Studium lilii Leonarda da Vinci

31 styczeń, 2008 at 10:51 pm (Bez kategorii)

Leonardo\'s liliaJest pewien szkic… Tak, to chyba szkic. Ot, lekki rysunek… eee… tuszem chyba. Stary, ma ponad 500 lat. Nakreślony ręką Mistrza Leonarda. Przedstawia gałązkę lilii. Cztery rozwinięte kwiaty i jeszcze kilka pączków na czubku. Piękne.

Zaparło mi dech w piersiach, kiedy pierwszy raz zobaczyłam reprodukcję… W podręczniku od sztuki, chyba w pierwszej klasie gimnazjum… Kocham ten szkic. I cały czas pamiętałam o nim, cały czas go pragnęłam… Mieć taki na ścianie.

Te piękne lilie. Białe zapewne. Pąki ledwo rozwinięte, tak perfekcyjnie oddane, z taką gracją… Mistrz Leonardo wiedział, w czym tkwi piękno lilii. W ich smukłym, ale jakże krągłym kształcie kielicha, w listeczkach łodygi przypominających malutkie, boskie płomyczki; w słodkim, jakże delikatnym wnętrzu kielicha, gdzie kryje się ta upajająca duszę woń.

Od niedawna mam swój skarb. Znalazłam w necie. Ot, jakie proste. I teraz królują na moim pulpicie 500-letnie lilie ręki samego Mistrza Leonarda.

Bezpośredni odnośnik 5 komentarzy

Z Arystotelesa vol. 2.

29 styczeń, 2008 at 3:24 pm (Cytowane)

“Kto obserwuje wzrastanie od samego początku zyskuje najlepszy pogląd na rzecz”

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Ciąg myślowy (warning! Ciężkostrawne), vol. 2.

26 styczeń, 2008 at 7:01 pm (Uzewnętrznienia)

    Heh. Powinnam teraz siedzieć i czytać o Arystotelesie i innych filozofach albo wkuwać słówka z łaciny, ale wolę za to zrobić coś jakże (pozornie) niepraktycznego i nieproduktywnego, jak pisanie na blogu. Czemu? Nie wiem, myślę. Miałam to już zrobic wcześniej, ale ktoś mnie zatrzymał.

O czym to ja chciałam…? A tak. O mnie. Jak zwykle.

Wczoraj poszłam z dziewczynami na imprezę do klubu. Było fajnie, aczkolwiek one się bawiły znacznie lepiej niz ja. Ot, kiedy po raz n-ty czekałam na nie, jak skądśtam wrócą, naszły mnie myśli refleksyjne. Pobawiłam sie troche, po czym stwierdziłam, że idę. Nie, nie bawię się dobrze (zabawa bez chłopaków? Eeee tam. Co to za frajda?), lepiej mi będzie się wyspać w domu. Po drodze stwierdziłam, że moje myśli refleksyjne warto by tutaj opisać. Ale cóż… wena po dwóch piwach  szybko by się ulotniła…Wstąpiłam do monopolowego. Każdy zaopatruje się w butelki wiadomej zawartości, ludzie siedzą w samochodac, jedzą, piją, dobrze się bawią. A ja? “Największe chipsy poproszę”. No jasne, lepiej się spaść (jakbym już nie miała wałków). Wróciłam do domu, wygadałam się na gg i wenę szlag trafił. Dzisiaj mam ju inne refleksje, pewnie nawet bardziej warte odnotowania.

