Kwiecień, kwiecień
Ha! No i nadszedł kwiecień. Zima ustąpiła, ustąpiły piękne zimowe widoki, teraz świat stroi się na zielono i żółto. Ostatnio z radością stwierdziłam, że trawniki są wściekłozielone, niebo intensywnie błękitne, a krzaki forsycji oczojebno żółte. Kurczę, ostatnio moim ulubionym określeniem na kolor jest “oczojebny”. Wulgarne? Być może. Ale jakże radosne i wiosenne.
Wiosna, a więc i odnowa. Ja jak na razie cierpię na przesilenie wiosenne czy też inną niemoc, ale jest git xD Mam plany najbliższe, żadnych dalszych i się z tego cieszę. A co takiego mam do zrobienia…? Hm… Zakupy, to na bank, ale z rozwagą – teraz czeka mnie kilka urodzin, w tym Babci, Kasi i Wroga ^^ Ale to na marginesie. Bo teraz przede mną miliony liter, setki tekstów: fakultet, ćwiczenia, kolokwium, średniowiecze powszechna, no i podręczniki. W międzyczasie dorzucimy Lema (wyszukałam w domowym księgozbiorze “Wizję lokalną”, bardzo mi się podoba), Suskinda i może Miłosza. Albo pójdę za ciosem i przy okazji średniowiecza rzucę się na Villona (i tak mam jako lektura na powszechną…), względnie “Dekameron” czy “Opowieści kanterberyjskie”. Ale to jeszcze trochę… A może i teraz, póki mam względnie trochę czasu…? Chwilowo mój blog zajmuje mi o dużo za dużo czasu, muszę się zacząć ograniczać…
A, no i jeszcze muzyka… Ostatnio mój Bearshare chodzi jak szalony. Ale nie mam czasu (a raczej ochoty na znalezienie czasu), żeby przesłuchać 20 mega Kazika, muzyki z Need For Speeda, Proletaryatu czy innych. Na razie posłuchuję kątem ucha tego, co znałam wcześniej.
Filmy… Mam ochotę coś pooglądać, ale ni grzyba nie wiem, co. Niby miałam ochotę na Tarantino (”Cztery pokoje” i “Pulp fiction” są boskie!), ale w końcu będę mieć tylko “Wściekłe psy”, reszta jakoś mnie nie rusza. Może “Deathproof”, ale wątpię. No i “Pachnidło”. W końcu. Ale poza tym nie mam pojęcia. Ma ktoś może jakiś pomysł? Wszelkie megaprodukcje na podstawie średniowiecznych legend mnie nie interesują. Komedie romantyczne też odpadają, wyjątkiem jest “Mr & Mrs Smith”. To mój typ humoru, gdzie małżeństwo w porywach kłótni okłada się, przy okazji demolując cały dom… Aczkolwiek zakończenie mnie nie satysfakcjonuje. I tyle. A, filmy sensacyjne też odpadają raczej.
Chyba zacznę oglądać filmy Barei… O, “Rejsu” nie oglądałam… No no…
Miłego kwietniowania sobie i Wam życzę!
lunetarius powiedział
9 kwiecień, 2008 @ 2:53 pm
“Wizja lokalna” Lema znakomita. Polecam też “Solaris” tegoż autora i “Piknik na skarju drogi” Braci Strugackich. To niektóre z lektur w tej konwencji,kóre czytałem jakieś 35 lat temu.
.
Co do kwietnia i wiosny powiem tylko tyle… zachowaj szczególna ostrożność jak w powiedzeniu: Nie chwal dnia przed Zachodem a teściowej przed śmiercią
Może makabrycznie zabrzmiało, ale tak jakoś mi się skojarzyło (teściową mam znakomitą).
Bellatrix powiedział
9 kwiecień, 2008 @ 3:40 pm
Za “Solarisa” raczej się nie wezmę, a przynajmniej nieszybko – odstraszył mnie film, a raczej reklamy, bo do filmu nie dotrwałam ^^” Ale rady literackie wezmę sobie do serca, dziękuję ^^
(proponuję kompromis: dodajmy do wszystkiego “na dzień dzisiejszy…” – to rozwiąże sprawę ^^)
Kwiecień… Ależ proszę się nie martwić! Poza tą wiosenną euforią mam też zwyczajową wiosenno-letnio-jesienno-zimową depresję (względnie w wersji bardziej regionalnej, czyli styczniowo-lutowo-…-grudniową), wszystko jest bez sensu, nie mam butów (odwieczny problem…), nie mam co na siebie włożyć, bla bla… Po prostu – przebłysk optymizmu, bo coś innego niż ja jest oczojebne ^^
I proszę nie chwalić teściowej przed śmiercią
Pozdrawiam!