Czy obłęd jest prawdą?

13 Czerwiec, 2010 at 7:13 pm (Filmy) (, , , , )

Są filmy, w trakcie których czujemy się nieswojo. Nie dlatego, że jesteśmy świadkami przemocy czy gwałtu. Obserwujemy świat rzeczywisty, świat realny, dzisiejszy – jesteśmy pewni owej rzeczywistości i tego, co ona zawiera. A gdy zdarza się coś, co do niej nie pasuje, coś z mianem „magicznego”, nie pasującego do naszego świata, a więc i tego filmowego, uśmiechamy się pobłażliwie i kwitujemy hasłem: religia, obłęd. I aż do ostatniej sceny jesteśmy przekonani, że oglądamy szaleńca.

Mina rzednie, kiedy główny bohater ma rację, a obłęd jest tylko inną formą rzeczywistości. Jest to dla nas zaskoczeniem i to lubimy, pożądamy takiego efektu. Zaczynamy się czuć nieco gorzej, kiedy zadamy sobie pytanie: czy to było prawdziwe?

Jakże łatwo powiedzieć: to jest film, tu wszystko jest możliwe, tu wszystko jest fikcją. Ale przecież pół godziny wcześniej rzeczywistość filmowa równała się naszej. Skoro więc tamten świat jest rzeczywisty… może i w naszym istnieje Bóg, schizofrenicy nie są chorzy…

Nie czujecie się nieswojo?

Nie wiadomo, kto ma rację.

I nigdy się nie dowiemy. Nie piszę „chyba się nie dowiemy”, bo to by dawało cień nadziei, że prawda gdzieś tam jest. Dlaczego najlepsi matematycy są schizofrenikami (przynajmniej w filmach)?

Skąd możemy wiedzieć, że coś co inni widzą nie istnieje?

Skąd mamy mieć pewność, że pozory nie mylą?

Widziałam kilka filmów właśnie o tym. I właściwie sama zaczynam się zastanawiać, czy nie ponosi mnie wyobraźnia… czy sama nie wariuję.

Patrzę na Donniego Darko i widzę chłopca, zwykłego chłopca, który ma burzę hormonów i bujne libido, który chce mieć dziewczynę i nienawidzi nauczycieli. Który jest schizofrenikiem, ale jego tok myślenia jest zadziwiająco klarowny. Wyjątkowo normalny chłopak w szalonej, katolickiej szkole.

Widzimy jak chodzi z siekierą, jak strzela z pistoletu, wypytuje o podróże w czasie. I jego widok nas przeraża, dlatego że on po prostu tak wygląda. Budzi w nas strach bo ma dziwny uśmiech szaleńca-onanisty (tu przyznam Jake’owi Gyllenhaalowi, że zagrał tą rolę brawurowo), garbi się i chodzi jak lunatykujący goryl, ale… tak chodzą wszyscy nastolatkowie. Gdyby wyrzucić z fabuły schizofrenię, Franka i podróże w czasie pomyślelibyśmy, że jest zwykłym zagubionym nastolatkiem. Ale nagle siekiera na plecach zmienia wszystko. I wszystko staje się możliwe.

Co sobie pomyślisz, mijając jutro swojego Donniego Darko?

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Nawet Owidiusz się zna

4 Czerwiec, 2009 at 9:05 pm (Cytowane, Myśli mniej uczesane)

A by sądzić o piękności, bezpieczniej poczekać do dnia.

(…)

Noc zaciera moc usterek (zgodzicie się chyba ze mną). Nocą nie ma brzydkich kobiet (zwłaszcza gdy jest bardzo ciemno).

Owidiusz, Sztuka kochania

Bezpośredni odnośnik 10 komentarzy

Geneza totalitaryzmu

30 Maj, 2009 at 11:08 pm (Myśli mniej uczesane, Polityka, rozmowy) (, , , , , )

Ostatnio na zajęciach rozmawialiśmy o Hitlerze i o fenomenie totalitaryzmu.