Wczoraj tak sobie stwierdziłam, że nie mam własnego miejsca. Chodzi mi o to, że nie  mam własnej paczki, ludzi, ktorych bym znała od małego. Owszem, pojedyncze przyjaciólki, kilku kolegów. Ale to nie to samo. Nie mam jednej stałej grupy, z którą zawsze bym siedziała, gadała. I zastanawiam sie, czemu tak właśnie jest. Tak, odosobnienie dzieciństwa. potem przeprowadzka, do tego do tamtych ludzi niekoniecznie pasowałam. Liceum… Tez pojedyncze osoby. Teraz chciałam naprawić swój błąd, mieć jak najwięcej znajomych, bla bla bla… No i mam nie tak znowu ich mało… ale jednak wciąż sama na swój sposób. Nie, jasne, oczywiście, możecie zawsze na mnie liczyć, na moje wsparcie, zrozumienie (lub chociażby próbę zrozumienia), radę, pomoc, kopa. Jestem z Wami. I wiem, że ja też mogę liczyć na Was. Och, to prawda, czasami nie ma z kim pogadać na gg, czasami jesteście zajęci, nie w humorze, macie swoje własne problemy i sekrety, którymi nie chcecie się dzielić. Rozumiem.

A może tym, czego mi brakuje, to rodzeństwo? Bo to rodzeństwo jest zawsze najbliżej,  zna nas jak własną kieszeń. To z rodzeństwem się knuje, psoci i kłóci. Kolejne marzenie, które się nie spełni…

Odnośnie tej samotności. Nie mam swojej grupy. Zawsze jest tak, ze tu albo jestem za poważna, albo za głupia, albo…, albo… Mam bardzo dziwny gust muzyczny, bo właściwie jest tam wszystko i nic. Znacie kogoś, kto lubiłby piosenki i Nirvany, i Bacha, i Black Eyed Peas (pojedyncze, zaznaczam!), ale się w sumie nie interesował muzyką?  Ja nie znam. Każdy, kogo by nie zapytać, siedzi w jednym klimacie. A ja? Ja siedzę w klimacie piękna, energii, joke’u.Znacie kogoś, kto czyta Nietzschego i Musierowiczową? Kto kocha konwenanse, tradycje, i jednocześnie je łamie/chce łamać? Kto nie ma powszechnie uznawanej moralności, a jak najbardziej bezwzględną i naturalityczną/racjonalistyczną/materialistyczną moralność, a jednocześnie jest pełen współczucia i zrozumienia dla innych? Kto kocha piękne rzeczy, te drogie, zepsute dekadenckie rzeczy, a jednocześnie ma gdzieś pieniądze?

Kiedyś powiedziałam, że chciałabym być z osobą, która jest taka sama jak ja. To znaczy, że musiałby to być chłopak równie zakręcony jak ja, równie eklektyczny, równie… och, taki nie istnieje przecież. A jeśli istnieje, chciałabym takiego spotkać. Porozmawiać, pośmiać się. Nie moglibyśmy stworzyć dobranej pary? Ale za to jak świetnie byśmy sie dogadywali! Jak świetnie byśmy sie rozumieli. Najlepsi przyjaciele… Pięknie brzmi. I, proszę, nie mówcie, że przyjaźń między kobieta a mężczyzną nie istnieje, bo może istnieć. Wystarczy tylko nie udawać.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Z Arystotelesa

26 styczeń, 2008 at 5:36 pm (Cytowane)

    “(…) człowiek z natury stworzony jest do życia w państwie, taki zaś, który z natury a nie przez przypadek żyje poza państwem, jest albo nadludzką istotą, albo nędznikiem (…)”

    Arystoteles, Państwo

    Od dawna już powtarzam, że człowiek jest zwierzęciem stadnym ^^

    Warto zauważyć, że w sumie Nietzsche mówił coś podobnego. Ale o tym dokończę, jak skończę go czytać. Najlepiej obydwu. Od czego są ferie? ^^ Po raz kolejny zauważam, że Nietzsche w wielu miejscach czerpie właśnie z Arystotelesa. Spójrzmy chociażby na ich podział społeczeństwa: na panów i niewolników. Chociaż akurat tu występują pewne znaczące różnice… Ale o tym naprawdę potem ^^

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Mój obecny nastrój

22 styczeń, 2008 at 8:08 pm (Uzewnętrznienia)

Nie wiem, czemu, mam nadzieję, że to tylko przez łacinę, ale mam ochotę kogoś skopać. Do nieprzytomności, na śmierc zakopać. Glanami, szpilkami, czym popadnie. Łopatą przyłożyć. Cokolwiek. Byleby go bolało. Bardzo, bardzo mocno. I byleby się nie podniósł.

