Punkt wyjścia w rozważaniach o polityce

14 marzec, 2008 at 2:31 am (Polityka) (, , , , , )

Jest wpół do pierwszej w nocy… A ja, zamiast (jak przystało na grzeczną dziewczynkę) iść spać, siedzę i czytam, co tam Azrael znowu nabazgrał. Mam pewne kłopoty z obiektywnością (przekonania polityczne obiektywnymi? – herezje!), zwłaszcza, kiedy czytam Jego blog. Tak, widać na kilometr, że popiera PO, a przynajmniej jest zagorzałym przeciwnikiem Kaczyńskich i PiSu. Dlatego też z dystansem (nawet z lekkim marszczeniem nosa) czytam o “szaleństwie” czy innych epitetach dotyczących Jarosława Kaczyńskiego. Ot, negatywne nastawienie – tłumaczę sobie. Mam uczulenie na tego typu teksty, bo media zasypują mnie negatywnymi określeniami. Kiedy oglądam wiadomości, dostaję już przetworzone informacje razem z opinią, komentarzem sugerującym, co mam myśleć czy jaką postawę przyjąć.

Trzeba przyznać, PR Kaczyńskiego leży i kwiczy – wszystkie media wrzucają na niego jak mogą. Jak do tej pory słyszałam mnóstwo negatywnych opinii, ale żadnej nie uznałam za dość poważną czy uzasadnioną, żeby stwierdzić, że Kaczyński jest beznadziejny. Ostatnio jednak trochę poczytałam i zmieniłam zdanie.

Kiwanie głową. Pełne niedowierzania, wręcz potępienia. Nie znam się na aktach prawnych, więc nie będę się na razie  na ten temat wypowiadać, za to skupię się na zagadnieniu, które mniej więcej ogarniam. A mianowicie – wizerunek w mediach, wgląd i prezencja (w tym słowa). A tu obydwaj panowie Kaczyńscy kuleją.

Wpadka za wpadką. Wpadki Prezydenta są kuriozalne i ośmieszają go. Ale przecież Prezydent ma zaplecze! Pewnie ma stylistę czy specjalistę od wizerunku! I dotychczas dochodziłam do wniosku, że to oni nawalali. Że to tło dawało ciała, a Kaczyński tylko za to płacił.

To samo tyczy sie pana Jarosława Kaczyńskiego. Z medialnych wpadek mógłby pisać doktorat. Powiedziałam sobie, że to wina zaplecza, że chłopak nieporadny, ale może ma chociaż jakiś dobry program… Po czym przeczytałam Newsweeka, a w nim wywiad z JK. Szlag mnie trafił. Pomijam w tym momencie fakt, że dziennikarze byli nastawieni do niego negatywnie, irytowali go – dzisiaj już mało kto jest mu przychylny. Dyskusji na temat posiedzenia Okrągłego Stołu czy strajków w 1988 nie rozumiałam (za mało informacji mam!), teoria o trzymaniu mediów przez PO i Niemców jakoś przeszła (hm, jak sobie nie umieli załatwić przychylnych mediów, to z czym do ludzi?).

Tym, co mnie powaliło, była rozmowa o jego przemówieniu w Stoczni Gdańskiej. Jak to podobno miał powiedzieć, że dziennikarze/zgromadzeni stoją tam, gdzie wtedy stało ZOMO. Ojoj! Od razu sobie pomyślałam, że znowu walnął jakiś radykalny, bzdurny tekst.

“Jak przemawiałem pod stocznią, widziałem miejsce, gdzie stało ZOMO. I to, co mówiłem, miało znaczenie funkcjonalne – wy bronicie systemu, tak jak kiedyś ZOMO. My jesteśmy tam, gdzie byliśmy, bo tak jak kiedyś walczymy z komunizmem, a wyście z tego zrezygnowali”

Czytając te zdania, stwierdziłam, że to jest sprawa do przemyślenia, bo może i Kaczyński mieć nieco racji z tym bronieniem systemu. Ale następne zdanie zrzuciło mnie z kanapy:

“Przyszło mi to do głowy w czasie przemówienia, nie pomyślałem, że media wyeksponują słowa trzeciorzędne dla przesłania.”

Cholera. Niech mnie szlag! Jestem trzy razy młodsza od Kaczyńskiego, a doskonale sobie zdawałam sprawę, że KAżDE słowo się liczy. Jak bardzo trzeba być nieobeznanym medialnie, żeby nie wiedzieć, że każdy głupi tekst zostanie podchwycony? A druga sprawa – improwizacja. Jeśli czyjeś teksty są objeżdżane przez media non stop, a każdy kontrowersyjniejszy tekst wyśpiewywany przez “zachwycone” media, to jest oczywistym, że trzeba trzymać buzię na kłódkę, jeśli się chce odzyskać dobry wizerunek. Tymczasem Jarosław wyskoczył z improwizacją. A ja zapytam: warto było ryzykować? Po co?

A teraz przez weekend odpoczynek od polityki. Czas na relaks, czyli łacinę, filozofię i Marqueza. No i internet ;)

*Obydwa cytaty pochodzą z: A. Stankiewicz, P. Śmiłowicz, Mój cel to władza, “Newsweek”, 9/2008, s. 23-27.

Bezpośredni odnośnik 5 komentarzy