Kiedy oglądałam filmy propagandowe z tych lat dowiedziałam się, że fanatyzm panował ogromny, a poziom wykształcenia – wręcz przeciwnie. Jednym słowem lud wołał chleba i chleba chciał dostać, chciał pracy – praca miała być. Inna sprawa, że nie liczono się z kosztami, cel musiał zostać osiągnięty. Wołała tego szara, ciemna wręcz masa, żądająca tego, co najpotrzebniejsze w niepewnych czasach.

Ale co przesądziło o tak spektakularnym sukcesie totalitaryzmu? Czemu panował aż taki fanatyzm? Oczywiście, fanatyzm panował zawsze, Żydów wypędzano od setek lat, ale kwestia żydowska zostanie pominięta. Czymże ta masa różniła się od chociażby powstania ciompich? Ciompi chcieli lepszej zapłaty za swoją pracę i jako takiej władzy w Senacie (wykonywali brudną robotę we włókiennictwie, a dostawali marne grosze za to, częstoprzymierali głodem, a stanowili najliczniejszą grupę rzemieślników), oni też chcieli chleba i jedynie poprawy swojej doli. A mimo to nie było takich tumultów. Różnica ujawnia się, gdy zdamy sobie sprawę, że zarówno ciompi, jak i inni robotnicy od zawsze strajkujący, domagali się tego od swoich pracodawców, a od władz miejskich domagali się gwarantów swych praw (notabene władze miejskie składały się z kupców, dla których ciompi często pracowali).

Fenomen hitleryzmu polega na tym, że ludzie zaczęli w niepewnych czasach powojennych i kryzysowych domagać się nie od przedsiębiorców, a od państwa. To PAŃSTWO było ich zwierzchnikiem i opiekunem, to ono regulowało życie i jego zasady; to państwo jednoczyło wszystkich, tak jak kiedyś jednoczyła wspólnota interesów w cechach czy wspólnotach etnicznych. Dlatego też udało się na tak wielką skalę, a żądania były tak dalekie w skutkach – środki zastosowane współmiernie do potrzeb.

Wniosek? Jeśli państwo ulega przeinstytucjonalizowaniu i zbytnio ingeruje w nasze życie (a zwłaszcza gdy karmi frazesami ludzi niewykształconych), może się to źle skończyć. Zresztą, zawsze byłam za powszechnym cenzusem majątkowym i/lub wykształceniowym. Instytucja stanów to dobra, zdrowa rzecz ^^

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Tajemnicze sprzątanie

7 Kwiecień, 2009 at 10:46 pm (Dzieła własne, Myśli mniej uczesane) (, , , , , )

Będę mieć dzień wolny od pracy przed Świętami…

O, zgrozo! Za jakie grzechy?! Gdy następuje dzień wolny, a zwłaszcza w bezpośredniej okolicy Świąt, człowiek jest zmuszony do zaznajomienia się z tak egzotycznymi zajęciami jak sprzątnie? O cóż chodzi w tych niezrozumiałych rytuałach składających się z dziwnych czynności i gestów? W tej kwestii niezbędne są słowniki, leksykony i opracowania. Z pewnością grupy badaczy już interpretują te mniej lub więcej skoordynowane ruchy i mozolnie tłumaczą znaczenie każdego z tych rytualnych tańców.