Nie wiem, czemu tak myślę. Bo nie mam żadnych podstaw… Podstawy mam, ale dość dobrze uzasadnione, że to jednak inaczej. Ale cierpliwość mi się chyba skończyła… Nie, nie cierpliwość. Wyrozumiałość? A może raczej egoistycznie na to spojrzałam. Pomyślałam o sobie, o tym co JA mam do powiedzenia. Co MI zrobiono. Wpierdol za to. Jak nigdy nikomu. I dlatego TO się różni od innych.

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Jeżycjada

22 styczeń, 2008 at 10:10 am (Bez kategorii)

    Och, proszę Państwa, kto nie słyszał o słynnej serii książek obyczajowych autorstwa pani M. Musierowicz? Nie…? A to ciekawe, bo “Kłamczucha”, “Kwiat kalafiora” i “Imieniny” to lektury szkolne. A przynajmniej “Kłamczucha”. Dla mnie książki pani Musierowicz były inspiracją i, rzec by można, drogowskazem, przez całe gimnazjum, nawet przez większość liceum.

Czemu? Hm, pomyślmy. Mieszkanie w starej kamienicy w Poznaniu, pełne książek (czytanych, i to nie raz!), rodziny, gdzie wszystko się dzieje w kuchni. Ach, te wartości rodzinne, kulturowe. Jakże one były ważne! A jak to wyglądało patrząc przekrojowo?

Sam początek historii rodziny Borejków jest prosty. I to chyba tą “wersję” rodziny pokochałam najbardziej. Ot, najzwyklejsza rodzina, jakich wiele. Tyle, że gościnni, a ojciec uwielbia czytać. I mają dużo książek. I, tom po tomie, niepostrzeżenie (dla mnie) rodzina Borejków zostaje wylansowana na inteligentów, wielbicieli literatury, którzy trzymają się razem (Ida z mężem nadal mieszkają w tej samej kamienicy). Taki klan. I dochodzą wstawki z Seneką i takie tam kulturalne paplanie. Moralizatorstwo na wyżynach? Hm, raczej przesada ze strony autorki. Bo o ile jestem w stanie zrozumieć, że Gabrysia, ten sportowiec, została filologiem klasycznym, to już fakt, że Ignacy uczył swoje KILKULETNIE wnuczki łaciny (podobno całkiem skutecznie) wydaje się co najmniej przesadzony. Tyle, jeśli chodzi o sztandary, hasła. A teraz, co za nimi?

Rodzina Borejków stawia na kulturę, wychowanie, wartości, rodzinność. Hm… Dobrze, rzeczywiście można było gorzej wylądować, bo w końcu Gabi i Ida wyszły na ludzi, Nutria też jakieśtam studia skończyła. Tylko Patrycja poszła na jakieś leśnictwo, ma brzuszek i ogólnie odstaje od rodziny z lekka. No nie jest tak źle. Ale nowe pokolenie… jest przerysowane. Może nawet nie tyle pokolenie, co Ignacy Grzegorz. A wszystko przez tego ojca rodziny, Ignacego Borejko. Ale o tym troszke później.

