważny obserwator ludzkich słabości.

19. Werter. Zaliczyłam… iiii… tak ze dwie strony? Między innymi po to, żeby go nie spotkać, wybrałam maturę rozszerzoną. I jestem cholernie szczęśliwa, że się zabił, przynajmniej nie ma części drugiej.

20. Zbrodnia i kara Dostojewskiego. Przeczytałam w gimnazjum, ze średnim zrozumieniem. Treść jest, jest obraz społeczeństwa Rosji. Ale co tak odpycha…? Grubość? :/

21. Jądro ciemności Josepha Conrada. Zaczęłam. Nie skończyłam i nie mam zamiaru.

22. Dżuma Camusa. Też zaczęłam, też nie skończyłam. To było blisko matur… Może kiedyś skończę? Ciekawe  w sumie.

23. Szewcy – nie zaczęłam, nie żałuję.

24. Boska komedia Dantego. Zaczęłam, nie skończyłam. Żałuję.

25. Nie-boska komedia Zygmunta Krasińskiego. Zatrzymałam się na okładce. Rozważania o losie poety mnie nie interesują.

26. Cudzoziemka Marii Kuncewiczowej. Mało znana autorka, ale nowela wspaniała. Czytałam jednym tchem o losach niespełnionej artystki.

27. Faust Goethego. I tak miał być tylko fragment. Fragment przeczytałam, ale nieco mniejszy ;p

28. Proces Kafki. Szalone, beznadziejne, a w tej beznadziejności i nierealności realne, jak się patrzy. I mam nadzieję, że to był symbol czegoś (do tej pory upieram się przy tej koncepcji, mimo sprzeciwu polonistki).

A teraz lektury, które zaliczam do moich ukochanych książek:

Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa. Boska koncepcja zła i diabła – w takiego to nawet uwierzę. Woland i Behemot to moje ulubione postaci literackie, a taką imprezę, jaka była u Małgorzaty, poproszę na urodziny ;)

Nowy wspaniały świat Huxleya. O dziwo, nie ma go w kanonie… Cóż. Pierwsza lektura w liceum, a do tej pory o niej myślę. Aczkolwiek jego koncepcja utopii ma pewne błędy techniczne, przez co staje się awykonalna, ale i tak jest świetna.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Wiersze, ale czytałam jak prozę. Kobieta Kobietę zrozumie bez słów ;D

8 komentarzy

  1. lunetarius powiedział

    Hm!!! Twój wypisany zestaw przypomniał mi moje grzechy zaniechania. Nie żałuję jednak wielu zaniechań, gdyż czytałem wiele innych książek, które okazały się o wiele bardziej pożyteczne, Mistrz i Małgorzata były poza kanonem :-)

  2. commediadellarte powiedział

    Gdy tak brnęłam przez Twój rachunek sumienia, to miałam stopniowo coraz większą rozpacz na twarzy…

    „Nad Niemnem” Orzeszkowej – ja przebrnęłam, lekturę uwielbiam. Z tego, co piszesz o wszystkich dziełach, (a znaczną część pomijasz) wnioskuję, że tak sobie, ot, skaczesz po książkach zaledwie… Opisy w „Nad Niemnem” warto docenić, naprawdę. Gombrowicz – nad tym chyba ubolewam najbardziej… „Męcząca forma”? Zastanów się, co piszesz, proszę, serce mi pęka! A jak można nie przeczytać Goethego, to już całkiem nie rozumiem. „I jestem cholernie szczęśliwa, że się zabił, przynajmniej nie ma części drugiej.” Pozostawię to bez komentarza.

    Tak nawiasem mówiąc – lektur wcale nie mamy dużo. Wszystko zostało brutalnie okrojone, mi osobiście brakuje Andrica, Hlaska, Zoli, Bułhakowa („Mistrz i Małgorzata” – książka genialna, zgadzamy się w niewielu rzeczach, ale w tej – całkowicie). Poza tym, a propos tego, co napisałaś o „Zbrodni i karze” Dostojewskiego – apeluję – książek, nie mierzy się na grubość, długość, ani ogółem: żadną fizyczną miarką. Naprawdę.

  3. Bellatrix powiedział

    Lunetariusie,
    widzę, że należymy do tego samego obozu ;) A co to za tytuły były?