Jak do tej pory naukowcy rozszywfrowali jedynie niewielki ułamek z obfitych źródeł dostępnych w naszym świecie. Niezwykłą popularnością cieszy się podanie mówiące o oczyszczeniu (do tej pory badacze się spierają, czy chodzi o czystość duszy, czy pomieszczenia) i o zemście bogów. Otóż ta druga legenda jest niezwykle barwna i zasługuje na naświetlenie. Mówi ona, że bogowie mieli perfidną karę dla dla ludzi, mianowicie sprzątanie. Jeśli bogowie sprzyjali śmiertelnikowi, nie musiał on oczyszczać hacjendy, bo robili to za niego ci współplemieńcy, którzy mieli mniej rozumu i zadarli z bogami. A jakaż to była kara! Iście syzyfowa! Na przykład karą jednego Tomasza było sprzątanie kuchni, w której gotowano dla stu żarłocznych osób (6 posiłków dziennie minimum), a po każdym posiłku zostawiano olbrzymi nieporządek (badacze doszukują się symbolu cykliczności i chaosu z jednoczesną polityką promocji zdrowego odżywiania) lub też opowieść o bohaterskiej Eufemii, która miała wybawić swego ukochanego z podziemnych czeluści, walcząc z obłokami kurzu, które pojawiały się znienacka, osiadając na wszystkim i dusząc swe ofiary – na szczęście sprzyjający jej bogowie zesłali boskiego ptaka zwanego Odkurzaczem, który zjadł wszelkie paskudne magiczne insekty kurzu.

Mitologia sprzątania jest bogata i być może wkrótce uda się skompletować większą jej ilość (naukowcy osiągają wymierne wyniki w tej dziedzinie), ale nadal nie rozwiązano wielu zasadniczych kwestii. Cóż, oby nauka najbliższymi czasy rozwiała wszelkie niejasności jak Eufemia w swej drodze po Olafa.

Bezpośredni odnośnik 9 komentarzy

Z czym do kogo

25 Marzec, 2009 at 10:30 pm (Cytowane, Myśli mniej uczesane)

Kiedy trzeba coś szybko i akuratnie załatwić, należy zwrócić się do człowieka zajętego. Ci, którzy nie mają nic do roboty, nie mają też nigdy czasu.

Camillo Cavour

Bezpośredni odnośnik 4 komentarzy

Na zakupy, na zakupy!

22 Luty, 2009 at 7:04 pm (Filmy, Mniam!, Myśli mniej uczesane) (, , , , , , )

O samym filmie: komedia romantyczna, sympatyczna. Główna bohaterka chodzi w szpilkach jak kaczka, ale to nic. Główny Amant, Luke (grany przez Hugh Dancy’ego), jest ucieleśnieniem ideału (przynajmniej mojego) i jest jednym z głównych powodów, dla których można się pokwapić o kolejne obejrzenie filmu (czytaj: scen, w których on występuje). Jeśli chodzi o ciuchy, to się martwię poważnie o Patricię Field – przesadza. O ile jeszcze ubrania Carrie z „Seksu w wielkim mieście” były znośne, to ubrania Rebekki są zbyt jaskrawe i niedorzeczne. Chociaz smakowite kąski się zdarzają. Pozwalam obejrzeć.

Uwagi dwie poboczne:

Uwaga pierwsza. Autorzy postarali się, by zamieścić wątek kryzysowy, bardzo znamienny. Każdy, kto zna przyczyny kryzysu uśmiechnie się w scenie, gdzie Luke zabiera Rebekkę na prezentację pewnej potężnej spółki i gdy potem jej wyjaśnia machlojki owego koncernu i nieświadomość zwykłych obywateli-udziałowców.

Uwaga druga. Jaka przepaść nas dzieli od Zachodu, jeśli chodzi o zarobki? Ho ho ho! Duża. Rebecca, a więc niższa klasa średnia, jest redaktorką w czasopiśmie ogrodniczym, następnie finansowym, więc kokosów nie zarabia. Ale stac ją na Laboutina, Chanel, bieliznę za 200$, etc. Pomińmy długi. Pomińmy również, że kupuje też w tańszych sklepach. Weszłam sobie, ot, żeby pomarzyć, na net-a-porter.com i mina mi zrzedła. Nie, znam ceny, czy też ich pułap, ale zdałam sobie sprawę z czegoś innego. Takie zwykłe buty kosztują… ot, 1000 zł, powiedzmy. Nie mówiąc o innych dodatkach. Kogo w Polsce na to stać??!! Myślę, że nawet większa część kiełkującej klasy średniej miałaby z tym problemy. Generalnie, buty, które mi się podobały, kosztowały tyle, co moja pensja za pół roku. Hurra! Ale to nic, jak już będę pracować, kryzys minie, koniunktura wróci, a ja będę zarabiać… dużo. I sobie kupię buciki!!!

