Rybkowa filozofia
Ostatnio mam kłopot z rybkami. Zdychają, stadnie. Najpierw zebra (co mój Brat i Babcia przyjęli z radością), potem zwykłe, “szeregowe”. Wczoraj wzięłam się za akwarium – stwierdziłam, że wodę definitywnie trzeba zmienić. I przy okazji wyłowić ślimaki. Było ich zatrzęsienie. Zbierałam je do małej torebeczki foliowej, po czym zawiązywałam na supeł. Potem wyłowiłam jeszcze dwa duże, więc wsadziłam gdzieś na brzeg torebki i rozgniotłam, żeby nie uciekły. I wróciłam do wybierania wody. Po jakimś czasie znów spojrzałam na torebkę ze ślimakami i zobaczyłam KREW. Okazuje się, że ślimaki mają krew (a przynajmniej jakąś krwistoczerwoną ciecz). I coś mnie tknęło. Zabiłaś żywą istotę. Niedorzeczne, prawda?
Niedorzeczne jest dla mnie to, że miałam zaczątek wyrzutów sumienia tylko i wyłącznie dlatego, że okazało się, że moja ofiara ma krew. Gdyby to był robak, nawet bym się nie zastanowiła. Jednym słowem, okazało się, że podświadomie zakwalifikowałam organizmy bezkrwiowe jako nie-życie lub podżycie.
Dzisiaj już odczucie mi się uleżało, nawet zatarło, teraz każde życie, tak jak zwykle, jest dla mnie warte tyle samo.
[ale pitolę... kur...]
Czwarta nad ranem
Ja nie mogę, co tu się dzieje. Chyba środowisko artystyczne wielce sobie upodobało godzinę czwartą przed południem (popularnie zwaną “nad ranem”). Czemu wzbudza w środowisku muzycznym takie zainteresowanie? Jest aż taka magiczna? Nie rozumiem…
Jak na razie znam trzy piosenki:
- 4 in the morning by Gwen Stefani;
- Czwarta nad ranem by Stare Dobre Małżeństwo
- Czarny blues o czwartej nad ranem by… nie wiem. Haziek to rzucił na swoim blogu.
No. Tyle na razie znam. Jeśli macie jakieś inne piosenki o tej tematyce, dajcie znać
Ter-raz
Obudziłam sie rano. Chwilę wstania z łóżka odwlekłam do ostateczności. Niestety, spóźnić się nie mogłam – pierwsza informatyka, trzeba miejsce sobie wywojować, żeby nie czekać na zajęcia o 14.00. Zajęcia zleciały na nuuudzie, jedynie na fakultetach było wesoło (pytanie: czy mój kolega woli rehabilitantów czy rehabilitantki…?). Potem grzeszne obżeranie się frytkami. Powrót doma. No i… kocyk i psia lulu. Aż do szóstej.
I mnie głowa boli, odkąd włączyłam kompa. Ostatnio w ogóle czuje się fatalnie. Stwierdziłam, że to przesilenie wiosenne (w odróżnieniu od jesiennego, zimowego czy letniego), że jestem niewyspana i takie tam. Ale teraz zaczynam podejrzewać, że to jakieś małe, wstrętne choróbsko idzie. Nie, nie kiedy latałam z gołą głową w środku zimy, tylko właśnie teraz. Nie ma sie co dziwić – tyle nauki, do tego właściwie mam detoks (bo jak nazwać picie średnio trzech dzbanków herbaty dziennie plus przyległości kawowych i Pepsi?). Mój organizm jest osłabiony.
I ostatnio nie mam łaknienia i apetytu… Zapewne dlatego, że tyle piję.
Czas umierać? Eee tam.
Manana. Motto życiowe południowców, jak mówi “Elle”. Nie śpieszyć się, celebrować i delektować. Wiecie, że Meksykanie świętują cały rok? Mają w sumie 5 tysięcy świąt – religijnych, ludowych i państwowych. I darzą uwielbieniem Jana Pawła II – więc i Polacy mają fory.
Chociaż to wbrew mojej faktycznej naturze i usposobieniu, chciałabym kiedyś z kimś wyjechać do jednego z tych państw, gdzie skwar zawsze się leje z nieba, ludzie są pogodni i wszędzie jest aż zbyt kolorowo. Gdzie mówi się wieloma językami, wszędzie jest gościna, stragany, targi, gwar, gołębie, owoce, ananasy. Gdzie kwiaty można kupić w łodziach na rzece.
Niech żyje miasto!
Dziękuję Ci
Myślałam, że jestem sama. Myślałam, że wszyscy sie odsunęli, że nikogo nie ma. Że nikomu nie mogę powiedzieć.
I za to Cię przepraszam, że mogłam tak pomyśleć.
Dziękuję Ci za to, że jesteś, moja Przyjaciółko. B., bez Ciebie Świat byłby zimniejszy.
Bajtowe rozterki melomanki…
No i stało się – mam ok. 200 MB na dysku…
I teraz stoję przed jakże trudnym wyborem – co skasować? Oczywiście, muzykę. To znaczy pewne filmy też skasuję, jak tylko je obejrzymy (czemu, kurwa, nie mam nagrywarki?!), a to mi da… Łał. Mam prawie 6 giga filmów. Ok… To jest nieco… dalej.
Muzyka? I co ja mam skasować?! Już i tak kilka razy robiłam remont, teraz jedyne, co skasowałam bez cienia żalu to Kombi. A reszta…? I co z tego, że nie słucham disco, Siddharty, Stonesów czy Metalliki! I tak będę ich słuchać, i tak.
