Grudzień – welcome back!

25 marzec, 2008 at 12:54 am (Uzewnętrznienia)

Grudzień! Czuję grudzień definitywnie!

Wiem, to zabrzmi dziwnie, ale jestem cholernie szczęśliwa z tego powodu. Znajduję radość i motywację. Ta zima jakoś mi odpowiada. Uwielbiam wyglądać przez okno swojego pokoju i widzieć Świat pod kołderką z białego puchu. Ulica, trawniki, chodniki, balkony, drzewa, samochody. I wirujące w powietrzu śnieżynki. Najlepiej te ogromne. W świetle dnia jest to widok jak najbardziej ciepły. Od razu przywodzi na myśl gorącą herbatę w ogromnym kubku i robiony na drutach sweter.

Jednak to noc wzbudza we mnie największe emocje. Nagle przy dziennym świetle nie można już czytać. Po półgodzinie, czasami dłużej, spoglądam za okno i widzę… coś pięknego. Cały świat skąpany w aksamicie czerni, rozjaśniony jupiterami latarń – małe sceny dla tańczących płatków śniegu.

Świat Zimy jest zachwycający. To chyba dzięki bezlistnym drzewom niebo jest bardziej bezkresne, a budynki wyższe. Świat Zimy jest chłodny, surowy, prosty. Goły. Ilekroć patrzę na blokowiska skąpane w słońcu (ewentualnie w świetle słońce, które skryło się za chmurami), mam wrażenie, że żyję w innym świecie. Takim z opowieści science-fiction, futurystycznym, zimnym, w pełni zmechanizowanym. Jasne, że to nieprawda. A gdy nadchodzi Noc, to ten Świat staje się jeszcze bardziej zachwycający. Jednak w moim przypadku najczęściej zamyka się w czterech ścianach mojego pokoju. W świetle lampy, w literach, obrazach, wrażeniach. W muzyce. Kawa, czerwona herbata, bicie zegara o równych godzinach (zawsze więcej, niż w ciągu dnia). W myślach, z którymi przemierzam puste ulice przedmieścia. W cichej rozmowie z samą sobą, gdy zastanawiam się, co by było, gdyby… I to się nigdy nie wydarzy.

Grudzień ma jednak i słabe strony. A nazywa się miłość. Grudzień, jak i zresztą cała Zima, jest dla mnie najlepszym czasem na miłość. Na intymność, wspólność, cichą radość, ciepło.

Jednak obecny grudzień to tylko wspomnienia. I wykorzystam go, by wspominać to, co dobre. To, co wzbudza we mnie uśmiech i nostalgię. I na chwilę smutku, że własnymi hormonami zawaliłam. C’est la vie.

Póki co, wiosna może sobie poczekać ^^

Bezpośredni odnośnik 4 komentarzy