Tym optymistycznym akcentem kończę i pozdrawiam!!!

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Almodovar to to nie jest

22 Luty, 2009 at 6:42 pm (Filmy, Myśli mniej uczesane) (, , )

Co Konecki i Saramonowicz chcieli zrobić? Nie wiem. Co im wyszło? Pokraka. Inaczej tego nazwać nie można.

Pomysł z pozoru dobry – wybuchowa mieszanka homo, hetero, trans i bi, okraszona schizofrenią i krytyką Kościoła Katolickiego. Niestety, mieszanka przyprawia o ból głowy.

Autorzy chcieli zapewne lekko zamieszać w głowie widzom, proponując nieco inne spojrzenie na chorobę Kostka. Widzów zamieszano, ale za bardzo, nie do końca w sumie wszystko wyjaśniając. A widz nie lubi wychodzić z kina zbyt zamieszany. Chociaż koniec filmu widziałam z jakieś 20 razy, do tej pory nie rozumiem, gdzie i po co Kostek wybiega z mieszkania, co się z nim dzieje i co to w ogóle miało znaczyć. Zapewne wiedzą to tylko autorzy.

Wątek gejowski, czy też lesbijski, jest tutaj wszechobecny i nieobyczajne jest tylko chamskie potraktowanie tematu: konferencja w Zrzeszeniu Lesbijek, a toalecie zabawiały się 4 panny; jedyną lesbijką z prawdziwego zdarzenia, jaką poznajemy, jest cyniczna Klara, która na dodatek jest skłonna do zdrady tak samo, jak każdy facet (A, także Teresa, ale o niej później). Trzy postaci są godne omówienia i zjechania od góry do dołu.

Luna. Po pierwsze – imię beznadziejne. Po drugie – większego braku realizmu dawno nie widziałam. Luna jest instruktorką krav magi, co jeszcze da się przełknąć, ale już to, że ta lalunia była w wojsku przeraża – szczerze wątpię, czy kobieta tak wyglądająca w wojsku by wytrzymała i miała taką pozycję, raczej nie byłaby brana poważnie, podejrzewałabym nawet molestowanie. Zresztą Luna na każdym kroku wygląda strasznie, najwidoczniej ktoś nie umiał jej dobrać ubrań i makijażu – wszędzie wystają jej ramiączka od stanika albo makijaż jest beznadziejny. A jej suknia ślubna (można ją zobaczyć na jednym z teaserów) to kwintesencja kiczu i tandety; na szczęście nie widziałam dołu, którym pewnie byłyby kolarki, adidasy i mnóstwo koronki, a może nawet pończochy? Nawet z tej kiecki (białej) wystawały ramiączka (czerwone/bordowe)!!! I oto taka „żyleta” zostaje lesbijką. Czemu? Bo niezbyt mądry ani piękny kochanek (prezenter z talk show) nie rozwodzi się ze swoją żoną, tylko zachodzi z nią w ciążę. Po czym wpada w ręce Klary, dzięki której wchodzi do Stowarzyszenia Lesbijek (czy czegoś takiego) i zostaje jedną z najaktywniejszych członkiń.

Kasia. Była Kostka, dla niego poświęciła wszystko, ale najwidoczniej trudno jej było zrozumieć, że jednak jej nie kocha. Hm, chyba nawet od tego trochę oszalała, a przynajmniej tak się zachowywała. I z tej całej desperacji miała skok w bok z Klarą.

