Nowi ludzie
Hm… Poznawanie nowych ludzi. Uwielbiam poznawać nowych, ciekawych ludzi. Iść na jakąś imprezę, poznać kilka nowych osób, cześć cześć, pogadać o czymś… Potem poznać ewentualnie ich znajomych… I tak siatka się rozrasta… Fajnie się potem tłumaczy, skąd sią zna gościa: znajomy znajomego znajomego… Nowe inspiracje, nowe doświadczenia. Mniam!
O, dzisiaj na przykład zagadał do mnie gość z MARRAKESZU. W moim wieku, student. Pogadaliśmy sobie po angielsku. Okazuje się, że nawet w Maroku znają Absoluta xD I to nie pierwszy raz, kiedy zaczynam rozmawiać z kompletnie nieznajomymi ludźmi i nie krępuję się.
W gruncie rzeczy jestem do tego przyzwyczajona: poznawałam swoją nową klasę dokładnie… 6 razy. Plus zmiany po kolejnych wakacjach. I chyba poznawanie nowych ludzi i porozumiewanie się z nimi będzie przydatne w mojej późniejszej pracy. Trzeba rozwijać ten talent, prawda?
Licealista powiedział
6 marzec, 2008 @ 3:07 pm
Gdzieś słyszałem że w krajach muzułmańskich też piją wódkę i inne alkohole, ale w piwnicach, bo w koranie gdzieś stoi, że tam Allach nie widzi… Pewnie stąd znają!
Pozdrawiam!
cutebellatrix powiedział
6 marzec, 2008 @ 3:39 pm
A może po prostu są nowocześni? xD wiesz, my niby jesteśmy katolikami (na religię chodzisz), a jednak jest seks przedmałżeński.
Licealista powiedział
6 marzec, 2008 @ 3:41 pm
To chyba oni są nowocześni w ten sposób od średniowiecza, bo to czytałem w jakiejś książce historycznej…
Pozdrawiam!
cutebellatrix powiedział
6 marzec, 2008 @ 3:44 pm
A możliwe, będę musiała go jutro zapytać
A jaka to książka?
Licealista powiedział
6 marzec, 2008 @ 4:11 pm
Teraz nie mam zielonego pojęcia, za dawno to już było, żebym pamiętał… ale coś chyba z serii Larousse’a.
bbasia powiedział
6 marzec, 2008 @ 9:15 pm
Ale Licealista jest ateistą, a udaje katolika bo tak łatwiej
. Co do poznawania ludzi, to dobrze, że nie masz problemu z nawiązywaniem konwersacji z nieznanymi Ci osobami
.
Picie wódki w piwnicy, pomysł oryginalny, Skoro Allach nie widzi w piwnicy to0 może w nocy na zadupiu też nie będzie widział? xD
cutebellatrix powiedział
7 marzec, 2008 @ 12:51 pm
Ja też przez pół liceum byłam ateistką, a na zajęcia z religii chodziłam. Odmawiałam pacierz na początku zajęć, pisałam wypracowania, chodziłam do kościoła (no, powiedzmy…). Jakoś nie kryłam się w sumie z moimi przekonaniami (definitywnie nie-katolickimi), ale nie krzyczałam ostentacyjnie: jestem ateistką! W liceum jest tak, że lepiej sobie pochodzić na tą religie, a nuż coś śmiesznego sie zdarzy. I małe prawdopodobieństwo, że ktoś zauważy odmienność przekonań czy brak wiary.
A może ztym alkoholem chodzi o jakieś jamy i pieczary?
Licealista powiedział
7 marzec, 2008 @ 3:24 pm
Ponoś to chodzi konkretnie o piwnice. Krzaki po ciemaku w tym przypadku nie działają…
No, ja o swoim ateizmie nie krzyczę również za głośno, choć Ci którzy powinni – to o tym wiedzą. Ksiądz za to ma mnie za dobrego chrześcijanina, bo nawet jakiś czas temu proponował mi wyjazd na jakieś spotkania młodzieży (tylko beż żadnych skojarzeń – ten akurat jest ok). Lekcje religii traktuję jako dobrą okazję, żeby odrobić zadania domowe…
Pozdrawiam!
cutebellatrix powiedział
7 marzec, 2008 @ 3:46 pm
I o to chodzi xD Ale fakt faktem, nasza siostra zakonna też była w porządku, zachowywała stoicki spokój i śmiała się, kiedy koleżanki powiedziały, że są lesbijkami i wzięły ślub. Oczywiście żartowały
A jeśli chodzi o moje praktyki religijne. Pacierze itp były jedynie aktem szacunku dla tej religii, natomiast na Boże Ciało czy co chodziłam, bo mnie Mama o to prosiła. Notabene, jestem/byłam jedyną osobą w rodzinie, która chodzi do kościoła. A podobno są katolikami… – -”
Licealista powiedział
7 marzec, 2008 @ 4:17 pm
Moi rodzice do kościoła chodzą parę razy w miesiącu, babcia co tydzień… Też bywam na mszy co najmniej dwa razy w miesiącu, czasami częściej nawet. Traktuję to raczej jako wydarzenie towarzyskie… jakąś kolejną okazję do spotkań ze znajomymi.
cutebellatrix powiedział
7 marzec, 2008 @ 5:49 pm
Ha, to też. Wielu moich znajomych stało w kruchcie albo pod kościołem. A bardzo często w pewnej odległości i zajmowali się sobą, a nie Mszą. Ale byli katolikami… ba, wierzącymi… I to się nazywa polski katolik. W 80% są to ludzie, którzy po prostu odwalają swoje, a sakramenty nie mają dla nich żadnego znaczenia poza formą. Śluby kościelne, chrzty, komunie, bierzmowania są tylko szopka, wymogiem społeczeństwa, rodziny. Współczuję księdzom takich “wiernych”. A wiernym takich księży.
Mrówka powiedział
16 marzec, 2008 @ 9:05 pm
A no. I można mieć tak duuużo znajomych, to piękne jest. Pozdrawiam
cutebellatrix powiedział
17 marzec, 2008 @ 7:11 pm
Wiesz, jednak ci nowi znajomi mogą być hipokrytami, szujami, obrabiać ci tyłek za plecami. A trudno się zorientować, początku, kim jest osoba, z którą rozmawiasz…