    Commediadellarte,
    proszę, zauważ, że moje opinie są pisane z perspektywy licealistki. Najwyraźniej nie napisałam, ale polski u nas wyglądał tak, że tylko dwie-trzy (te same osoby) czytały lektury, reszta czytała streszczenia. Ja z szacunku dla tych dzieł nie fatygowałam się do omówień. A ponieważ nikt u nas lektur nie czytał, a raczej nie interesowały go, to nasza polonistka nie bawiła się w dyskusje na ich temat, tylko recytowała nam, co mamy wiedzieć. I jak tu kochać lektury?
    Nie, nie pominęłam. Rachunek robiłam na podstawie oficjalnej listy lektur z internetu. Nawet dodałam Huxleya, bo nie było. Nie uwzględniłam fragmentów czy poezji, bo ta była czytana na zajęciach, a Rachunek dotyczył tylko utworów czytanych w domu.
    “Nad Niemnem”. Zabrałam się za to SAMA, bo w kanonie są tylko fragmenty. Zarzuciłam, może gdybym teraz przełknęła. Kto wie? Ale na dzień dzisiejszy – mam lepsze lektury.
    Gombrowicz. Cóż, o nim to ja się właśnie wyraziłam dość przychylnie. Zapowiedziałam, że skończę, a to jest dobra ocena! Tak, forma jest męcząca, kiedy masz szybko przeczytać lekturę. Ale o tym na końcu posta…
    Goethe. Hm… Nie, co do Wertera zdania nie zmienię (głęboka awersja do romantyzmu, ot co). Do “Fausta” naprawdę nic nie mam. Dobra sztuka. To i “Mistrza” czytałam, będąc chora, starałam się jak najszybciej przemknąć. Może gdyby to była proza…? Zresztą, czy każdy musi się zachwycać wielkimi pisarzami? Hm, czy to nie u Gombrowicza było? “Czemu kochamy Słowackiego? Bo wielkim poetą był!”
    Dostojewski. Chodziło mi o niechęć podświadomą. Człowiek widzi tych 700 stron i już zgrzyta zębami, nawet nie zaglądając. Przeczytałam to na spokojnie w gimnazjum, niestety, byłam jeszcze na to za młoda i nie zrozumiałam – skutek – ból głowy, kiedy Raskolnikow chorował (ta siła perswazji…). A potem w liceum nie czytałam…
    A, w spisie nie było “Ojca Goriot” – ale przemknęliśmy przez to bez większego wgłębiania. Balzaca akurat lubię, bardziej nawet “Nędzników” (sprawdzian cierpliwości, jak się patrzy…).
    “Skaczę po książkach”. Tak, to prawda. Po lekturach się skacze, jeśli w ogóle czyta. Szkoła nie wymaga przemyśleń na temat lektury, tylko znajomości treści. Książki w liceum czyta się w zawrotnym tempie, po łebkach, nie dla samej miłości do lektury. Nie poświęca się im tyle czasu, na ile zasługują. Dlatego Gombrowiczowi pozostawiłam otwarta furtkę, żeby kiedyś na spokojnie, bez przymusu usiąść i przeczytać…
    I jeszcze jedno – poezja w szkole. Kaleczy się ją nawet gorzej niż te grubsze lektury. Wiem, co mówię – w klasie robiłam za “etatową” interpretatorkę, zwł. Kochanowskiego. Interpretowałam jeden wiersz za drugim, prawie bez przemyśleń, co skończyło się tym, że dla mnie wszystkie wiersze Kochanowskiego i Baczyńskiego są o tym samym. Wiem, tak nie jest, ale jeśli ma sie na zajęciach 10 wierszy o wspólnym temacie, to się zlewają. Taka praktyka nie budzi zainteresowania poezją. W ogóle szkoła nie uczy miłości do książek. Szkoda.
    Pozdrawiam!

  4. Bellatrix powiedział

    Ojej! Ale przypał! Pominęłam moją UKOCHANA lekturę, którą czytałam, mając zapalenie oskrzeli. “Kartoteka” Różewicza. Wspa-nia-łe! I do tej pory nie zgadzam się z interpretacją rodziców Bohatera wg naszej polonistki.

  5. Maciek Rynarzewski powiedział

    Inny świat Gustawa Herlinga-Grudzińskiego był bardzo ciekawy, wiec możesz żałować tylko że samą okładkę obejrzałaś, co zaś do kilku lektur z kanonu to Lalka i Nad Niemnem , też mi się nie podobały, co do innych bywało różnie. Najlepsze i tak były lektury nadobowiązkowe choć z perspektywy lat powiem ze ta klasyka to nie zaszkodzi na drodze życiowej..

  6. Bellatrix powiedział

    Witam w moich skromnych progach, Maćku ^^
    Jasne, klasyka to klasyka, bez dwóch zdań. Poznać warto, chociażby po to, żeby poznać swój gust literacki albo zaczerpnąć inspiracje.
    Co do Herlinga-Grudzińskiego. Pewnie fajny, może kiedyś znajdę dla niego czas – mnie po prostu druga wojna nie interesuje, a kiedy omawialiśmy go, miałam serdecznie dosyć tego tematu (jednocześnie na polskim i historii, plus w telewizji co i rusz. Sama oglądałam “Upadek” dzień przez pisemnym angielskim ^^).
    Pozdrawiam!

  7. Eee powiedział

    Twoja lista skłoniła mnie do życiowej refleksji: najgorsze, co można zrobić, jeśli czyta się “nałogowo”, to iść na polonistykę.
    ps. Przez “Nad Niemnem” można przebrnąć, ale wyłącznie czytając to z kimś na wyścigi i komentując kolejne fascynujące opisy kalafiora tudzież czegoś tam jeszcze… :]

  8. Bellatrix powiedział

    Hm… Polonistyka? Wiesz, jeśli chodzi Ci o polonistykę tylko po to, żeby potem uczyć polskiego, to zapewne. Ale jeśli studiowałbyś dla literatury, to myślę, że uszłoby, nawet wyszło na dobre… ale nie znam się – nie mam tam znajomych ;(

Napisz komentarz