Ryszard. Tatuś Kostka. Szczęśliwy chłopak Marii, w wyniku intrygi zrywa z nią i wyjeżdża. Po pewnym czasie zmienia płeć (tzn. jest kobietą z wyboru) i zostaje celebrytem w świecie homo. Ale na kobiety nadal leci. A Marię nadal kocha.

Maria/Teresa. Brawurowa podwójna rola Danuty Stenki, jedyna perełka w filmie. Teresa to lesbijka ukrywająca się ze swymi preferencjami, gorliwie i prawdziwie wierzy w Boga, współpracuje ze swoim bratem, księdzem (taki wczesny o. Rydzyk). Maria przez całą akcję jest wariatką – postać jak najbardziej tragiczna i piękna. Dla tych dwóch ról warto się troszkę pomęczyć przed ekranem. Nie wiem, może dlatego tak oceniam te dwie postaci, bo Teresa ubiera się szalenie stylowo, jest wręcz uosobieniem kobiecości, a prostota i skromnośc jej ubioru idealnie współgra z jej pobożnością. Zaś Maria tak naprawdę nie jest chora psychicznie, tylko rozpaczliwie nieszczęśliwa.

Kościół Katolicki został ukazany całkiem powierzchownie i przedstawiony jako instytucja szalonych pomysłów („Jezus prosi, zwolnij” zamiast Czarnych Punktów; Pielgrzymka dziewic NA SZCZUDŁACH), demagogii i robienia kasy.

Inga Wawras. Postać przyjemnie barwna. Reżyserka, z wszystkiego, nawet Szekspira, zrobi materiał o lesbijskim wątku. Z feministycznego pornosa dzięki jej pomysłom wyszłoby coś fantasmagorycznego. Scenki, gdy chce otworzyć aktorów, wyżywając się na owocach i połaciach mięsa najleży do najdziwniejszych w historii kina. Mimo swoich tekstów o poświęceniu sztuce, potrafi wyciągnąć z Klary pieniądze.

Lesbijki ze Szwecji. Cóż w tych paniach takiego wyjątkowego? Otóż chyba żaden z realizatorów nie zadał sobie trudu dowiedzenia się, jak wygląda typ urody skandynawskiej. Owszem, Szwedki są blond, ale NATURALNIE, tymczasem nawet kretyn by zauważył, że te filowe są farbowane, bo im ciemne pasemka wystawały. Dalej, cera skandynawska zazwyczaj niepodatna jest na opalanie, bo zamiast brązowieć, czerwienieje. To nic, nasze panie są prosto po solarium. Mało tego, są puszyste i mają wielkie cycki. Generalnie są kiczowate jak (prawie) cały film.

Pomysł był niezły, naprawdę. Taka wyśmiewcza komedia, ze wszystkiego. Taki nasz Almodovar, bo jednak te historie są, tragiczne, pełne desperacji i nieutulonego niczym żalu. Może by wyszło… Ale czy autorom na tym zależało? Nie. Wszelkie argumenty za tym cichną, gdy oglądamy jakąkolwiek reklamę, teaser, plakat czy zapowiedź. Reklamy nie mówią niczego poza tym, że w filmie jest dużo seksu, dużo nieobyczajności i że będzie goło. Najlepszy jest chyba plakat (bardzo rzadko spotykany), który najlepiej wyraża cel duetu Konecki&Saramonowicz: plakat przedstawiający oglądalność Ladies i Testosteronu i zastanawiający się, ile zbije film trzeci.

Więc zamiast Almodovara jest P. J. Hogan.

Bezpośredni odnośnik 6 komentarzy

O lekturach i internecie, czyli skostaniałość polskiej oświaty

9 Styczeń, 2009 at 12:31 pm (historia, Myśli mniej uczesane, rozmowy) (, , , , , , , , , )

WSPÓŁCZESNA EDUKACJA

Współczesna edukacja w szkole zakłada, że uczeń ma czytać, czytać i się uczyć. Tymczasem ile razy się nie spojrzy, wydaje się, że ta droga jest ślepa. Im wyższy poziom, tym więcej nieużytecznej wiedzy. W podstawówce i po części gimnazjum uczymy się rzeczy w sumie praktycznych (czytanie, pisanie, zajęcia techniczne, plastyczne, muzyka – częściowo nieaktualna, poznawanie wielu zawodów, kultur).

