Paczka
Wszystko się wali. I nie mam tu wcale na myśli zonka z uczelnią, bo to oddzielna historia. Chodzi o moje życie bardziej osobiste.
Byliśmy “paczką”. Czwórka, która jest zawsze razem. Nawet, jeśli znaliśmy sie dopiero dwa tygodnie. Od pierwszego dnia trzymaliśmy się razem. Aby…? Pomińmy w tym momencie fakt, że często byliśmy w innych grupach na ćwiczeniach, zdarza się.
To się nie mogło udać, nie miało prawa. Czemu? Nie, inaczej. ZE MNą nie mogło sie udać. Ja zawsze odstawałam od pozostałej trójki. Nie potrafiłam się dogadać z K., drugą dziewczyną od nas. I, ojej, chłopaki się świetnie z nią dogadują, nie przygryzają jej. Nie jestem zainteresowana bractwami rycerskimi, lubię się dobrze bawić wśród ludzi od nas z roku (i nie tylko), jestem otwarta i gotowa do rozmowy, zabawy. Dobra, z D. niezłe akcje swojego czasu odchodziły, ale jakoś przez tych 5 miesięcy ani razu nie bawiliśmy się razem, w czwórkę.
Mam ich naprawdę dosyć. Mam dosyć ciągłego manipulowania, kręcenia i kłamania, nawet jeśli tylko dla “niewinnego” żartu. Dosyć znoszenia ich docinków, odganiania mnie. Co, oni mnie lubią, nawet bardziej, tylko tego nie ukazują, maskują? No to mają problem. Że się zachowują wobec mnie chamsko? Bo niby traktują mnie jak kolegę? Nie, żadnego kolegi tak nie traktują.
Nie mam paczki. Już od dawna do niej nie należę.