Przyjaciele
FRIENDS: Never ask for food
POLISH FRIENDS: Are the reason you have no food.
FRIENDS: Call your parents Mr. and Mrs.
POLISH FRIENDS: Call your parents mom and dad.
FRIENDS: Bail you out of jail and tell you what you
did was wrong.
POLISH FRIENDS: Would be sitting next to you saying,
Damn…we fucked up…but that shit was fun!”
FRIENDS: Have never seen you cry.
POLISH FRIENDS: Cry with you.
FRIENDS: Borrow your stuff for a few days then give it
back.
POLISH FRIENDS: Keep your shit so long they forget
it’s yours.
FRIENDS: know a few things about you.
POLISH FRIENDS: Could write a book with direct quotes
from you.
FRIENDS: Will leave you behind if that’s what the
crowd is doing.
POLISH FRIENDS: Will kick the whole crowds ass that
left you.
FRIENDS: Would knock on your door.
POLISH FRIENDS: Walk right in and say, “I’m home!”
FRIENDS: Are for a while.
POLISH FRIENDS: Are for life.
1408
Kolejny film na podstawie powieści Stephena Kinga (chyba gościa polubię).
Muszę przyznać, że ten pokój miał wyobraźnię. Kurcze, ten gostek latający jak Candyman trochę mnie wybił, ale jakoś nie wpisywał się w konwencję pokoju. Ale może się nie znam. Obsługa pokoju – na medal ;]
Co mnie zaskoczyło… nie, raczej na czym się złapałam na tym filmie? Że pokój jednak nie był taki wszechwładny. Czemu? Bo przez cały czas był to układ Michael – Pokój. Pokój nie mógł w niego wniknąć, zapanować nad nim (w przeciwieństwie do bohatera “Lśnienia”), Znał jego przeszłość, ale nie znał zamiarów. Znał strach i słabości. Ale nie znał jego kolejnego ruchu. Dopiero w całej swej złośliwości uczył się na zachowaniach Michaela. Okna zostały zamurowane, a plan hotelu zmieniony dopiero, jak Michael próbował się “ewakuować” nimi. Połączenia z netem też zostały przerwane, a potem przejęte, kiedy pokój się zorientował, co się dzieje. Ot, taka krzepiąca myśl.
Chyba przeczytam książkę.
EDIT: muszę uściślić. To był układ Michael-Pokój, ale pokój był oderwany od świata, tzn nie miał z nim łączności. Cała wiedza pokoju zawierała się w wydarzeniach z niego i ze wspomnień Michaela. Władza tego zła zamykała się tylko tam i nie mogła wyjść dalej. (wyjątkiem jest internet. Btw, ciekawe, kto napisał tą kartkę do niego…)
Btw, King lubi hotele. “Lśnenie”, “1408″, “Czerwona róża”… pewnie znalazłoby się więcej. Najwyraźniej miał przykre wspomnienia związane z hotelami… Bywa ^^
Batman: początek
Dzisiaj nadawany przez TVN. Pewnie w życiu bym go nie obejrzała, gdyby nie Christian Bale. Wspaniały aktor (“American Psycho”, tam był najlepszy!). Kolejny film o początku jakiegoś bohatera, znanego nam z poprzednich dzieł.
Ogólnie film niezły, chociaż z lekceważeniem czytałam gazetę w czasie jatek w Tybecie (bo młody Bruce w Tybecie się szkolił…). Z równym lekceważeniem śledziłam fabułę… o, przepraszam, po prostu po półgodzinie przełączyłam na “Strefę mroku”… No ale na koniec zdążyłam, czyli puenta mnie nie ominęła.
To, co mnie w tym filmie zaskoczyło, to związek Bruce’a z tamtą laską (a konkretniej jego brak). Nareszcie, bo tak to co film miał jedna albo dwie kobiety – jak u Bonda – nudy. I miał samochód, który nie wyglądał jak zabawka, a ruszał się świetnie. Spodobał mi się ^^
Co wyniosłam z tego filmu?
Upadamy po to, by móc się pozbierać
W ogóle, jeśliby wywalić sceny akcji i latanie po dachach (scena pościgu zabawna, przyznam), to zostaje nam materiał do zastanowienia nad strachem i przezwyciężaniem go. No, takie tam. Kto oglądał, ten wi.
W ogóle to Batmana nie lubię. Jest z lekka sztuczny. Za to uwielbiam Kobietę Kota. Ale tylko i wyłącznie w wykonaniu Michelle Pfeiffer. Halle Berry dała ciała – nie jej wina, tylko producentów, reżysera, scenarzysty…