Od wieków zdolności praktyczne i przygotowanie do zawodu było priorytetem w edukacji latorośli (w każdej klasie społecznej). Lektury filozofów, poezja i muzyka rozwijały etycznie, prace Arystotelesa czy Macciavelego (suto korzystali z nich im współcześni, należy zauważyć) dawały wskazówki, jak uprawiać politykę czy hadel. Umiejętność czytania i pisania była w gruncie rzeczy elitarna (w XVI wieku zdarzali się średni kupcy nieumiejący pisać), więc i książki takie pozostawały. Z czasem literatura stawała się coraz popularniejsza. Książki stanowiły, poza muzyką i poezją, główną rozrywkę i edukację osób wyszktałconych, rozbudzonych estetycznie. Dzieła i autorzy popularni w swoich czasach, poczytni, po latach zostają wyłowieni z gąszcza i mnogości przedstawicieli swojej epoki lub uznani za prekursorów, by zostać umieszczonymi w spisie klasyki literatury. Po czym zostac wrzuconym do kanonu lektur szkolnych. Masakra.

W dzisiejszych czasach książek jest za dużo. Nikt nie jest w stanie nadążyć za natłokiem liter, autorów, których trzeba znać i czytać. Tymczasem wiek XX przyniósł nam nowe nośniki idei i informacji: radio, telewizja, kino, internet. Ale filmy też trzeba znać. Te trudne i ambitne, i te, które treści nie miały, ale stały się kultowe (np. „Dirty Dancing”). Ludzie z natury nie są skłonni do ślęczenia nad książkami bez celu, więc nie ma się co dziwić rzeszy młodych ludzi, którzy nie widzą sensu i celu czytania książek. Bądźmy szczerzy – owych wartości nie dostrzegają. To tylko kolejny temat do nauczenia się, a nie pomysł na życie, nie okazja do przemyśleń egzystencjonalnych.

 

INTERNET

Edwin Bendyk w najnowszej „Polityce” pisze o generacji dzieci wychowanych na internecie (notabene zaliczam się do niego). Artykuł przedstawia w pozytywnym świetle użytkowników internetu. Kilka miesięcy wcześniej napisano (w Polityce albo Newsweeku), że dzieci internetu są niecierpliwsze, nie są w stanie czytać długich tekstów (znam z autopsji). Ale czy to źle? Z panem Bendykiem można się zgadzać lub nie, jednak autor zwraca uwagę na jednen aspekt – praktyczność. Sposób przekazu jest inny, ale można się więcej nauczyć, jesteśmy bardziej elastyczni, chłonni i otwarci. Zamiast zakuwać, wolimy coś wyszukać w internecie, coraz częściej na Wikipedii, portalach, specjalistycznych blogach. Stricte praktyczność oznacza niezaśmiecanie sobie głowy niepotrzebnymi informacjami.

Miałabym jednak pewne zastrzeżenia odnośnie źródeł wiedzy w internecie. Gdzie uczniowie zaglądają? Na ściąga.pl lub innych ograniczonych portalach. Informacje, nawet na Wikipedii (!) nie są pewne na 100%, niełatwo o złą datę czy miejsce. Z drugiej strony natłok portali, infromacji, blogów jest zastraszający. Widzimy chaos, mętlik, który odstrasza współczesnych naukowców od stosowania tej metody (jedynym wyjątkiem, jaki znam, jest mój Wróg).