Rodzinność. W “Kwiecie kalafiora” dość ważne miejsce zajmuje brat Ignacego i  jego rodzina. Ich stosunki są naprawdę bliskie. I dopiero przy którymśtam tomie dalej zauważyłam, że był to chyba ostatni występ kuzynki Felicji. A to ciekawe. Być może gdzieś  mi umknęło, że wyjechali, zgineli w wypadku albo utonęli. Ale jeśli nie, to jest t, przynajmniej dla mnie, co najmniej sprzeczne z zasadami Borejków. Rodzina ta jest o tyle specyficzna, że nie posiada żadnej znanej nam dalszej rodziny. Rodzice Mili umarli tuż po jej narodzinach, rodzina Ignacego też była pomniejszona o ojca. A mama…? Nie wiem. Więc zostaje tylko Gizela (opiekunka Mili), ale z nią jest wszystko wyjaśnione, i… no właśnie, nawet nie pamiętam jego imienia. Brat Ignacego. Jest to ich jedyna rodzina, a ani słowa sie później nie wspomina. To mnie naprawdę dziwi. Jestem osobą o silnym poczuciu wspólnoty rodzinnej i taki brak kontaktu jest… dziwny.  Dobra, może aż taka rodzinna nie jestem, ale takie rzeczy są dla mnie ważne xD

Absurd najbardziej wychodzi w “Czarnej polewce”. W trakcie czytania zastanawiałam się, jak daleko można jeszcze zajść. Bo oto Laura i Wolfi zakochują się w sobie. Jej siostra i jego brat wpadli, ale są razem szczęśliwi. Zakochują się w sobie właściwie nie znając się. Ot, od pierwszego/drugiego wejrzenia. Wolfi tyle, co zobaczył jej zdjęcie na tablicy w kuchni. Niech będzie. Po czym chcą być razem. Dla każdego normalnego człowieka to by znaczyło, że chcą ze sobą chodzić. Ale ojciec Borejko (Ignacy) stwierdza, że Wolfi jest be, zaznacza, że trzeba sie najpierw oświadczyć (!). Po czym Wolfi się oświadcza. bez zastanowienia. A wspomniałam już, że oni są maturzystami? Mają dokładnie 19 lat ^^” Tutaj pomysł z oświadczynami był po prostu żenujacy, ale cóż… Po czym mlodzi uciekają, zeby się pobrać w tajemnicy. Bo ojciec Borejko krzyczał, że najpierw studia, doktorat (sic!), a potem śluby. Komplikuje sprawę, bo przecież można ze sobą chodzić, prawda? Nie trzeba od razu brać ślubu, pamiętajmy o tym na przyszłość, my, przyszli zaborczy rodzice. Tak czy siak, wyjeżdżają. Miało byc Zakopane, wyszła jakaś malownicza wieś. Z Laury wychodzi fanka literatury, recytuje Mickiewicza w jego muzeum regionalnym… i pogardza facetem, którego zabrali stopem (przejaskrawiona postać), bo powiedział, że nie lubi recytować i nikt by go nigdy w życiu nie zmusił. To straszne! Bo ktos nie lubi recytować. Mnie nikt by nie zmusił, żebym recytowała Mickiewicza czy kogokolwiek (może poza nielicznymi wyjątkami), ale czy to znaczy, że jestem be? Najwyraźniej pani Musierowicz tak uważa. Wracając do wyjazdu i ślubu… Zamierzają sie w tej wsi pobrać… a może tylko przymiarka? No, tak czy siak. Cała rodzina jakimś sposobem sie dowiaduje, gdzie Laura jest i za nią jedzie (razem z ojcem Laury, Januszem, skruszonym, proszącym o wybaczenie). Wszyscy gotowi do ślubu, a tu Laura się wścieka i twierdzi, że najpierw nauka, niech zrobi ten doktorat, a potem  może sie żenić… W tym momencie padłam. Jak zresztą przez poprzednich ileśtam stron. Bo nawet inteligenctwo ma swoje granice, a te juz zostały przekroczone i to już jest… niesmaczne. Śmieszne wręcz. Postaci pani Musierowicz chyba stały się ofiarą kreacji tej rodziny. Przesadzonej kreacji.

