My point of view on God
You know what’s my personal attitude towards God or any other transcendental beings – I don’t believe in their existence. With all my beliefs that we are just mammals with no sense of existence, no sense of being alive. And I would never force myself to believe in lies about God. And with all my beliefs on this subject I think people need God.
I know, it sounds more than strange. With all my disbelief I think people should believe in God. They need Him. Why? Because He gives strenght to fight, to not to give up. To die for a good reason. People are like children – they need parents. They need someone who would take care of them, punish if they misbehave and someone who would know more than they do.
Recently atheism is very popular (or rather a bravery to admit it). And so is a new look on faith which I call “a real faith”. What does it mean? I mean people who doesn’t bother about going to church and pray fanatically but they believe in God, love and peace. They’ve got God in their hearts. It’s rather a way of life not a subject of frequency on the Masses. And I admire their look on life, I think they need their God, He’s part of them. He’s like their friend and, as a matter of fact, He is them. It is not an old man who sits in Heaven and looks what they’re up to just to punish or say some foolish, unacceptable words. It is someone reachable in every aspect, who don’t say everytime: You’re too stupid to understand, you have to believe, it’s for your own good. This God gives faith, gives support, especially mental support. That’s why I think this God is useful.
But in the same time I’m unable to believe in God, even in such way. It is very strange even for me to not believe in God and to support faith of others in the same time. But, as someone very clever once said, shit happens.
O rozmowie
“Rozmowa jest piękna, gdyż to przez nią człowiek może prawdziwie poznać drugiego człowieka.”
(fragment komentarza wydrylowanyhazardiusa w poście: Rozmowa)
Dzięki rozmowie poznajemy innych ludzi? Chciałabym przyznać rację, ale nie mogę. przykro mi.
Do niedawna powiedziałabym, że w słowach możemy znaleźć istotę drugiego człowieka. Poznać jego charakter dzięki słowom, których używa, reakcjom na inne słowa, ogólnie dzięki temu, co mówi. I w większości przypadków metoda sprawdza się. Ale często słowa zawodzą.
Zawodzą w moim przypadku, gdy plotę głupoty i nie mówię tego, co bym chciała powiedzieć.
Zawodzą w przypadku osób, które doskonale zdają sobie sprawę z mocy słów i za woalem odpowiednich fraz ukrywają swe prawdziwe oblicze. Osoby opanowane (chociaż czasami nerwy im puszczają), potrafiące wmówić innym wszystko, co tylko zechcą. Dadzą sie poznać osobie tylko wtedy, gdy sami na to pozwolą. Jednak jest to droga ciężka, wymagająca skupiania, uwagi i ostrożności.
Jest też i inny rodzaj rozmowy. Nazwałabym go niewerbalnym. Zachodzi wtedy, gdy łączymy się duchowo z kimś, gdy świadomie lub podświadomie konfrontujemy nasze przekonania i myśli z myślami innych, np. czytając blog, książkę, słuchając muzyki. Gdy nie wypowiadamy słów, nie formujemy zdań, o których nasz “rozmówca” się dowie. Taka rozmowa jest wtedy, gdy razem, bez słów, delektuje się wspólną chwilą, gdy po raz pierwszy robi się coś wspólnie, ze wzajemnym zrozumieniem, niekoniecznie używając mowy. Gdy rozmowa jest rozmową dusz. Albo ciała.
O, taniec! Kolejna wspaniała okazja do rozmowy. Rozmowa z partnerem, rozmowa z muzyką, rytmem, samym sobą. I tu do rozmowy wchodzą czyny. I tak można doskonale poznać drugą osobę.