GWOLI ŚCISŁOŚCI: Jedno trzeba uściślić – jestem historykiem, humanistką. Inaczej na wymianę informacji i ich przydatność patrzą biolodzy, lekarze, informatycy czy matematycy (ha! Czy teraz informatycy nie wypierają matematyków, choć ci drudzy nadal mają co robić?). Dla mnie literatura i historia ma sens, który zanika, gdy nie widzimy kontekstu. Data, rok, miejsce czy dowódcy bitwy/pokoju/rozejmu nie mają znaczenia, jeśli nie rozumiemy, po co były, w jakich okoliczościach, co to komu dało. Nie zrozumiemy protestów i strajków, Frondy, ciompich, jeśli nie będziemy znali sytuacji politycznej i społecznej, jak wyglądało życie.

Współczesna droga edukacji nie wiedzie przez książki (przynajmniej w etapie początkowym). Przypomina mi się film „Skarb Narodów” z Nicolasem Cagem, gdzie historyk-fascynat wie wszystko o początkach historii USA, natomiast jego kolega – poszukiwacz skarbów, umie główkować i wyszukiwać na Yahoo! Czyż to nie jest najtrafniejsze rozwiązanie? Niech pasjonaci, profesjonaliści znają swoją dziedzinę, a reszta niech się uczy przez wyszukiwanie.

Bezpośredni odnośnik 15 komentarzy

Wesołych Świąt!

21 Grudzień, 2008 at 1:16 am (Ja, Myśli mniej uczesane)

Nie wiem, szczerze mówiąc, co widzimy w tych świętach. Gdyby nie prezenty (te trafione) i spotkanie z rodziną, świąt mogłoby nie być.

Święta są wesołe, ale nie dla tych, którzy je przygotowują. Panie domu mają przkichane – sprzątanie gruntowne domu (w moim przypadku – dwóch), robienie prezentów (co się skończyło debetem) i gotowanie (fak!fak!fak!) to jednak pracochłonne zajęcia. Czasami jest lepiej, jesli jest córka i pomoże. Gorzej, jeśli nie ma komu sprzątać. Tak dochodzimy do Wigilii. Fajnie jest, jesli wszyscy razem są i się cieszą (u mnie 4-osobowa…), gdy prezenty fajne. A Sprzątający usypia ze zmęczenia i  jedyne, o czym marzy to obejrzeć film w tv i iść spać. A najlepiej od razu iść spać.

Po czym następują dwa dni obżarstwa i siedzenia przed telewizorem. Pewnym urozmaiceniem może być wizyta u rodziny. W moim przypadku będzie to nauka (łacina, powszechna, Polska, politologia).

Czy teraz ktoś się jeszcze dziwi, czemu mam gdzieś święta?

PS:  Życzę Wam wszystkim wesołych Świąt i hucznego Sylwestra/Nowego Roku.

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Kto tu jest mądry?

10 Grudzień, 2008 at 12:33 am (Cytowane, Myśli mniej uczesane) (, , , , , , , , )

Jakis czas temu sluchalem Radia Maryja i uslyszalem tam taki argument skierowany do mlodziezy: nie sluchajcie autorytetow, osob madrych i zasluzonych. Im bardziej argumenty ich wydaja sie logiczne i sluszne tym bardziej musicie sie wziazc w garsc i konsekwentnie je odrzucac, bo to jest dzielo szatana, ktory jest prastary i nieskonczenie madry i posluguje sie ostatnimi czasy najbardziej wyrafinowanmi sposobami.

To fragment komentarza Joszy u Azraela, który wprawił mnie w świetny nastrój. Bo jak tu się nie śmiać, kiedy te słowa księdza działają na pochybel Kościołowi?

Spójrzmy na logikę tej wypowiedzi. Szatan jest nieskończenie mądry. Acha, myślałam, że Bóg, bo w końcu mądrość jest dobrem i vice versa. A tu się okazuje, że ZŁO JEST MĄDRE. Odetchnęłam z ulgą, bo wybrałam ciemną stronę mocy.

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Next page »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.