I to by było na tyle ^^

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Komedie romantyczne

20 styczeń, 2008 at 12:32 am (Uzewnętrznienia)

Obejrzałam sobie dzisiaj “Pozew o miłość”. Fajny film. Nic nadzwyczajnego, ot, kilka uwag z mojej strony o kieckach i mieszkaniach/meblach (mieszkanie tej prawniczki jest sweetne). Ale jednak mam pewne dalsze przemyslenia. Ambiwalentne.

Myśl pierwsza. To komedia romantyczna, i tu trzyma się tych kanonów, które mnie denerwują, a mianowicie: spotykają się i miłość od pierwszego wejrzenia. Dobrze, przyznaję, tu spotykali się często na sali sądowej, poznawali się, więc to znowu nie wyskoczyło tak hop-siup. Co nie zmienia faktu, że Pierce Brosnan właściwie od samego początku się w niej kochał. W tych komediach romantycznych wszystko leci tak szybko: poznają sie, zakochują, cośtam stoi na przeszkodzie, po czym się godzą/schodzą/cokolwiek i są razem, happy end. Rozumiem, że kasy starcza tylko na 1,5 godziny średniej jakości estetycznej filmu, ale błagam! Wiecie, zawsze bardzo mnie ciekawi, jak wygląda taki związek po 5-10 latach. Ba, jak on wygląda po roku! Bo to jest bardzo proste, być bohaterem, romantykiem, wyznawać miłość. A co, kiedy nagle trzeba zacząć płacić rachunki? Gdy się nie udaje kariera, gdy się nie dostaje na wymarzone studia? I tu jest ten sprawdzian miłości. Nie w wyznaniach, czy innych romantycznych szopkach.

A ta myśl druga? No prawie ja właściwie powiedziałam. A mianowicie w filmie para głównych bohaterów cały czas mówi, ze trzeba się starać, nie poddawać, że rozwód jest tylko ostatecznością. Pomińmy w tym momencie fakt, że ich starania o ratowanie związku (który i tak podobno był fikcją) ograniczyły się tak naprawdę do kilku łez i spojrzeń zbitych psów.

Jejka, co ja takiego mam, ze nie oglądam początków filmów, tylko końce? (wyjątkiem są komedie romantyczne, gdzie końce są nudne i jednakowe) Hm… Przychodzą mi na myśl dwa filmy. Jeden to “Pamiętnik” (tak, był dzisiaj na Polsacie). Jeju… wydawałoby się, typowa opowiastka o pannie z dobrego domu i ubogim chłopaku. Ale koniec mnie zaskoczył. Jak najbardziej pozytywnie. Bo nie dość, że wybrała tego robotnika, to jeszcze żyli razem w szczęściu. Dopóki ona nie zachorowała. Mieszkali razem jako staruszkowie w szpitalu. Ona zachorowała na taką amnezję (?), jednak pamięć czasami do niej wracała. Codziennie czytał jej pamiętnik, w którym była spisana ich historia. Boze, jak ten człowiek cierpiał! Widzieć, jak w jednej chwili z kochanej żony zmienia się w obcą osobę… i tak aż do końca. Nie odszedł. To jest dopiero miłość.

Ten drugi film jest z Michelle Pfeiffer (czy jak sie to pisze) i Brucem Willisem. Tytułu nie pamiętam. O małżeństwie, które nagle stwierdza, że to miedzy nimi umarło. Miłość umarła. Zbyt wiele różnic, niesnasek. Więc kiedy dzieciaki wybywają na obóz, oni postanawiają na próbę zamieszkać osobno. Ot, taka separacja. Wszystko się popieprzyło i już mieli mówić dzieciakom, że rozwód, kiedy żona… nie może. Nie chce przekreślać tych lat spędzonych razem, które tyle znaczą. Tego dzieła, które razem stworzyli, a które nazywają się dzieci. Że jest trudno, ale można to przezwyciężyć. Och, i miała rację. Bo ich problemy nie brały się z kosmosu. Ona była pedantką, wiecznie uporządkowaną, on natomiast, wręcz przeciwnie, wiecznie impulsywny, żywiołowy, nieodpowiedzialny. I on zrozumiał, jak bardzo ranił tym swoja żonę. Tym, że był wiecznie nieodpowiedzialny, nieporzadny. Że był egoistą.

