Po powrocie
Hm…
Właśnie wróciłam z O. (domu moich Rodziców, powiat Mińsk Mazowiecki) . Byłam tam pierwszy raz od września. Długo? Ot, w sam raz, żeby się wszyscy się za mną stęsknili, a ja za nimi. Przy okazji feta z okazji imienin Babci Heleny.
Jestem zryta. Dosłownie. 6-godzinna podróż w jedną stronę. Pogoda. Niewyspanie. Niepewność. Wizja kolokwium i innych lektur. Świadomość mojej niewiedzy i nieświadomości na tematy bezpośrednio mnie dotyczące (polityka, prawo pracy, świadczenia emerytalne, sposoby zatrudnienia, rynek pracy…) i dotyczące mnie jako obywatelki Europy i Świata (UE, Kosowo i 50 tys. innych konfliktów zbrojnych na świecie).
Jestem wkurwiona, bo jednak można. Można robić remonty, ulepszać, takie tam. [jestem szalenie nieporadna finansowo].
Jestem wkurwiona, bo niewyspana.
Bo wywalili mnie z sojuszu w Travianie.
Bo wciąż mam na głowie, że mam do przeczytania od cholery prasy, jeszcze więcej w necie, do tego kserówki na ćwiczenia.
Zdobyć kserówki z zagadnieniami.
Pobić się z Dziekanatem o specjalizację.
Posprzątać.
Zrobić prania.
A w międzyczasie chciałabym porysować i poczytać Marqueza i innych.I nie paść przy tym ze zmęczenia.
Jestem wkurwiona. I dlatego jestem opryskliwa, nie mam cierpliwości i nie chce mi sie zdobywać na pozory inteligencji czy układności, być uprzejmą, zachowywać spokój i dystans na arogancję i chłód. Nie chce mi się byc wyrozumiałym, że on już tak ma, że taki jest, że ma zły okres pewnie znowu jedzie na antydepresantach.
Cóż, jego problem. Ja też jestem człowiekiem. Najwyżej.