Cogito ergo sum

29 marzec, 2008 at 12:13 przed południem (Cytowane, przemyślenia i spostrzeżenia, rozmowy)

[a teraz kilka akapitów bzdur, które będę potem musiała prostować]

Cogito ergo sum  Kartezjusz (”Myślę, więc jestem”)

Ot, proste zdanie, a można je tak wspaniale interpretować, na mnóstwo sposobów. I każdy będzie sensowny.

Zacznijmy od rozwinięcia tego ciągu myślowego tak  jak to tłumaczył Descartes. Wątpię we wszystko, niczego nie mogę być pewny. Ale skoro wątpię, to myślę. A skoro myślę, to muszę być. W związku z tym jedyne, czego mogę być pewny, to Ja.

I do tego momentu zgadzam się z Kartezjuszem. Ale potem jest most kartezjański (o tym było w innym moim wpisie). Wiadomo, nie zgadzam się.

Jedyne, czego mogę być pewna, to Ja. Nie oznacza to jednak, że muszę wiedzieć, czym to Ja jest. Mogę być pewna tylko istnienia siebie.

Dla mnie cogito ergo sum ma dwa znaczenia. Pierwsze, ontologiczne znaczenie to to, które jest rozważane w każdym podręczniku. Notabene, zawsze mi się to kojarzy z “Matriksem” xD

Jest też drugie, takie moje własne. Niczego nie możemy być pewni, ale w sensie… hm, antropologicznym? Świat zewnętrzny znamy jedynie przez nasze zmysły. W tym ludzi. Nie możemy być pewni, jacy są inni, ponieważ ich nie znamy. Co wiemy o innych ludziach? Opowiadania, relacje, dzieła. I ich zachowania, gdy przebywamy w ich towarzystwie. Jednak są to informacje częściowe: przecież nigdy nie przebywamy z kimś cały czas, nie widzimy go w każdej minucie życia. Co ważniejsze: nie znamy jego myśli. Obraz drugiego człowieka nigdy nie będzie pełny, bo nigdy nie poznamy jego myśli.

Czy cogito ergo sum jest negacją wszelkich wartości, praw i aksjomatów? Nie. My tylko poddajemy w wątpliwość, co nie oznacza, że z góry  musimy założyć, że wszystko jest kłamstwem i nieprawdą. Bo wtedy wszystko by się wyjaśniło, prawda? ;)

Napisz komentarz