Tak bardzo bym chciała też tak komuś poświęcić kiedyś życie. Dorosnąć, rozwinąć siebie na tyle, by móc zająć sie światem wokół. Ale nie jestem pewna, czy do tego dorosnę. Jak narazie, nadal patrzę w lustro.

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Z Nietzschego

18 styczeń, 2008 at 5:01 pm (Cytowane)

 

“A i ten nawet, który z was najmądrzejszy, i tak tylko dwójistotą jest i hybrydą rośliny i upiora. Ale czyć każę wam stać się upiorami bądź roślinami?”

F. Nietzsche, To rzekł Zaratustra.

 

 

    Ależ tak. Człowiek jest taką “dwójistotą”. I nie może się pozbyć obydwu swych natur… tych biologicznej i duchowej (szeroko rozumianej). Obydwie istnieją w człowieku, dają o sobie znać… Czasami współgrają ze sobą, czasami – wręcz przeciwnie. I zwykły człowiek nie może się wyzbyć swej zwierzęcości na rzecz nadczłowieczeństwa, nawet jeśli tego pragnie z całych sił. I nie może się pozbyć pewnej dozy… duchowości. Jeju, my to lubimy sobie komplikować życie, prawda? ;)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Kurwa mać.

17 styczeń, 2008 at 9:03 pm (Uzewnętrznienia)

    Kurwa. Wkurwiłam się. Jestem ściekła.

Dyżur u Rosoła… Dobra, pierdolić szczegóły. Nic nie wiedziałam. I nie chodzi mi tutaj wcale o jakiś stres, ale o fakt, że JA KURWA NIC NIE UMIEM. Po 10 latach “nauki” na studiach stwierdzam, że  mam jedynie mgliste pojęcie, czym byly wojny grecko-perskie. Pierdole. Pomińmy kurwa fakt, że zrobiłam z siebie idiotke.

I tak, jednym słowem,…. jest ciężko. Wiem, za rok, dwa, będę sie z tego śmiać: tak samo było w drugiej liceum… Teraz o tylko mgliste wspomnienie.

Spierdoliłam całe życie a teraz, jak zwykle, z lenistwa jeszcze się pogrążę. Hurra! Tylko kurwa na to czekam. Przepraszam Wszystkich za to, że mam jakieś plany, ambicje i nie chcę tej najniższej, najprozaiczniejszej codzienności (co się kryje za tymi słowami, wiem tylko ja)

I tyle by kurwa było. Kurwa. Do łaciny!

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Sentencje Napoleona

16 styczeń, 2008 at 10:31 pm (Cytowane)

Samo zwycięstwo nic nie znaczy, trzeba umieć je wykorzystać.

Niedola jest akuszerką geniuszu.

Cztery nieprzyjazne gazety są groźniejsze od tysiąca bagnetów.

Bóg także był autorem: jego proza to mężczyzna, jego poezja to kobieta.

Dla moich Polaków nie ma rzeczy niemożliwych.

Nie polityka powinna rządzić ludźmi, lecz ludzie polityką.

Ludzie na wojnie są niczym, jeden człowiek jest wszystkim.

 Obawiać się trzeba nie tych, co mają inne zdanie, lecz tych, co mają inne zdanie, lecz są zbyt tchórzliwi, by je wypowiedzieć.

Armia baranów, której przewodzi lew, jest silniejsza od armii lwów prowadzonej przez barana.

W polityce głupota nie stanowi przeszkody. (jakieś skojarzenia?)

Kradzież nie istnieje, za wszystko się płaci.

