Jak mnie znajdują?
Byłam przeciwna tego typu wpisom, dopóki sama nie zajrzałam na swoje stytystyki. Powalające xD
co jest ciezkostrawne - no tak. Mój blog, wiadomo.
motyw latarni ulicznych w sztuce - gdzie?! Ani jednego słowa o latarni!
cytaty dla strzelca - Rak!!! Jestem Rakiem, kurwa!
cytaty o mnie - kolejny narcyz ;]
najpopularniejsze komedie romantyczne - to nie u mnie.
rysunek lilii - coś popularne te lilie, co chwilę ktoś ich szuka. Zakładamy fanklub lilii? xD
nie chciałam cie zranic - kochanie, to nic nie da. On już jest stracony.
ciekawa opowiesc - o, tak, to tutaj
nie większy lecz wyższy - hmmmmm. To już nie wiem, o co chodzi…
Mjuzik ;]
Czego słucham? Hm… Eklektycznie, zdecydowanie. Co jakiś czas zakochuję się w jakiejś muzyce i słucham jej na okrągło tylko po to, by za jakiś czas zachwycić się czymś innym. Wszystko zależy od tego, w jakim jestem nastroju, w jakim klimacie.
Ostatnimi czasy słucham namiętnie: Nirvany, Foo Fighters, Buena Vista Social Club, Opeth (Noise, przekonałam się xD), Republiki, Tenaciuos D i Kultu/Kazika. Do tego, ale już z pewną obojętnością, posłuchuję sobie Iron Maiden, Metallica’ę. No i soundtracki z “Pan i pani Smith” i “Pulp fiction”. Misrlou wymiata xD początek bawi mnie tak samo za pierwszym razem, jak i za setnym. Muzyka klasyczna, chociaż już osłuchana w reklamówkach, jest dobrym tłem przy czytaniu książek. Ale Wariacje Goldbergowskie w wykonaniu Glenna Goulda… Ten początek sprawia, że się rozpływam. Gdyby nie “Milczenie owiec”, nigdy bym nie usłyszała o Gouldzie. Piękne.
Poza tym Fergie. Lubię jej głos. A pewnie bym nie zwróciła na nią uwagi, gdyby w jednym z jej teledysków nie wystąpił Milo Ventimiglia. Chłopak jest słodki! Ale Black Eyed Peas mają swoje brzmienie. “Let’s get it started” zawiera w sobie zachętę do wariactw – w to mi graj! A wiecie, że podobno tytuł miał brzmieć “Let’s get retarded”, ale komuśtam się nie podobało. Cóż, trudno, ja wolę wersję pierwotną i tak śpiewam ;p
Nickelback. Ostatnio o nich zapomniałam, ale wywarli ogromny wpływ na moje życie. James Blunt też jest fajny.
Pewnie moich miłości i inspiracji jest mnóstwo, ale więcej mi chwilowo do głowy nie przychodzi. W najbliższym czasie może jeszcze zrobię listę ulubionych singli. (Piosenek, nie facetów. Na to trzeba będzie poczekać jeszcze dłużej xD)
Cogito ergo sum
[a teraz kilka akapitów bzdur, które będę potem musiała prostować]
Cogito ergo sum Kartezjusz (“Myślę, więc jestem”)
Ot, proste zdanie, a można je tak wspaniale interpretować, na mnóstwo sposobów. I każdy będzie sensowny.
Zacznijmy od rozwinięcia tego ciągu myślowego tak jak to tłumaczył Descartes. Wątpię we wszystko, niczego nie mogę być pewny. Ale skoro wątpię, to myślę. A skoro myślę, to muszę być. W związku z tym jedyne, czego mogę być pewny, to Ja.
I do tego momentu zgadzam się z Kartezjuszem. Ale potem jest most kartezjański (o tym było w innym moim wpisie). Wiadomo, nie zgadzam się.
Jedyne, czego mogę być pewna, to Ja. Nie oznacza to jednak, że muszę wiedzieć, czym to Ja jest. Mogę być pewna tylko istnienia siebie.
Dla mnie cogito ergo sum ma dwa znaczenia. Pierwsze, ontologiczne znaczenie to to, które jest rozważane w każdym podręczniku. Notabene, zawsze mi się to kojarzy z “Matriksem” xD
Jest też drugie, takie moje własne. Niczego nie możemy być pewni, ale w sensie… hm, antropologicznym? Świat zewnętrzny znamy jedynie przez nasze zmysły. W tym ludzi. Nie możemy być pewni, jacy są inni, ponieważ ich nie znamy. Co wiemy o innych ludziach? Opowiadania, relacje, dzieła. I ich zachowania, gdy przebywamy w ich towarzystwie. Jednak są to informacje częściowe: przecież nigdy nie przebywamy z kimś cały czas, nie widzimy go w każdej minucie życia. Co ważniejsze: nie znamy jego myśli. Obraz drugiego człowieka nigdy nie będzie pełny, bo nigdy nie poznamy jego myśli.
Czy cogito ergo sum jest negacją wszelkich wartości, praw i aksjomatów? Nie. My tylko poddajemy w wątpliwość, co nie oznacza, że z góry musimy założyć, że wszystko jest kłamstwem i nieprawdą. Bo wtedy wszystko by się wyjaśniło, prawda?