Jednym słowem, czeka mnie BARDZO POWAZNY remont i przesłuchanie tych kilku giga muzyki. Zapewne polecą ci najnowsi, czyli Nelly Furtado (Man eater wymiata…) czy Timberlake. Ale to zaledwie kilka piosenek… snifff
PS: Taaa. W ramach zwiększania ilości miejsca na dysku wpisałam do mojej listy ściągnięć ponad 30 piosenek Foo Fighters. Jednym słowem – jestem nie-re-for-mo-wal-na!
Obecnie, acz bardziej energicznie
Dobra. Druga wersja posta, bo już się wyżyłam. Miało być energicznie, więc…
Imprezy, imprezy, imprezy! Pobawiłoby się!
Zresztą, w planach mam sporawą aktywność. Pomijając stałe atrakcje jak Deja Vu, planuję odwiedziny u kilku lekarzy, bibliotekę i muzeum. Będę oglądać zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia! A poza tym – koniec z dupą przed kompem – teraz będę go używać tylko do muzyki (no dobra, blog i gg CZASEM też ;p). Latamy po mieście! Koniec tego!
Btw – zdjęcia… porobiłoby się jakieś sesje, co? Plener, może park? Hm… O, wieczór filmowy też musi być zrealizowany… ^^ ale to za tydzień – notka będzie pewnie na gg…
No! A teraz – do nauki! Czego sobie i Wam życzę
Do Ciebie
Hej. Tęsknię, wiesz? Gdzie się podziewasz? Tułasz się gdzieś po świecie, zamiast być tam, gdzie Twoje miejsce – czyli przy mnie :/
Tęsknię cholernie, niewypowiedzianie do Twoich rąk, spokojnego uśmiechu, ciepłych iskierek w oczach. Nie mogę się bawić Twoimi włosami, nie mogę przytulić. Ani zrobić herbaty, upiec ciasta czy porozmawiać. Mało tego, nie dorwę Cię na gg, na Skypie, pod komem, w realu.
Bo jeszcze się nie znamy… A tak bardzo bym chciała w końcu spojrzeć w Twoje oczy i się uśmiechnąć tak, jak tylko do Ciebie bym się uśmiechała. Tak bardzo bym chciała, żebyśmy wiedzieli to, o czym inni by nie wiedzieli. Żebyśmy byli dwojgiem, ale jednak jednym. Żebyśmy bez słów się obywali, bo wszystko byśmy wiedzieli. Milczenie… I tylko uśmiech. Czasami, znienacka, wariacki, sztubacki wykrzyknik, bez sensu, bez związku, pełen emocji i braku wytłumaczenia: Kurwa! Żebyśmy byli przewidywalnie nieprzewidywalni. Byśmy razem, niczym burza, wpadali i wypadali, szaleli i cichli, działali i chłonęli ten Świat razem. A gdy jedno będzie chciało spać, drugie bezlitośnie przyłoży poduszką – po to, żeby dostać inną albo kołdrą. Względnie kuksańca. Ach, ta poranna romantyczność xD
To by nie trwało wiecznie, powiesz. Miłość nie trwa wiecznie? Zależy, różnie. Myślę, że warto by było spróbować, bo a nuż… będziemy potrafili to utrzymać, nie pozabijamy się po tygodniu, miesiącu, roku, wieku?
Ja nie istnieję. A nawet jeśli, to i tak mnie nie spotkasz, nie znajdziesz. A jeśli nawet, to nie będę cię chciał. Aj, możliwe… Pożyjemy, zobaczymy…
Więc – do zobaczenia ;*
Pachnidło
Grenouille… Jak mi go żal… Biedny chłopak.
Z tym filmem wiąże się tyle wspomnień. Ale o nich, i o zapachach, nie dzisiaj, nie teraz. Za szybko. Zbyt mi smutno.
Upodobania seksualne
To co wyprawiasz w łożku to kwestia gustu… to tak jakby mówić, że ci co lubią grochówkę to skurwiele i pedały, a ci co lubią żurek to namiętni kochankowie.
mój Wróg i kropka
Mgła
Horror SF, USA 2007. Na podstawie twórczości Stephena Kinga.
Pierwsze zdanie mogłoby sugerować, że to chłam (i tak myślałam przez dłuższy czas). Mało tego, nawet nazwisko Kinga niewiele dało – w końcu adaptację łatwo spieprzyć. Tymczasem… chylę czoła.
To nie jest typowy horror, gdzie straszą kukły, potwory czy inne takie. Nasze społeczeństwo już się nie boi ufoludków, robali. Ot, tyle co adrenalina z powodu nagłej zmiany akcji. King doskonale wie, że tym, czego się boimy, jesteśmy my sami. Oglądając Mgłę bardziej niż robali bałam się pani Carmody i jej wyznawców. Serio. Największym zagrożeniem był strach.
Dobra, jestem śpiąca. I tak ten, kto nie oglądał, może sobie tylko powyobrażac, a kto ogladal, to wie, o co mi chodzi z pania Carmody. I pewnie sie domyslacie, co czulam, kiedy im sie benzyna skonczyla… Shit…
O autorach slow kilka:
Frank Darabont – rezyser indiany Jonesa i Opowiesci z krypty, Zielona mila i Skazani na Shawshank. Czy trzeba cos jeszcze dodawac?
King. Nazwisko mowi wszystko. Ale czy wiecie, że King dawał materiał do Dzieci kukurydzy? xD Kto by pomyslal, a wygladal na takiego porzadnego czlowieka…