Oprócz całej swojej wspaniałości także słońce posiada swoje plamy.

Kiedy ludzie przestają narzekać, przestają myśleć. (znam wyjątki, gdzie ludzie i narzekając nie myślą)

Cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć.

Opinia publiczna to dziwka.

Z tym większym zapałem pragniemy kobietę, im bardziej niemożliwa czy trudna jest do osiągnięcia.

Są tylko dwie rzeczy, które jednoczą ludzi: strach i interes.

Ludzie genialni są jak meteory. Ich przeznaczeniem jest, by spalając się, przydali blasku epoce, w której żyją.

Żeby prowadzić wojnę potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy.

Wojna jest lepsza niż nietrwały pokój.

Tylko prawda obraża.

Ustępować w pewnych sprawach jest często najlepszą polityką.

Głupiec jest jednak z czegoś zadowolony: zawsze jest zadowolony z siebie

Napoleon, będąc w swoim namiocie, podczas jednej z bitew, zwołał, co było normalne, naradę przed walką. W trakcie rozmowy Napoleon chciał sięgnąć po mapę, która leżała na szafie, jednakże nie był zbyt wysoki, więc miał z tym problemy. W tym momencie odezwał się głos jednego z jego oficerów – “Panie, pozwól mi sobie pomóc, jestem większy” na co Napoleon odpowiedział mu – “Nie większy, lecz wyższy” i pozwolił się wyręczyć.

Na tym świecie istnieje tylko jedna alternatywa: rozkazywać albo słuchać. (hm… Nietzsche chyba twierdził coś podobnego…)

To więcej niż zbrodnia, to błąd.

Uznanie związku małżeńskiego za nierozerwalny to prowokacja do zbrodni.

Jedyne zwycięstwo wobec miłości to ucieczka.

Słabość władzy najwyższej jest najgorszym nieszczęściem ludów.

Entuzjazm to delirium rozumu.

Bóg stoi po stronie liczniejszych batalionów.

Cóż to jest tron? Kawałek drewna pokryty aksamitem.

Jakże wielu naprawdę mądrych ludzi zachowuje się po dziecinnemu i to po kilka razy dziennie.

Tam, gdzie rząd jest słaby, rządzi armia.  (w Polsce – CBA?)

Sukces nie jest dowodem, a jeszcze mniej uzasadnieniem.

Umysł ludzki ma szczególny pociąg do przesady.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Politykę wszystkich mocarstw określa ich położenie geograficzne.

Policja więcej wymyśla, niż odkrywa.

[O szampanie:] Zwyciężając zasługujesz na niego, ponosząc klęskę potrzebujesz go. (pierwsze skojarzenie: sesja)

Od świetności do śmieszności jest tylko jeden krok.

Wielka polityka to tylko zdrowy rozsądek zastosowany do wielkich rzeczy.

Miłość ludzi nie poddaje się władzy bagnetów.

Za brawurę nie płaci się pieniędzmi.

W systemie wszechświata nic nie jest zdane na los przypadku, w systemie społecznym – nic nie powinno zależeć od kaprysów jednostek.

Kto umie schlebiać, umie również rzucać potwarz.

Największe zwycięstwo nad kobietą to uciec od niej.

Potomność powinna sądzić ludzi i rządy tylko w świetle ich czasów i okoliczności, w jakich przyszło im działać.

Można wybaczyć zasługi, nie wolno przebaczać intryg.

Są tylko dwie siły na świecie: miecz i rozum; na dłuższą metę miecz zawsze ulega rozumowi.

Rządy dotrzymują słowa tylko wtedy, gdy są do tego zmuszone lub gdy jest to dla nich korzystne.

Głowa – oto właściwe miejsce dla serca męża stanu.

Człowiek nie ma przyjaciół. Przyjaciół ma tylko powodzenie.

Uczeni i osły do środka!

 

 

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Next page »